Mazurskie dokumenty

List Ks. Sen Edmunda Friszke do Departementu Wyznań Religijnych

Olsztyn, dnia 17.4.1947 r.

Ks.Senior
Diecezji Ew.-Augsb. Mazurskiej
Olsztyn, St. Miasto 1.

Do
Ob. Naczelnika Depart. Wyzn. Religijnych
Ministerstwa Administracji Publ.
w Warszawie.

 

Obywatelu Naczelniku.

W czasie rozmowy naszej w dniu 14 b.m. padło pytanie, dlaczego w powiecie mrągowskim jest jeszcze około 16 tys. ludzi pochodzenia polskiego niezweryfikowanych - w przeciwstawieniu do 3 czy 4 tysięcy zweryfikowanych. Słyszałem skądinąd, że jest zweryfikowanych około 7 tys. ludzi, a nie 3-4 tysięcy. Ale to nie zmienia postaci rzeczy wobec faktu, że jest jeszcze kilkanaście tysięcy ludzi, bądź to obojętnie, bądź wręcz negatywnie odnoszących się do sprawy weryfikacji.

Dlaczego. Pytanie to nurtuje mnie i pragnę poprzez analizę całokształtu sytuacji ludu mazurskiego znaleźć odpowiedź. I tu staje przed nami cały splot zagadnień wiążących się. Pragnę na razie podać garść spostrzeżeń własnych i kolegów moich, celem naświetlenia sytuacji. Gdy przybyłem po raz pierwszy na teren mazurski w lutym 1946 r. po 6-cio letniej niemal niewoli w niem. obozach koncentracyjnych, zastałem tu stan rzeczy, który smutkiem i niepokojem mnie napawał. Miałem pracować wśród ludu mazurskiego. Widziałem zdewastowane gospodarstwa mazurów, wielką nędzę tego ludu. Jest rzeczą oczywistą, że lud ten doznał wielu krzywd ze strony nieuświadomionego co do pochodzenia mazurów elementu napływowego. Wielu mazurów zostało wyrzuconych z swych gospodarstw, traktowano ich jako Niemców, jako wrogów narodu polskiego itd. Zrozumiała skąd inąd żywiołowa nienawiść przybywających polaków wobec tych, którzy żyli na terenach pozostających we władaniu Teutonów przez wiele wieków, nie mogła być tak łatwo poskromiona przez czynniki rządowe. To rzecz zrozumiała, gdyż był to pierwszy gwałtowny odruch ciemiężonego i nękanego w czasie wojny przez Niemców ludu polskiego. Nim czynniki rządowe uświadomić lud polski co do pochodzenia mazurów, stało się wiele nieszczęścia. Dodać należy, że mimo wyraźnych instrukcji Rządu Polskiego o konieczności przyzwoitego traktowania braci-mazurów, wielu sołtysów, wójtów, a nawet niekiedy starostów, nie mogło w sobie przezwyciężyć nienawistnego uczucia. A wtórował im lud, zaślepiony w przestarzałym pojęciu "co polak - to katolik". Mimo to wielu mazurów zdeklarowało się i pragnęło tu żyć i pracować, licząc na unormowanie stosunków.

W czerwcu 1946 r. niemal na całym terenie wezbrała fala nienawiści do mazurów, tak że z troską i niepokojem spoglądałem w przyszłość. Na skutek gróźb i wyraźnie wrogiej postawy elementu osadniczego zniechęceni mazurzy pragnęli pójść za Odrę. Nam duchownym ewangelickim zaczęły ręce opadać. Co tu począć. Resztkami naszego optymizmu pragnęliśmy ratować sytuację, nawołując lud do wytrwania. Wtedy nastąpiła rzecz ze wszech stron niepożądana . Katolicy zabierali kościoły ewangelickie, do reszty zniechęcając mazurów do pozostania. Mnożące się wypadki rabunków, maltretowania Mazurów /miejscami nawet przez organa M.O./ wywoływały ogromną depresję psychiczną. Argumentacją tych kilku duchownych ewangelickich, pracujących na rozległych terenach wśród 70-80 tys. mazurów, że ta krzywda ludowi mazurskiemu wyrządzona została przez etycznie podupadłe jednostki, napływające z dawnej Polski, słaby tylko oddźwięk wywołała w duszach mazurów w obliczu grozą nacechowanej sytuacji. Toteż wszelkie apele ze strony Władz i duchownych ewangelickich, by się mazurzy deklarowali, nie potrafiły przełamać obojętności. Dodać należy, że niezweryfikowani często natrząsali się z "zweryfikowanych" że ci ostatni wcale nie są lepiej traktowani niż ci pierwsi, ze jedni jak drudzy są krzywdzeni i że posiadanie obywatelstwa polskiego nie daje im żadnej korzyści, ani obrony. A ośmieszanie to straszliwa broń. W lecie ubiegłego roku nastąpił zwrot. Czynniki rządowe apelowały do społeczeństwa o poprawę bytu zbiedzonego ludu mazurskiego i przychylne traktowanie go. Ale apel ten tylko zdrowo czujący odłam społeczeństwa polskiego natchnął do przyjaznego działania wobec mazurów. Krzywdy nadal działy się, choć rzadziej, a działy się dlatego, ze prosty lud nie potrafił się zdobyć na "zmianę frontu". Również czynniki administracyjne tu i ówdzie dopuszczały się szykan. Nieraz z ciężkim sercem tylko zdobywano się na przyznawanie kart żywnościowych mazurom, choć to z reguły powinno było następować. Znam wypadki, gdzie otrzymane już kartki mazurzy po kilku dniach musieli zwrócić, choć były to kartki II kat., które im niewiele dawały korzyści. Obecnie nie otrzymują ich, gdyż uchodzą za rolników, a faktycznie są przeważnie rolnikami "de nomie" bo brak im inwentarza żywego oraz martwego. Mazurzy - to przeważnie niewiasty z dziećmi oraz starcy. Brak żywicieli rodzin, brak męskich rąk do pracy na roli, brak ziarna na zasiew. Toteż kardynalnym warunkiem poprawy ich bytu materialnego i odrestaurowania ich gospodarstw rolnych jest repatriacja z zachodu i ze wschodu i to na wielką skalę. Przekonany jestem, że z tym wiąże się niezdecydowana postawa wielu niewiast do sprawy weryfikacji, gdyż obawiają się, że mężowie czy synowie za Odrą nie będzie dana możność powrotu, a z chwilą "zdeklarowania się" również one utracą prawo do wyjazdu i że w ten sposób skazują siebie na wieczną rozłąkę z mężami i synami.

Ale istnieją jeszcze inne powody, które przyczyniają się do tego, że akcja weryfikacyjna daje małe rezultaty . Choć różni mazurzy pragnęli się "zdeklarować" to różni wójci czynią trudności mazurom. Liczne podania po dziś dzień nie zostały załatwione. W nie rzadkich wypadkach wypędzano z biura ubiegających się o obywatelstwo polskie. Wracającym repatriantom często nie wydaje się zaświadczenia, żądając złożenia metryki urodzenia, a nawet metryki ślubu, co wobec zniszczenia przez wojnę wielu ksiąg stwarza nieraz przeszkody, nie dające się przezwyciężyć. Istnieją mazurzy, którzy mówią: "gdy mi dadzą zaświadczenie, to wezmę". Jeśli prawdą jest, że blankiet na podanie kosztuje zł 500, to w tym widzę poważny błąd. Ubóstwo mazurów jest wielkie, przebywający na terenie powiatu mrągowskiego liczni mazurzy czekają na prawo powrotu do swych dawnych siedzib w powiecie oleckowskim, po czym gotowi są zdeklarować się. W powiecie olsztyńskim wielu czeka na prawo powrotu do powiatu Ełk. Deklarowaliby się, gdyby dana im była gwarancja, że dawne swe majątki znów otrzymają. Samo obejmowanie dawnego majątku połączone było nieraz z zabójstwem ze strony osadnika. W pow. reszelskim - relata reletro - od dłuższego czasu nie załatwia się podań o udzielenie obywatelstwa. W Popowie, pow. mrągowskiego - według relacji istnieje mazur, który musiał ustąpić z gospodarstwa choć podanie o przyznanie obywatelstwa leżało w Starostwie. Niesprawne nieraz funkcjonowanie aparatu administracji jest powodem wielu bolączek, nie mówiąc o nierzadkich wypadkach karygodnych zaniedbań lub nadużyć, stwierdzonych przez lotne komisje weryfikacyjne w lecie ub. roku /prasa olsztyńska/. Należy wskazać na fakt przebywania na naszym terenie różnych jednostek z "Reichu" / z Berlina i innych miejscowości/ z okresu ewakuacji do b. Prus wschodnich, które daremnie czekają na transport, wywierają niepożądany wpływ na otoczenie. Wroga nam również propaganda niemiecka wykorzystuje wszelkie niedociągnięcia administracji lub wręcz fałszywie przedstawia sytuację tutejszą, by ludzi chętnych do powrotu na ziemie mazurską powstrzymać od repatriacji. A żony tutaj nadal czekają na wyjaśnienie ich sytuacji rodzinnej. Tym, którzy zdecydowani są w ramach ogólnej odbudowy gospodarki stanąć do pracy, należało by z ogólnego przydziału żywego inwentarza dać konie i krowy, choć wtedy jeszcze wiele trudności mają do przezwyciężenia. Oto w czasie pisania niniejszego artykułu zjawiła się piszącego te słowa mazurka Leonard Fryda, zam. w Księżym Lasku, gm. Labomin, pow. Morąg, która oświadczyła, że otrzymała z Państw. Banku Rolnego, oddz. w Olsztynie wezwanie płatnicze z dn 4.3.47 r. /pożyczka nr 286262/ UNRRA/ na kwotę zł 11.550. Leonard Fryda otrzymała w listopadzie 1946 r. konia, wpłacając kwotę zł 3000. Kwotę zł 11.550 miała zapłacić do dnia 31.3.47 r. Z wielkim płaczem szuka u mnie pomocy materialnej, której jej udzielić nie mogę. W listopadzie nie można było już roli uprawić. W dodatku nie posiadała ziarna na zasiew, ani kartofli. A ponieważ mimo starań nie uzyskała go więc i na wiosce nie obsieje pola. Z czego ma zapłacić zł. 11.550. Ciężka sytuacja materialna ludu jest powodem dalszego zniechęcenia ludu.

A teraz jeszcze jedna rzecz ważna. Nie miałbym odwagi powtórzyć wiadomość, otrzymaną od. P. Naczelnika, o przejęciu przez Państwo majątków kościelnych. Mazur- ewangelik widzi w tym bowiem pogwałcenie swych praw podobnie jak w wypadku odbierania mu gospodarstwa rolnego czy domu. Kościół i wszelki majątek kościelny - w myśl od dawna przyjętych pojęć - jest w 100-ej czy 200-ej cząstce / zależnie od ilości parafian/ własnością jego , tak jak w 100% jest własnością jego posiadane gospodarstwo rolne. Czy naruszenie przez Państwo tego, wiekową tradycją uświeconego stanu rzeczy, nie przyczyni się do całkowitego poderwania zachwianej już równowagi psychicznej ludu. Mam obawy. W każdym bądź razie zatwardziali oponenci, głusi na wszelkie apele do deklarowania się, zdobędą - gdy się dowiedzą - nowe środki podburzania i zakłócania psychiki ludu mazurskiego.

/-/ ks. E. Friszke

 

 

 


Powrót do poprzedniej strony
Wydrukuj strone

(c) 2015.7.02 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl