Mazurskie życiorysy

Jan Jenczio
czyli
Przykładny gospodarz,
który odmienił wieś

Dawne to czasy, z zamierzchłej przeszłości, ale godne przypomnienia. Niewiele na Mazurach było takich wiosek, jak Markowskie pod Oleckiem. Motorem przemian, jakie dokonały się tam w XIX wieku, był Jan Jenczio (1797 - 1884), światły gospodarz z tej pogranicznej mazurskiej wsi. Dokonał rzeczy, których innym się nie udało. Dostrzegając wcześniej warunki, w jakich swój żywot wiodą Mazurzy, nie tylko pokazał, że można żyć inaczej niż do tej pory, ale - co było trudniejsze i wymagało długich lat społecznego działania - skłonił całą społeczność rodzinnej wioski, aby porzuciła zgubne nałogi i zabobony. Był miłośnikiem polskiej książki i bibliofilem, autorem wierszy i artykułów, ale przede wszystkim jako człowiek głęboko religijny kładł nacisk na chrześcijańską praxis.
Gdy dokonały się przemiany
Jan Jenczio miał szczęście, że zainteresowanie jego osobą i jego pracą przyszło wtedy, gdy zmiany się już dokonały. Znalazło to potwierdzenie w odmienionym wizerunku wsi, w obyczajowości jej mieszkańców; wieś stała się zasobniejsza, bardziej dbała o stan budynków, o uprawę roli, o zwierzęta gospodarskie. Tam, gdzie było pustkowie, pojawiły się kwitnące ogrody. Bo na początku, jak po latach mógł stwierdzić, nie miał znikąd poparcia i występował sam przeciw wszystkim. Był przeklinany i wyklinany, zwłaszcza przez tych, którym publicznie wytykał grzeszne czyny i prowadzące ku zgubie nałogi.
W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XIX wieku, kiedy efekty przemian poczęły przynosić owoce, coraz głośniej było na Mazurach o wsi Markowskie pod Oleckiem. Ta wieś to był wyjątek. Naczelne władze kościelne, ewangelickie, do których słał listy, z powagą traktowały jego starania o to, by Mazurom zapewnić lepszą opiekę duchową. Zdarzało się więc, że przedstawiciele tych władz, gdy podróż ich wiodła na wschodni kres Mazur, zaglądali po drodze do wyjątkowej wsi, w której dokonały się tak cudowne przeobrażenia.
Porządek i ładny wygląd
Nic dziwnego, że starano się poznać człowieka, który do tych przemian doprowadził. Wszystkie artykuły o Janie Jenczi i wsi Markowskie, jakie i po wojnie poczęły się ukazywać w naszej prasie regionalnej, mają jedno źródło. Opierają się na sprawozdaniu pastora Fryderyka (Friedricha) Salomo Oldenberga z Centralnego Komitetu do spraw Misji Wewnętrznej w Berlinie. W swoim niezwykle interesującym i obfitującym w bystre obserwacje sprawozdaniu, pozostającym w rękopisie pod tytułem "Zur Kunde Masurens", poświęcił on osobny rozdział dokonaniom Jana Jenczi, gospodarza z mazurskiej wsi.
Gdy Oldenberg przybył do tej wsi w 1865 roku, biorąc po drodze tłumacza z Olecka (nauczyciela i poetę ludowego Karola Sembrzyckiego), gdyż Jenczio mówił tylko po polsku, ksiądz Oldenberg napisał: "Już na pierwszy rzut oka wyróżnia się Markowskie porządkiem i ładnym wyglądem domów, przyjemnych i odznaczających się dostatkiem. Stajnie i stodoły zbudowane są w znacznej części z kamienia. W uprawę ogrodów włożono tutaj chyba taką troskę, jakiej nie widziałem dotychczas w mazurskich wioskach."
Odtąd działania Jenczi podawano jako przykład, ile można by zrobić dobrego na Mazurach, gdyby i w innych wioskach znaleźli się ludzie tak światli i pobożni, którzy własnym przykładem i pracą potrafią zyskać autorytet i zmienić otoczenie. W kręgu zainteresowań światłego gospodarza był rozwój życia duchowego społeczności wiejskiej. Nie wystarczało mu, że w rodzinnej wsi ludzie żyli pobożniej i lepiej, kiedy w tej samej parafii w Wieliczkach, poczynając od sąsiednich wiosek, panowała "ciemność w wierze". Taka sama - jak trzydzieści, czterdzieści lat temu w Markowskich.
Źródłem zmian pobożność
Gdy w 1865 roku opowiadał gościowi z Berlina o swych zmaganiach, Jenczio przypominał swoje trudne początki. Jego gorliwość w walce z zabobonami i nałogami miały ten skutek, że zrazu całe Markowskie było przeciwko niemu. "Jeśli nad wsią przeszła burza lub spadł grad, to mówiono: Jenczio temu winien." Jenczio podkreślał swoje ścisłe związki z Kościołem. Zawsze gorliwie uczęszczał na nabożeństwa. To mu jednak nie wystarczało. W roku misji i ewangelizacji warto podkreślić, że działalność pobożnego mazurskiego gospodarza miała charakter misyjny. Przecież ośmielony tym, że otrzymał zgodę konsystorza królewieckiego, organizował on od dziesięciu lat też godziny pobożności w swoim własnym domu. Zjawiało się tam przeciętnie około 60 osób. Można powiedzieć, że jeszcze wtedy, gdy nie było struktur ruchu gromadkarskiego, "zacny Jan Jenczio" - jak go określał jeszcze za jego życia historyk Max Toeppen, autor "Historii Mazur" (1870) - pełnił dla tych, którzy chcieli go słuchać, także rolę świeckiego kaznodziei.
Gdy inni autorzy opierali swoją wiedzę o działalności Jenczi na relacji pastora Oldenberga, w ostatnich latach olsztyński historyk Grzegorz Jasiński poszerzył dotychczasową wiedzę o nim o nowe fakty. W publikacji ogłoszonej w "Komunikatach Mazursko-Warmińskich" (1992 nr 2) przytoczył materiały dotychczas nieznane. W archiwach berlińskich odkrył bowiem blok listów dotyczących Jana Jenczi. Nowe fakty, interesujące jeśli chodzi o problemy życia religijnego na Mazurach, mogą być doskonałym przyczynkiem do rozwinięcia zagadnienia, jak pod nieobecność pastorów i nauczycieli, wycofujących się z dawnej roli przywódców, w życiu społeczności wiejskiej tworzyły się, często w sporze z nimi, nowe elity.
Mimo nowych szczegółów, pasjonujących niekiedy i prostujących błędy, sam opis żywota Jana Jenczi dokonany przez pastora Oldenberga nie traci niczego na znaczeniu. Rozdział jego sprawozdania, poświęcony wizycie w Markowskich, jest oddaniem hołdu mazurskiemu gospodarzowi. Ten fragment sprawozdania (zresztą jedyny) przetłumaczył Edward Martuszewski i zamieścił prawie w całości w swej książce "Polscy i niepolscy Prusacy" (1975).
Jak potwierdził to w swych badaniach Grzegorz Jasiński, Jan Jenczio mimo młodego wieku, gdy jeszcze jego ojciec prowadził gospodarstwo, wybrany został na przewodniczącego rady parafialnej przy kościele w Wieliczkach i funkcję tę sprawował do końca życia. Jak wielu Mazurów ze starszego pokolenia, nie znał języka niemieckiego. Nie przeszkodziło mu jednak to, by od 1840 roku zostać z wyboru wójtem. Po dziesięciu latach stanowisko wójta piastował już jego starszy syn, a on, jako osoba ciesząca się szacunkiem, kilkakrotnie był wybierany na ławnika w sądzie wiejskim. W roku 2000 całe sprawozdanie do Centralnego Komitetu do spraw Misji Wewnętrznej ukazało się w formie książkowej. Jest to teraz książka “Przyczynki do poznania Mazur” Friedricha Salomo Oldenberga, wydana nakładem Wydawnictwa Naukowego Semper w Warszawie. Tekst przełożyła Małgorzata Szymańska-Jasińska, a opracował i wstępem poprzedził Grzegorz Jasiński.
Biblioteka Jana Jenczi
Jenczio był chłopskim bibliofilem. W języku polskim gromadził literaturę religijną i żywił do niej nabożny stosunek. Miał 90 różnych tytułów, w tym czternaście zbiorów kazań. Trzymał te książki w oszklonej szafce. Wiele tam było "białych kruków". Za największy skarb uważał postyllę Lutra, tom o dużym formacie, oprawiony w skórę, prawdopodobnie wydanie z 1574 roku w tłumaczeniu Hieronima Maleckiego. Równiež z XVI wieku miał kazania Grzegorza z Żarnowca, a poza tym trzymał popularne na Mazurach dzieła Jana Arndta "O prawdziwym chrześcijaństwie", kazania Samuela Dambrowskiego oraz - wielce przez Jenczia cenioną książkę - Davida Holaza "Zbawienny ťłaski Ewangeliczney Porządek". Tę książkę wznowił własnym sumptem. Ukazała się w oleckiej drukarni Edwarda Peglaua w 1859 roku. Choć to była książka pobożna i wydana po polsku, z jej rozprowadzeniem miał Jenczio wszelako kłopoty.
Synowie Jenczi, w przeciwieństwie do ojca, posługiwali się także językiem niemieckim. Starszy syn jako wójt czytał niemiecką gazetę rolniczą, a jej rocznik oprawił. Za pomocą krzywulca często zwoływał chłopów i to, co przeczytał o nowych metodach gospodarowania, tłumaczył im na język polski. Młodszy syn Jenczi był "złotą rączką". Ozdobił szczyt domu pomysłowym zegarem słonecznym. Zbudował też fisharmonię, na której akompaniował śpiewającym podczas domowych nabożeństw. Reperował zegary ścienne, sporządzał udane kopie dzieł malarskich.
By oświecać lud mazurski
Stary Jenczio, uwolniony od prac gospodarskich, coraz bardziej poświęcał się swojej pasji religijno-społecznej. W Markowskich nawet z karczmy usunięto gorzałkę, a zaufany dzierżawca podawał gościom tylko piwo, a z nowości - nieznanej dotąd na mazurskiej wsi - herbatę. Nie było tu mowy o dzikich tańcach. Tymczasem Jenczio nadal snuł plany, by móc oświecać ludzi w dalszej okolicy i sprowadzać ich na dobrę drogę. Uzyskał zgodę władz kościelnych i w 1867 roku wyruszył na trasę. Spotykał się i prowadził rozmowy z tysiącem Mazurów. Z tych spotkań wyniósł jednak przeświadczenie, że ciągle największym wrogiem jest "ciemność w wierze". Oprócz wygłaszanych kazań, religijne treści przekazywał też w formie wierszowanej. Ostatnio w antologii ludowej poezji mazurskiej "Pieśni duchowne i poemata światowe" (Gołdap 2004), autor wyboru i opracowania Zbigniew Chojnowski przypomniał religijny wiersz Jana Jenczi "O siedmiu słowach Chrystusowych", którego pierwodruk ogłoszony był w "Kalendarzu Królewsko-Pruskim Ewangelickim" na rok 1872.
Jan Jenczio nie znalazł naśladowców i współpracowników wśród swoich ziomków. Zdaniem historyków, jego działalność była czym wyjątkowym i zgoła sensacyjnym w skali całych Mazur. Jego śmierć, która nastąpiła 7 lutego 1884 roku, stała się głośnym wydarzeniem w okolicy. Jeden z ludowych poetów mazurskich, Tobiasz Stullich, uczcił jego pamięć wierszem.

Erwin Kruk

 

 


Powrót do poprzedniej strony
Wydrukuj strone

(c) 2005 - Diecezja Mazurska KEA w RP - diec.mazurska@luteranie.pl