KARTKI MAZURSKIE

2006 KWIECIEŃ Nr 4 (34) Rok VII
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

 

Między historią
a nadzieją - Wielkanoc

Może oprócz wyobrażeń, świadczących o zagubionych tradycjach, Wielkanoc na Mazurach nie była inna od tych świąt, jakie przeżywamy dzisiaj.
Zwyczaje, jakie im towarzyszyły i stanowiły ich otoczkę, spoczywają dziś w pracach etnologów i historyków kultury. Jedynie pamięć wiejskiego dzieciństwa podpowiada mi, że choć skromnie, zdążyłem jeszcze poznać resztki mazurskich tradycji. A przecież już w chłopięcych latach widziałem, jak zamierały. Teraz, gdy tamte bezpośrednie przeżycia, w dużym stopniu uzupełnia pamięć lekturowa, wypada mi powiedzieć, że mazurskie zwyczaje wielkanocne, jak i wszelkie inne, miały po wojnie już charakter szczątkowy. Zresztą - czy tylko w tym jednym regionie?
Jak wiadomo, tradycje są przejawem sposobów istnienia wspólnoty i w zależności od tego, jak bardzo wspólnota jest spójna, dają się bardziej lub mniej rozpoznać. W przypadku, gdy tradycje są żywe, w ich kultywowaniu uobecnia się bliskość ludzi, radość wspólnego przeżywania, gdyż tak samo lub podobnie pojmują oni świat.

Odległość i bliskość tradycji
Po wojnie różnice kulturowe między tym co własne, a tym co obce, nie przejawiały się tylko w odmienności tradycji. Miały inne podłoże, przede wszystkim psychologiczne, ale i polityczne. Ludzie żyli jakby przeciwko obcym i obok obcych, w każdym razie oddzieleni od siebie, i to wyznaczało granice pomiędzy grupami, między członkami różnych wyznań chrześcijańskich. Być może jedynie pamięć dzieci, nieświadomych wielorakich ciśnień, na krótki czas doszukiwała się w najbliższym krajobrazie tego, co przewijało się w rozmowach, we wspomnieniach dorosłych o tym, co było wcześniej.
Na Mazurach, przez rozproszenie dawnych mieszkańców, szybko przerwany został bezpośredni przekaz pamięci. Tradycyjna kultura ludowa już w drugiej połowie XIX wieku była ograniczana przez rozwój cywilizacyjny. Jej treści - i to przez długi czas - zachowywały się nadal w pamięci. Dzieci próbowały uczestniczyć w tym, co dorosłym już nie "uchodziło" albo czego już nie cenili. Jest to prawidłowość każdej tradycyjnej kultury, gdy ona zanika, to jeszcze najmłodsi przywiązują do niej wagę. Jedna z pierwszych relacji, dotycząca wierzeń mazurskich, nie uwzględniana przez etnografów, to opublikowany w 1832 roku artykuł w "Preussische Provinzial-Blätter" (t. VIII, 1832), w którym podkreśla się powszechną religijność Mazurów, ale już w sposób następujący: "Dni, które święcili przodkowie, święcą również dzieci, jakkolwiek dzisiaj już nie wiedzą, dla jakiej przyczyny."
Czy tak było w istocie? Jest to zapewne uproszczenie, dość powszechne w spojrzeniu oświeconych na prostaczków. Przecież zwyczaje dotyczą tylko pewnej obrzędowości, a więc tego, co zewnętrzne. Bywa zatem, szczególnie wśród dzieci, że z większą ufnością obstają zarówno przy zwyczajach, jak i przy tym, co powołało te zwyczaje do życia. Wiara dorosłych bywa bardziej skomplikowana i chybotliwa. A przecież, jak wykazują dzieje, jest ona naturalną potrzebą człowieka. Nie wypada nie dostrzec, że w czasie, gdy oddalano się od zwyczajów, swój zewnętrzny wyraz miało w XIX wieku bogate mazurskie wierszopisarstwo religijne. Wielu prostych ludzi pisało poematy drukowane w kalendarzach, w tym i utwory o Męce Pana Jezusa i Zmartwychwstaniu Pańskim, wzorowane na staropolskich pieśniach z kancjonału.

Czas zamyślenia nad ludzką historią
Za każdym razem jednako, ilekroć pojawia się pytanie o charakter wiosennych świąt, tylekroć wydaje mi się, że właśnie okres pasyjny i Wielkanoc to najbardziej stosowna pora, skłaniająca człowieka do refleksji nad czasem i przemijaniem, nad życiem i śmiercią. Człowiek jest ograniczony przez czas, w którym wiedzie żywot. To mu jednak nigdy nie wystarczało. Ów sprzeciw wobec tego, co przemija, przejawiał się stale, w różnych epokach, zarówno w sposobach bytowania i obrzędowości, jak i w tradycji oraz dziełach kultury, ogarniających fizykę i metafizykę ludzkiego świata.
Skoro tak wiele czas przemienił, to przecież zostało żywe to, co stanowi o istocie zdarzeń, a mianowicie - głęboko religijny wymiar Wielkanocy. Różne bywają do nich przygotowania i różnie przejawiają się one w naszym odczuwaniu i postępowaniu. Ale ten wymiar jest obecny, także wtedy, gdy dotyka naszej chybotliwej wiary, wyznawanych systemów wartości, a także zwątpień i poszukiwań, które nie mogą obyć się bez nadziei. Szczególnie okres pasyjny był czasem religijnych przeżyć.
To prawda, przemijają wszystkie istoty. Ale prawdą jest, że historię posiada tylko człowiek i tylko człowiek ją stwarza. Dzieje się tak dzięki temu, że w samym człowieku jest coś, co opiera się przemijaniu, co to przemijanie przerasta. Nie ogranicza się to do konkretnej postaci kultury, nauki, sztuki.
Ta nadzieja była żywa od zawsze. Wyraża ją też, jeszcze dziś często przytaczane, zdanie z ody Horacego: "Non omnis moriar". Ale obok i dalej, już w chrześcijańskich czasach, między nadzieją a rozpaczą kołacze się zasadnicze pytanie, z którym boryka sie człowiek, jako istota ludzka poddana czasowi i przemijaniu. Pytanie to brzmi: "Śmierci, dlaczego nie umierasz?"
W tym najgłębszym wymiarze, dotykającym transcendencji, Wielkanoc jest szczególnym świętem, które daje odpowiedź, że poddany przemijaniu człowiek wpisany jest w nadrzędny porządek wieczności. Przechodzi przez własną historię i zachowuje swoją tożsamość. W jego tęsknocie, by trwać na przekór przemijaniu, od dawna dostrzegano pierwiastek będący w nim jak gdyby wspomnieniem, refleksem, ziarnem wieczności. Jak powiada Pismo, stworzony został na podobieństwo Boga. Toteż wpisany w czasowość i przemijanie, odzwierciedla zarazem to, co w nim nieprzemijalnego.

Zwycięstwo nad śmiercią
Ten rodzaj religijności jawi się jako wyraz ufności w Boże miłosierdzie i skierowuje spojrzenia na pasję, czyli Mękę Pańską. Dlatego też zwłaszcza nabożeństwa w Wielki Piątek, jak notowano w przekazach, od dawna gromadziły na Mazurach więcej niż zwykle wiernych. Przyjęło się zatem uważać dość powszechnie, że Wielki Piątek jest największym świętem ewangelickim. Mógłbym potwierdzić, że ten dzień ma swe kluczowe znaczenie, ale - jak w całym chrześcijaństwie - zawsze w powiązaniu z dobrą nowiną niedzieli wielkanocnej, z radosnym dniem Zmartwychwstania Pańskiego. Taki to wyraz odnajduje ta wiara w śpiewanej na Mazurach pieśni kościelnej: "Chwalebne zmartwychwstanie Pana jest życiem i zwycięstwem mym; potęga śmierci jest złamana, nie zasnę wiecznej śmierci snem."
To jest ta nowina, która przerasta obrzędowość i dla chrześcijan stanowi nadzieję na życie, które trwa wiecznie, wbrew przemijaniu. Wśród wielkanocnych pieśni, które i dziś śpiewają ewangeliccy Mazurzy, znajduje się staropolska pieśń "Wesel się serdecznie ludzkie pokolenie". Jest w niej zachęta ku radości, która wynika stąd, że Chrystus Zmartwychwstały "śmierć w otchłanie rzucił, złości wsze ukrócił, życie wieczne wrócił". A jedna ze strof zawiera wyraźne odwołanie się do przyrody. Ona bowiem również budzi się w czas wielkanocny z martwoty do życia: "Więc przyroda cała, budząc się do życia, stroi się wspaniała, w cudne barwy kwiecia. Słońce jaśniej wschodzi, wdzięczny czas nadchodzi, cień rzeźwiący chłodzi."

Świat budzi się do życia
Niewątpliwie z tym faktem, że świat odradza się na nowo, wiązał się zespół przekonań, w którym postrzegano pogłos dawnych obchodów świąt agrarnych. One jednak, gdy weszły w skład ludowej tradycji, przybrały nową formę i wpisały się w chrześcijańskie tradycje święta. Na przykład na Mazurach dawny zwyczaj "chodzenie po smaganiu" w niedzielny czas Chrystusa Zmartwychwstałego, stanowiło przypomnienie męki Pana Naszego. Także w niedzielę wielkanocną, jeszcze przed wschodem słońca, chodzono dawniej, jak znam tylko z opowieści, w stronę wschodu słońca, do wody źródlanej, aby obmyć się nią, a potem przynoszono ją do domu i skrapiano tą wodą twarze tych, którzy śpią albo są chorzy. Uznawano zatem, że woda ze źródła budzi i odnawia życie.

Erwin Kruk

Pieśń o Zmartwychwstaniu Pana Jezusa

Zbawiciel żyje, weselmy się,
Precz smutki, precz i żałości.
Wstał Jezus z martwych, radujmy się,
Zażyjmy wszyscy radości.
On wstał na żywot wszystkim nam,
A śmierć zwyciężył tylko sam.


Tobiasz Stullich ("Nowiny" 1889 nr 16)


KSIĄŻKI NADESŁANE

Rocznik Działdowski, Tom VI. Działdowo 2005. - W związku z tym, że w poprzednim, marcowym biuletynie pisaliśmy, że w tym roku przypada 85 lat od utworzenia Seminarium Nauczycielskiego w Działdowie (1921-1936), warto zwrócić uwagę na książkę, którą otrzymaliśmy w tych dniach. To tom szósty "Rocznika Działdowskiego", wydany przez Towarzystwa Miłośników Ziemi Działdowskiej. Pokaźna część materiałów, z którymi możemy się zapoznać, dotyczy właśnie tej działdowskiej placówki oświatowej. Jak inne publikacje tego typu, powstałe w wyniku inicjatywy lokalnej, "Rocznik Działdowski" prezentuje różnorodną tematykę związaną z przeszłością miasta. Krótki zarys dziejów Seminarium Nauczycielskiego nakreślił Henryk Jabłoński, a sylwetkę jej dyrektora Józefa Biedrawy przybliżył Jan Regulski. Niezmiernie ciekawym, zwłaszcza dla miłośników historii, jest artykuł Waldemara Wółkiewicza "Losy niektórych absolwentów Państwowego Seminarium Nauczycielskiego w Działdowie". Zawiera on bogactwo faktów, przypomina sylwetki kilkudziesięciu absolwentów i ich drogi życiowe. Wśród wymienionych jest też Walter Późny, urodzony w 1910 roku w Dębowcu Wielkim koło Nidzicy mazurski działacz ludowy, dziennikarz i nauczyciel. Po wojnie był starostą w Szczytnie, a w latach 1964-1972 pełnił obowiązki wiceprzewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej. Od lat jest na emeryturze, mieszka w Olsztynie, a w lutym tego roku ukończył 96 lat.


KARTKI MAZURSKIE, KWIECIEŃ 2006, Nr 4 (34) Rok VII. Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://diec.mazurska.luteranie.pl/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Wydrukuj stronę

(c) 2006 - Diecezja Mazurska KEA w RP - diec.mazurska@luteranie.pl