Problem przejmowania kościołów ewangelickich przez Kościół rzymskokatolicki na Mazurach po drugiej wojnie światowej

Ryszard Michalak

Problem przejmowania kościołów ewangelickich przez Kościół rzymskokatolicki na Mazurach po drugiej wojnie światowej

w BORUSSIA 26 (2001/2002) Olsztyn str. 211-224

Fragmenty artykułu [zamieszczam dla bliższego naświetlenia sytuacji Kościoła Ewangelickiego w Diecezji Mazurskiej po 1945 r.]

 

W ocenie biskupa Alfonsa Nossola świątynie są tym miejscem, które należą do najdroższych dla każdego wyznania. Każdorazowa próba przejęcia ich przez inny Kościół rodzi siłą rzeczy żywy p r o b l e m, który bardzo często stanowi jedno z największych przeszkód ekumenicznego zbliżenia Kościołów i wspólnot wyznaniowych do siebie.

[...] Zmiany użytkowników świątyń ewangelickich były podyktowane przede wszystkim przez zmiany granic państwa polskiego oraz związane z tym migracje ludności. W efekcie tych procesów nastąpiły radykalne przeobrażenia w strukturze wyznaniowej obywateli polskich. O ile pod koniec lat trzydziestych tereny II Rzeczypospolitej zamieszkiwało ok. 11,5 mln osób przynależących do wspólnot nierzymskokatolickich (ok. 30% ogółu obywateli), tak w nowych granicach państwa polskiego w latach 1947-1948 osób takich było już tylko nieco ponad 820 tysięcy. Według argumentacji dostojników i duchowieństwa rzymskokatolickiego zmiany w proporcjach wyznaniowych na korzyść Kościoła rzymskokatolickiego były decydującym argumentem przemawiającym za tym, by Kościół ten mógł przejmować obiekty sakralne innych wyznań. W praktyce chodziło tu najczęściej o świątynie niemieckiego Kościoła ewangelicko-unijnego na Ziemiach Zachodnich i Północnych, gdzie struktura wyznaniowa uległa niekiedy odwróceniu, po tym jak niemieckich protestantów zastępowali głównie rzymskokatoliccy przybysze zza Buga.

Dla dostojników i księży rzymskokatolickich, a często także dla przedstawicieli władz państwowych, usprawiedliwione było również zajęcie tych świątyń, które miały przedreformacyjne korzenie i zostały niegdyś zajęte przez protestantów. Przekonywano, że mimo tego, iż użytkowali je, nawet i przez kilkaset lat, ewangelicy, to jednak taki zabór nie ulegał przedawnieniu. W Urzędzie Wojewódzkim w Olsztynie zastanawiano się na tej podstawie nawet, czy zasadne jest to, że kościół w Nawiadach zajmują ewangelicy, skoro kościół ten do czasu reformacji był katolicki. [...]

Z czasem coraz bardziej zdecydowanie ks. Klus oraz inni ewangeliccy księża z Opolszczyzny wyrażali przekonanie, że rzymskokatoliccy księża zajmując świątynie ewangelickie, na ogół nie kierowali się racjonalnymi przesłankami takimi jak potrzeby duszpasterskie, lecz prowadzili swego rodzaju rzymskokatolicką krucjatę zmierzającą do zwalczania protestantyzmu. Podobnie w środowiskach ewangelickich oceniano postępowanie duchowieństwa rzymskokatolickiego w innych regionach, jak choćby w sąsiednim Górnym Śląsku. Uczestnicy zebrania Rady Senioralnej Diecezji Katowickiej w kwietniu 1947 r. twierdzili z przekonaniem, że kościoły nasze zostały zajęte bez wyraźnej potrzeby, byle tylko ewangelików pozbawić ich własnych świątyń.

Władze państwowe wojewódzkiego i niższego szczebla były tymi, które w pierwszej kolejności rozstrzygały bądź próbowały rozstrzygać o losach kościołów ewangelickich w sytuacjach, gdy były one przedmiotem sporu między Kościołem ewangelicko-augsburskim a Kościołem rzymskokatolickim. Jak wykazało postępowanie tych władz w pierwszych latach po zakończeniu wojny, na ogół były one mało zorientowane w odpowiednim ustawodawstwie, a ignorując je, uwzględniały w swoich decyzjach inne od prawnych czynniki. Do czynników tych należała w pierwszej kolejności chęć zachowania spokoju społecznego. Tam, gdzie starosta powiatowy, a nawet wojewoda miał decydować o losach obiektu kościelnego, gdzie społeczność katolicka w zestawieniu ze społecznością ewangelicką stanowiła dużą większość, dla uniknięcia problemów zwykle opowiadano się za pierwszą grupą. Wydaje się, że przedstawiciele administracji państwowej ulegali niekiedy tym obawom po tym, jak przed niezadowoleniem społecznym ostrzegli ich dostojnicy kościelni, jak choćby ks. Bolesław Kominek na Opolszczyźnie.

Ewangelicy nie mieli większych szans także tam, gdzie przedstawiciele administracji państwowej żywili do nich uprzedzenia jako do "Niemców" i z tego choćby względu wyraźnie sympatyzowali z Kościołem rzymskokatolickim. Dla wyznających stereotyp "Polak-katolik, Niemiec-ewangelik" przedstawicieli władz państwowych wspieranie interesów Kościoła rzymskokatolickiego kosztem Kościołów protestanckich było równoznaczne z działaniem na rzecz polskiego interesu narodowego. Naczelnik Wydziału III Urzędu do Spraw Wyznań (UdSW) Serafin Kiryłowicz przyznawał, że w pierwszych latach po wojnie istniał swego rodzaju sojusz miejscowych czynników i ludności katolickiej, traktujących Kościół ewangelicko-augsburski jako Kościół niemiecki. Takie myślenie zdradzali wyraźnie włodarze Łodzi, Bytomia, Gliwic czy Siemianowic Śląskich. Nie brakowało takich postaw również na Mazurach.

Mimo że w pierwszych wykazach mienia ewangelickiego przejętego przez Kościół rzymskokatolicki, a - jak przekonywała strona ewangelicka - potrzebnego Kościołowi ewangelicko-augsburskiemu, znajdowało się ponad 100 kościołów i kaplic, to jednak w większej części kraju na negatywnych relacjach między ewangelikami a katolikami zaważyło w zasadzie kilka wypadków. Do spraw, które szczególnie antagonizowały strony, należały przede wszystkim sprawy: wołczyńska, bytomska, gliwicka, katowicka i łódzka. Inaczej było na Mazurach, gdzie ciężko jest wyodrębnić jedną spektakularną sprawę. Tych spraw zaistniało po prostu zbyt wiele, a wszystkie okazały się do siebie niezwykle podobne. Trudno było też nagłośnić te wypadki samym ewangelikom, a to z racji tego, że najczęściej pozbawieni zostali oni opieki duszpasterskiej, a zatem przywódcy, który mógłby w ich imieniu skutecznie walczyć o zwrot ich świątyń. Jest również prawdopodobne, że wobec niechęci władz niższego szczebla do ewangelików autochtonów ich ewentualne skargi nigdy nie trafiały do władz wojewódzkich.

O wypadkach, gdzie za zgodą Okręgowego Urzędu Tymczasowego Zarządu Państwowego w Olsztynie kościoły i inne obiekty, będące dotąd własnością Kościoła ewangelicko-unijnego, trafiały w inne niż ewangelickie ręce z niepokojem informował ministra skarbu w grudniu 1945 r. minister administracji publicznej. W jego ocenie zachodziła realna obawa, że na terenie Prus Wschodnich mogło dochodzić do krzywdzenia ewangelików. Niestety władze wojewódzkie w Olsztynie zainteresowały się problemem znacznie później. W marcu 1946 r. wojewoda Tadeusz Robel zorganizował pierwszą konferencję poświęconą tej sprawie. Ogłosił wówczas, że zachodzi konieczność polubownego załatwienia sporów o użytkowanie względnie posiadanie świątyń poewangelickich, do czasu załatwienia tej sprawy na drodze ustawodawczej.

Na spotkaniu u wojewody stawił się wszakże jedynie przedstawiciel Kurii Biskupiej ks. Stanisław Kobyłecki, zabrakło zaś przedstawicieli Rady Kościoła Ewangelickiego, tj. ówczesnego reprezentanta ewangelików na Warmii i Mazurach. W tej sytuacji trudno było o jakiekolwiek rozstrzygnięcia. Warto wszakże odnotować, iż wojewoda zaapelował do przedstawiciela Kurii Biskupiej o spowodowanie zwrotu świątyni ewangelickiej w Łuczanach (Giżycko] Polskiemu Kościołowi Ewangelicko-Augsburskiemu, celem zażegnania powstałego sporu.

Ks. Kobyłecki obiecał rozwiązanie tej sprawy i jeszcze w tym samym miesiącu Kuria Biskupia opuściła ten kościół, zadowalając się wybudowanym w okresie międzywojennym kościołem katolickim.

O tym, że podobnych spornych spraw było znacznie więcej, dowiadujemy się z pisma Konsystorza Kościoła ewangelicko-augsburskiego z 15 czerwca 1946 r. do wojewody olsztyńskiego. Choć sprawy te nie zostały sprecyzowane, wynika z pisma, że przejmowanie kościołów ewangelickich przez Kościół rzymskokatolicki było zjawiskiem powszechnym. Pismo zdradza również, że Konsystorz nie był w stanie sprawować opieki nad większością z tych obiektów. Nie chciał wszakże z nich zrezygnować, zaznaczając, że w tych miejscowościach, gdzie nie ma ewangelików, mogą być wydzierżawione na lat pięć.

Wojewoda olsztyński, który informował MZO o całej sytuacji, stwierdzał z kolei, że w większości wypadków przejęcie świątyń ewangelickich przez katolików było usprawiedliwione, a on sam uważa, iż przekazanie wszystkich kościołów pounijnych wyznaniu ewangelicko-augsburskiemu byłoby ze wszech stron niewskazane.

Jednocześnie władze wojewódzkie oczekiwały od Kościoła ewangelicko-augsburskiego wyraźnego postępu w repolonizacji zgermanizowanego elementu polskiego. Najwyraźniej nie dostrzegały one zatem związku między problemem repolonizacji a kwestią utraty przez ewangelików swoich świątyń.

Wojewoda nie informował też zwierzchników w Warszawie, że przejmowanie kościołów ewangelickich przez katolików najczęściej odbywało się bez wiedzy przedstawicieli władz powiatowych, nie mówiąc o wojewódzkich, jako że na czele gmin stawali przedstawiciele osadników, najczęściej katolicy. Ewenementem w tym względzie było powiadomienie, jakie Samorząd Gminy Wesołowo wysłał do Starostwa Powiatowego w Morągu o tym, że kościół poewangelicki został zajęty przez katolików. Jednocześnie autor powiadomienia uznawał ten krok za słuszny, gdyż w gminie mieszkało 850 katolików i tylko 137 ewangelików, zaś najbliższy kościół katolicki był oddalony od wsi o 12 km.

Do poważnej konferencji poświęconej problemowi majątków kościelnych w województwie olsztyńskim doszło 21 czerwca 1946 r. w Urzędzie Wojewódzkim w Olsztynie. Uczestniczyli w niej przedstawiciele samego Urzędu (naczelnik Wydziału Społeczno-Politycznego Jeżewski, referent tegoż Wydziału Leyding-Mielecki), trzech Kościołów: rzymskokatolickiego (ks. Kobyłecki), ewangelicko-augsburskiego (ks. Friszke) i metodystycznego (ks. ks. Najder, Burchart i Chambers), a także dwóch starostów powiatowych: z Nidzicy (Pyszkowski) i z Ostródy (Raczyński). Obok problemów, jakie dotyczyły relacji między Kościołem ewangelicko-augsburskim a Kościołem metodystycznym, poruszono kwestię kościołów ewangelickich przejętych przez parafie rzymskokatolickie. Ks. Kobyłecki na wstępie podkreślił, że nie ma dziś miejscowości, gdzie katolicy nie stanowili większości. Ten argument, jego zdaniem, powinien wystarczyć, by kościoły ewangelickie zmieniły właściciela, tym bardziej że Kościół ewangelicko-unijny już nie istnieje. Dla ks. Friszke było z kolei oczywiste, że mienie unijne powinno przypaść wyznaniu dogmatycznie identycznemu, tj. Kościołowi ewangelicko-augsburskiemu. Dodawał przy tym, iż rozumie zmiany, jakie wystąpiły w regionie. Podkreślał też, że jest za polubownym załatwieniem kwestii spornych, o ile nie będą zmierzać do dalszego uszczuplenia interesów i praw ewangelików na tym terenie.

Ostatecznie nie doszło do żadnych konkretnych ustaleń, a przedstawiciele Urzędu określili jej wyniki jako negatywne i orzekli, że kwestię podziału kościołów pounijnych należy przekazać Ministerstwu, które zdecyduje na podstawie materiału statystycznego oraz przedstawionych dezyderatów poszczególnych wyznań.

Na kolejne działania Urzędu Wojewódzkiego w omawianej sprawie strony sporu czekały blisko rok. Otrzymawszy dyrektywy od Ministerstwa Ziem Odzyskanych (MZO), olsztyńskie władze wojewódzkie informowały o nich w kwietniu 1947 r. starostów powiatowych i prezydenta Olsztyna. MZO i Urząd Wojewódzki prosiły adresatów o: 1. Wykaz obiektów poewangelickich (kościoły, plebanie, budynki mieszkalne, budynki gospodarcze itp.) zajętych przez Kościół katolicki z zaznaczeniem władzy, która dany obiekt przydzieliła i wielkość obszaru ziemi użytkowanej. 2. Ilość wyznawców katolików i ewangelików w danej miejscowości z zaznaczeniem czy ewangelicy posiadają obiekt kościelny, względnie inne pomieszczenia na potrzeby religijne.

Starostowie i prezydent Olsztyna mieli przeprowadzić dochodzenie według szczegółowej ankiety. Zdradzała ona rażącą niewiedzę władz wojewódzkich w kwestiach wyznaniowych. Przekonuje o tym punkt, w którym do wyznania ewangelickiego zaliczono także filiponów i prawosławnych. Z ankiety wynika również, że w przypadku zakładanych rozstrzygnięć drugorzędne było ustawodawstwo wyznaniowe. Na uwadze miano przede wszystkim potrzeby poszczególnych grup wyznaniowych, tak by wyeliminować istniejące i przyszłe konflikty. Równolegle do tych działań Urząd Wojewódzki zorganizował 14 kwietnia 1947 r. jeszcze jedną konferencję z udziałem przedstawicieli Kościołów. Tym razem do grona tego dołączył takie przedstawiciel Kościoła polskokatolickiego oraz delegat MZO. Trudno ustalić, jakie rozstrzygnięcia przyniosła sama konferencja. Musiała mieć ona jednak wpływ na decyzje, jakie MZO podjęło w czerwcu 1947 r., kiedy to wojewodzie olsztyńskiemu polecono przekazanie w zarząd i użytkowanie obiektów kościelnych poszczególnym Kościołom w powiatach giżyckim, suskim i reszelskim. Łącznie w tych trzech powiatach przydzielono wówczas: Kościołowi rzymskokatolickiemu - 41 kościołów, Kościołowi ewangelicko-augsburskiemu - 22 kościoły i jedną plebanię, zaś Kościołowi chrześcijan baptystów - 1 kaplicę. Jak podaje ks. Andrzej Kopiczko, Kościół rzymskokatolicki przejął jedynie 27 spośród przydzielonych mu przez MZO obiektów. Trudno stwierdzić, czy podobnych instrukcji było więcej. 21 listopada 1947 r. MZO nie będąc pewnym, czy jego decyzje mają podstawy prawne, wstrzymał wszakże dalsze przydzielanie obiektów kościelnych.

Wydział Senioralny Diecezji Mazurskiej Kościoła ewangelicko-augsburskiego zdołał zebrać dane o majątkach ewangelickich zajętych przez Kościół rzymskokatolicki bądź też instytucje państwowe - i to tylko w powiatach piskim, nidzickim i mrągowskim - dopiero we wrześniu 1947 r., po tym jak wizytację parafii ewangelicko-augsburskich przeprowadził tam ks. senior Edmund Friszke. Jego relacja czyni dyskusyjną tezę ks. Kopiczko, który stwierdził, że opinie, jakoby Kościół katolicki siłą zabierał kościoły ewangelikom, w dokumentach nie znajdują potwierdzenia.

Ks. Friszke stwierdzał bowiem, że spotykał się z polską ludnością ewangelicką, która nie dość że nie miała stałego duszpasterza, to straciła też swoje kościoły zabrane im przez katolików. W kilku miejscowościach nabożeństwa odbywały się w pomieszczeniach zastępczych, na co dzień służących do innych celów. Jak zaznaczał ks. Friszke, najczęściej były to miejsca urągające najprymitywniejszym wymogom odpowiadającym charakterowi i powadze naszego Kościoła ewangelicko-augsburskiego w Polsce.

Do takich miejsc zaliczył on szkoły podstawowe w Piszu i Nidzicy, gdyż w miejscach tych obok nabożeństw odbywały się też projekcje filmowe oraz tańce. Jak dowodził ks. Friszke: sam fakt, że nabożeństwa odbywają się w pomieszczeniach służących zazwyczaj do rozrywek świeckich, musi pomniejszyć nastrój religijny i wywołać rozgoryczenie u człowieka szukającego nastroju modlitewnego.

Inną trudnością byto to, że w tych "szkolnych" nabożeństwach regularnie przeszkadzała nieewangelicka młodzież. Ks. senior zaznaczał, że ludność ewangelicka buntuje się przeciw takiemu traktowaniu jej dezyderatów religijnych [...] i domaga się z całą stanowczością, by Konstytucją, zagwarantowane jej prawa, znalazły swój wyraz w odniesieniu do jej potrzeb religijny-kościelnych. By psychiczne wzburzenie ludu, wywołane faktem odebrania jej wielu kościołów, a tym samym przekreślenie możliwości odprawienia nabożeństw, nie potęgowało się, co dla Kościoła jest rzeczą niepożądaną, a dla Państwa szkodliwą

proponował Wydział Senioralny konkretne dla danej miejscowości rozwiązania. Ciekawe, że obok postulatów zwrotu niektórych kościołów godzono się też na ewentualny przydział mniejszych obiektów w miejsce utraconych, a w przypadku miejscowości, gdzie nie było już społeczności ewangelickiej, sugerowano wręcz przydział kościoła parafii rzymskokatolickiej.

Najbardziej nagłośniona przez ks. Friszke sprawa kościoła w Nidzicy znalazła swoje rozwiązanie 7 sierpnia 1948 r., kiedy to zgodnie z propozycją ks. seniora ewangelicy otrzymali mniejszy kościół katolicki, a katolicy przejęli większą świątynię poewangelicką. W związku z tą zamianą nastąpiło też przeniesienie części wyposażenia obu kościołów. Jak zaznacza ks. Kopiczko, była to jedyna tego rodzaju pokojowa zamiana kościołów na Mazurach. Ks. Julian Wojtkowski twierdzi z kolei, że na drodze zamiany rozstrzygnięto też sprawy spornych kościołów w Miłomłynie, Srokowie i Zalewie.

Próbą usystematyzowania problemu własności kościelnej w województwie olsztyńskim było sprawozdanie, jakie 28 stycznia 1949 r. Urząd Wojewódzki w Olsztynie wysłał do Departamentu Administracji Publicznej MZO. Stwierdzano w nim, że Kościół rzymskokatolicki ma 442 018 wyznawców na 521 725 ludności województwa. Ten fakt miał usprawiedliwiać to, że zajął on wiele obiektów należących pierwotnie do innych wyznań, głównie ewangelickiego, tym bardziej że dotychczas nie stwierdzono zajęcia obiektu nie potrzebnego temu wyznaniu, czego najlepszym dowodem jest znikoma ilość (2) nieczynnych kościołów rzymsko-katolickich. Ponieważ kościół rzymsko-katolicki przyczynili się wydatnie do akcji repolonizacyjnej, a jego duchowni są lojalni w stosunku do Państwa Polskiego, należałoby mu przyznać - przekonywali sprawozdawca - wszystkie obiekty będące w dotychczasowym użytkowaniu wyznawców rzymsko-katolickich.

Jak wynikało z innego sprawozdania, wysłanego 5 sierpnia 1949 r. do Ministerstwa Administracji Publicznej, spośród 296 użytkowanych wówczas przez Kościół rzymskokatolicki kościołów, 133 stanowiły wcześniej własność ewangelicką, przejętą najczęściej spontanicznie, bez podstaw prawnych jeszcze w 1945 r. Z kolei według obliczeń ks. Wojtkowskiego wynika, że na przełomie 1944 i 1945 r. w polskiej części diecezji warmińskiej było 311 kościołów ewangelickich, z których bezpośrednio po wojnie 182 zostały przejęte przez katolików. Ks. Wojtkowski podkreśla, że spośród tych kościołów 97 powstało przed reformacją.

Wracając do sprawozdania ze stycznia 1949 r., odnośnie do Kościoła ewangelicko-augsburskiego informowano, że liczy on w województwie olsztyńskim 44 348 wiernych i nie opanował jeszcze trudności organizacyjnych. Stwierdzano dalej, że wielka ilość kościołów (31) i kaplic (19) tego wyznania stoi niewykorzystana z powodu braku wyznawców lub niedostatecznego zainteresowania. Prawie wszystkie obiekty so zbyt wielkie i jedynie powiaty Mrągowo i Szczytno wykazują dostateczne wykorzystanie. Powiat Reszelski (Biskupiec) posiada 7 kościołów przyznanych a nie wykorzystanych dotychczas. Główną przyczynę stanowi rozpaczliwy brak pastorów (11 pastorów ma do obsłużenia 87 obiektów kościelnych).

Autor sprawozdania dodawał również, że z powodu całkowitej zmiany struktury wyznaniowej [...] nie przestrzegano prawa o sukcesji i wiele kościołów ewangelickich przeszło na użytkowanie rzym-kat.

Podkreślał też zaraz, że wyniki są jednak i tak zbyt faworyzujące ludność ewangelicko-augsbursko i w niektórych powiatach jak np. Reszelskim, Lidzbarskim i Suskim należałoby zrewidować dokonane przydziały.

Sprawozdawca zignorował natomiast fakt, że istniały w województwie olsztyńskim także takie miejscowości, w których byli ewangelicy, którzy, po odebraniu im świątyń przez katolików, spotykali się na nabożeństwach w budynkach zastępczych (jak choćby w Piszu), w domach prywatnych bądź też pod gołym niebem. Jak bowiem informowali przedstawiciele liczącej 3500 wiernych parafii ewangelicko-augsburskiej w Świętajnie, wobec braku kościoła odebranego im przez katolików spotykali się oni na nabożeństwach odprawianych na cmentarzu. I to tylko latem, gdyż zimą nabożeństwa nie odbywały się w ogóle. Jak podkreślali ewangelicy ze Świętajna, kościół jest pobudowany przez jeszcze żyjące pokolenie i to tym bardziej boli wydziedziczonych.

Według ich relacji proponowali oni katolikom współużytkowanie kościoła przez obydwa wyznania kolejno w następujące po sobie niedziele.

Propozycja ta została jednakże odrzucona. Nie był to zresztą odosobniony przypadek takiej oferty składanej przez ewangelików. Jeszcze w 1945 r. podobną propozycję ks. Klus złożył administratorowi apostolskiemu Śląska Opolskiego ks. Kominkowi. Była ona o tyle istotna, że dotyczyła całego obszaru Śląska Opolskiego. Niestety, jak odpowiadał ks. Kominek ze względów zasadniczych nie wolno mi się jednak zgodzić na wspólne użytkowanie - condominium - Kościoła wiernych z ewangelikami, gdyż to na ogół u nas nie [jest] praktykowane.

Nie od rzeczy będzie w tym miejscu uwaga, że zgoda ks. Kominka we wspomnianej sprawie, być może, rozwiązałaby wszystkie konfliktowe sytuacje w relacjach katolicko-protestanckich na Śląsku Opolskim.

19 kwietnia 1949 r. Konsystorz Kościoła ewangelicko-augsburskiego postulował przywrócenie ewangelikom 19 kościołów, kaplic i domów modlitwy zajętych przez parafie rzymskokatolickie oraz 11 obiektów zajętych przez instytucje państwowe i społeczne w województwie olsztyńskim (zob. aneks). W przypadku majątku zajętego przez Kościół rzymskokatolicki podobny wykaz z 16 lipca 1950 r. niewiele różnił się od tego sprzed roku, gdyż znajdowało się na nim 18 obiektów. Różnica wynikała jedynie z tego, że Konsystorz zrezygnował ze starań o jeden z kościołów w Węgorzewie.

Przez najbliższych kilka lat sprawa spornych świątyń zamarła, a władze państwowe przyzwalały na to, by użytkowali je katolicy. Z kolei w 1956 r. władze zainteresowały się losem kościołów opuszczonych, a to w imię akcji dostosowywania obiektów sakralnych do celów świeckich lub rozbiórki.

Po 1956 r., w związku z emigracją wiernych do Niemiec, ograniczył też swoje żądania Konsystorz ewangelicko-augsburski. W postulatach sformułowanych 9 lutego 1957 r. upominano się już jedynie o zwrot 9 kościołów i kaplic zajmowanych przez katolików.

Kościoły ewangelickie na Mazurach, które były w posiadaniu Kościoła rzymskokatolickiego, przeszły na jego własność, na mocy art. 1. ustawy z 23 czerwca 1971 r. o przejściu na osoby prawne Kościoła rzymskokatolickiego oraz innych Kościołów i związków wyznaniowych własności niektórych nieruchomości położonych na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Siedem dalszych kościołów ewangelickich przeszło w ręce Kościoła rzymskokatolickiego na mocy art. 2. tej ustawy. Z kolei, jak podaje ks. Wojtkowski, rozmowa biskupa warmińskiego Józefa Drzazgi z biskupem Kościoła ewangelicko-augsburskiego Andrzejem Wantułą przeprowadzona 19 września 1972 r., stała się podwaliną starań o przejęcie dalszych kościołów na kult katolicki, uwieńczonych powodzeniem w następnych latach.

Zawierane przez dostojników kościelnych porozumienia były jednakże poważnie zakłócane. Na początku lat osiemdziesiątych, podobnie jak tuż po wojnie, znów doszło do zaboru świątyń ewangelickich przez katolików, co - jak przekonuje Andrzej Sakson - jest znamiennym świadectwem braku tolerancji religijnej części ludności katolickiej na Mazurach.

Niestety, tak jak przed laty, zabierane ewangelikom kościoły stały się znów jedną z głównych przyczyn emigracji tej ludności. [...]

Ryszard Michalak

-------------

[...] Jeśli chodzi o obiekty poewangelickie, znamienne jest, różne formułowane stwierdzenie, które można sprowadzić do zdania: do 1525 roku kościół katolicki, po reformacji zajęli go protestanci, po roku 1945 powrócił do katolików. Pozornie nie ma tu nieprawdy, jest natomiast półprawda, populistyczna i nierzetelna z punktu widzenia historii. To prawda, że po reformacji świątynie dotychczas katolickie stały się świątyniami protestanckimi. Jednak to ci sami ludzie, zarówno biskupi, jak i ich poddani nadal władali swoją świątynią; protestancką, bo w wyniku reformacji wierni zmienili konfesję, nie zmieniając sakralnej przestrzeni. Zaś po 1945 r. sytuacja się odwróciła: nowi przybysze ponownie przynieśli ze sobą wyznanie katolickie, obejmując w posiadanie cudzą przestrzeń i przeszłość. I myślę, że bez wyrzekania się osiągniętego w końcu prawno-majątkowego status quo Kościół powinien dążyć do opisywania rzeczywistości w sposób rzetelny i uczciwy, nawet jeśli ta prawda bywa czasami niewygodna.[...]

Iwona Liżewska

W artykule: Oswajanie przestrzeni . w "Borussi" nr 26 s.231

 


Powrót do strony głównej MTE
Wydrukuj strone

(c) 2015.7.22 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl