KARTKI MAZURSKIE

2006 Grudzień Nr 12 (42) Rok VII
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

 

Tak to wyglądało po wojnie

O Mazurach w "Strażnicy Ewangelicznej" z 1946 roku

Sześćdziesiąt lat temu, 15 listopada 1946 roku, ukazał się szósty numer czasopisma "Strażnica Ewangeliczna", wydawanego od lata tego roku przez Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce. Ten numer miał charakter szczególny, w całości bowiem był poświęcony Mazurom. Tego już później nigdy nie było. Publikacje te były wołaniem. Napisano je tak, by budziły sumienia i zwracały uwagę na lud sponiewierany. Dlatego też wśród badaczy piśmiennictwa otrzymał on miano "numeru mazurskiego". Pismo ukazywało się z podtytułem: "Warszawa-Cieszyn-Katowice-Olsztyn". Jak się wydaje, cały materiał do numeru szóstego przygotowany był przez mazurskich działaczy ewangelickich, a także duchownych, którzy podjęli pracę duszpasterską na Mazurach.

Oprócz artykułów historycznych Emilii Sukertowej-Biedrawiny "Bojownicy mazurscy" i "Polskie szkolnictwo i piśmiennictwo na Mazurach w Złotym Wieku" oraz Hieronima Skurpskiego "O sztuce kościelnej na Mazurach", które podpisane były imieniem i nazwiskiem, pozostałe artykuły, dotyczące zwłaszcza ówczesnej rzeczywistości, sygnowane były jedynie kryptonimami, łatwymi zresztą do odczytania. Można zatem rozszyfrować, że "Ks. E.F. Olsztyn" - to ks. senior Edmund Friszke z Olsztyna, "XD" to ks. Emil Dawid, administrator parafii w Łuczanach (jak nazywało się tuż po wojnie Giżycko), "Dr E. S." to dr Edward Szymański, przedwojenny działacz mazurski z Działdowa, a "X.A.J." to ks. Alfred Jagucki, pierwszy ewangelicki duchowny po wojnie, który już pod koniec 1945 roku organizował parafię w Sorkwitach.

O wadze sprawy mazurskiej informował komentarz-apel "Od Redakcji", najprawdopodobniej napisany w Olsztynie. On nadawał ton wszystkim zamieszczonym publikacjom w tym piśmie. W nim można było m.in. przeczytać:

"Około 100 000 Mazurów mieszka dziś na terenie Polski. Wszyscy oni są braćmi naszej wiary, ewangelikami. Obowiązkiem naszym jest poznać Mazurów, ich przeszłość i historię, ich życie i obyczaje, ich wreszcie nędzę wielką, w jakiej dziś się znajdują na skutek działań wojennych, rozgrywających się na terenie Mazur, jak też i późniejszych wyczynów band szabrowniczych, które ogołociły Mazurów niemal z wszystkiego, co im po wojnie pozostało.

Poznajmy Mazurów, zbliżmy się do nich, zrozumiejmy wielką tragedię ich dziejów i ich teraźniejszości. I pamiętajmy o tym, że Mazurów, przywiązanych niezmiernie mocno do swej wiary, drogę serca do odzyskanej Ojczyzny [...] utorować możemy tylko my, Polacy-ewangelicy."

Ten apel skierowany był do środowisk polsko-ewangelickich w kraju. Ale w dużej mierze jego adresatem były jednostki administracyjne w województwie olsztyńskim. To w ich cieniu, pod rządami ludowej władzy, rozgrywała się tragedia, obfitująca nędzą rodzin mazurskich i wciąż nękającymi ich "wyczynami band szabrowniczych, które ogołociły Mazurów niemal z wszystkiego". Trudno byłoby zakładać, że ten mazurski numer "Strażnicy Ewangelicznej" trafił do samych Mazurów, raczej do działaczy, którzy, znając sytuację materialną swych ziomków, mogli wskazać, że tu udokumentowano mazurski los, a autorzy wzywali do opamiętania zarówno osiedleńców, jak i ludzi ze struktur tworzonej ówczesnej władzy, aby przestali wreszcie traktować Mazurów jako lud minorum gentium. Tak się nie stało.

Dziś, po sześćdziesięciu latach, widać wyraźnie, że szlachetne apele nie mogły powstrzymać toczącej się lawiny. Niewiedza, a także nienawiść i niezrozumienie, podmyły z biegiem lat społeczność mazurską i doprowadziły do prawie całkowitego jej rozproszenia. Jak w żadnym innym regionie, na Mazurach ta powojenna przeszłość, jakkolwiek już niewspominana, ma teraz wpływ na postrzeganie historii i na pomijanie tego, co w okresie powojennym działo się w tym regionie. Dlatego przypomnienie tego, co zawierał numer mazurski "Strażnicy Ewangelicznej" sprzed sześćdziesięciu laty, można potraktować jako szlachetną próbę, co prawda nieudaną, zmiany toczących się wtedy procesów społecznych. Czasopismo jest dowodem na to, że ewangelicy widzieli tę potrzebę. Pora zatem przypomnieć, jakie materiały mazurskie zawierała "Strażnica Ewangeliczna" w numerze szóstym z 15 listopada 1946 roku.

Otóż ks. sen. Edmund Friszke, administrator parafii ewangelickiej w Olsztynie, w artykule "Bądźmy doskonałymi!" dzielił się refleksjami na temat działającego już Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego, prowadzonego przez Karola Małłka, oraz o roli, jaką tej placówce w czasie powojennym przypisywano:

"Wielu Mazurów i wielu gości przybywających na Mazury z dawnej Polski - pisał ks. Edmund Friszke - wie już o istnieniu Uniwersytetu Ludowego w Rudziskach Pasymskich. Jest to kuźnia ducha polskiego, gdzie dusze młodzieży mazurskiej przekuwane i oczyszczane bywają z naleciałości pruskiej mentalności, powstałych w ciągu wieków. Położony w pięknym zakątku znajduje się ów uniwersytet. Położony on jest wśród lasów przy jeziorze. Wracając pewnego dnia stamtąd do Pasyma [Pasymia], przejechałem łodzią jezioro długości kilku kilometrów. [...]

Jest rzeczą trudną ująć znów życie w karby... Ale to musi nastąpić. ... My tu na ziemi mazurskiej z bólem serca patrzymy na poczynania etycznie podupadłych jednostek, które z kraju tu przybyły w pogoni za nieuczciwym zyskiem, siłą torując sobie drogę do dobrobytu, gwałcąc prawo do życia ludzi słabszych. [...]

Czynniki państwowe i administracyjne, wspierane przez zdrowo myślący odłam społeczeństwa, starają się wszelkiemu bezprawiu położyć kres i pchnąć życie na tory normalnego rozwoju. W tej tak trudnej pracy [...] znajdą one niewątpliwie pełne poparcie ze strony czynników kościelnych."

Natomiast ks. Emil Dawid, który długo walczył o odzyskanie kościoła ewangelickiego w Łuczanach (obecnym Giżycku), bo po wojnie wszystkie zostały zrazu zajęte przez katolików, naszkicował obraz pt. "Położenie psychiczno-duchowe Mazurów", pisząc między innymi:

"Religijność Mazurów bardzo różni się od religijności człowieka innych wyznań. Mazur nie patrzy na błahostki, na rzeczy zewnętrzne, powierzchowne. Świątynia, kościół jest dla niego drogą rzeczą, bo przecież on je zbudował własnym kosztem, wysiłkiem, własną krwią. Przecież ten kościół jest jego własnością. Ale nie idzie mu o kościół w złoto opływający, nie idzie mu o moc świateł. Jemu idzie o co innego. Mazurowi idzie o sprawy duchowe. Religia jego to religia ducha. Mazur modli się, śpiewa i bez świec, bez złota, ba i bez organów. Ponieważ przeważnie pozabierano im kościoły, potrafią oni zebrać się w zwykłej izbie, często nawet bez krzyża i lichtarzy, i w takich warunkach modlić się i odprawiać nabożeństwa. [...]

Jeżeli śpiewają, to nie czynią tego dla przyjemnej nuty, ani dla rozweselenia uszu, ale ku zbudowaniu serc. Dlatego na nabożeństwie zawsze pełno. Lud mazurski nie zatracił wiary swoich ojców. Jako lud polsko-ewangelicki wrócił do Polski. Jednak lud ten nie czuje się swojo. Lud ten czuje, że naród polski nie przyjął go jako swego i nie traktuje go jako brata. Mazur jest traktowany jako Niemiec.

[...] Na porządku dziennym są napady. Ludność mazurska jest nękana dniem i nocą. Cóż z tego, że Mazur otrzymuje konia czy krowę od Państwa po bardzo niskiej cenie, gdy nocą już następnego dnia przychodzi kilkunastu bandytów i zabiera mu nie tylko konia, lecz cały dobytek, jaki posiada w mieszkaniu, a on sam otrzymuje takie lanie, że nawet na drugi dzień nie ma ochoty iść i meldować o tym Milicji."

Obraz naszkicowany przez ks. Emila Dawida, kierującego parafią w Giżycku w latach 1946-1950, uzupełniał artykuł dr. Edwarda Szymańskiego, mazurskiego działacza społecznego i gospodarczego, pt. "Położenie gospodarcze ludności mazurskiej w województwie olsztyńskim". Z dłuższego opracowania warto przytoczyć choćby ten fragment: "[...] Z ogólnej ilości około 400 000 ludności wiejskiej zamieszkującej tereny mazurskie za czasów niemieckich, w trzydziestu paru tysiącach gospodarstw mniejszych i kilkuset majątkach, obecnie zostało tylko około 100 000 osób, z których część mieszka w gospodarstwach mniejszych, a reszta stanowi służbę folwarczną. [...]

Przy ogólnym spadku ilości koni w woj. olsztyńskim do 10% stanu dawnego, - to ilość inwentarza jest 4-5 razy niższa niż w gospodarstwach osadników. Na ogólną ilość gospodarstw mazurskich, wynoszącą ca 5 000, przypada zaledwie około 600 koni i tyleż krów. Na 10 gospodarstw mazurskich przypada więc niewiele ponad jednego konia i jedną krowę, podczas gdy u osadników ilość ta wynosi 4 - 5 sztuk."

Ważną sprawą, którą na co dzień stykali się duchowni i nauczyciele, to "problem językowy na Mazurach". Na ten temat w mazurskim numerze "Strażnicy Ewangelicznej" artykuł napisał ks. Alfred Jagucki, zwracając uwagę na pokolenie dziadków, znających jeszcze mazurską gwarę, i wnuków, uczących się języka polskiego w szkołach. "Młodzież nie zna języka polskiego na tyle, aby w nim mogła myśli swoje swobodnie wypowiadać. Łatwiejsza staje się praca tam, gdzie już są polskie szkoły, gdyż okazuje się, że wystarczy rok nauki polskiej, aby dzieci, z małymi wyjątkami, mogły brać udział w polskich lekcjach konfirmacyjnych.

Jeżeli więc chodzi o polskość Mazurów, to przedstawia ona w starym pokoleniu obraz ruin i zgliszcz, w młodym zaś pokoleniu obraz nieuprawianych odłogów. Ale pod tymi ruinami jest zwykle dobry fundament, a pod zgliszczami tli się jeszcze, jeśli nie płomień, to w każdym razie iskra dawnej polskiej przeszłości. [...] Może ten obraz wygląda beznadziejnie, ale tak nie jest. Aby go zmienić, trzeba dużego wkładu pracy.[...]"

W związku z tym, że spojrzenie autora, wynikające z jego doświadczeń duszpasterskich w parafii w Sorkwitach, znalazło rozwinięcie w jego książce wspomnieniowej "Mazurskie dole i niedole", wydanej przez Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie (Olsztyn 2004), warto zachęcić czytelników także do lektury tej książki.

Również ciąg dalszy, bo wynikający z zakresu pogłębianych zainteresowań, miały artykuły popularnonaukowe Emilii Sukertowej-Biedrawiny i Hieronima Skurpskiego z mazurskich dziejów. Emilia Sukertowa-Biedrawina (1887-1970), kierująca po wojnie Instytutem Mazurskim i zajmująca się badaniem i upowszechnianiem piśmiennictwa, dorobku kultury mazurskiej i ukazywaniem sylwetek zasłużonych twórców i działaczy, w sposób najpełniejszy zaprezentowała swoje widzenie Mazur w książce "Kartki z dziejów Mazur. Wybór pism", T. I i II (Olsztyn 1961-1972). Natomiast artysta malarz Hieronim Skurpski (1914-2006), po wojnie organizator muzeum na olsztyńskim zamku i innych instytucji kultury, plon swoich zainteresowań rodzimą sztuką ludową zawarł w książce "O sztuce ludowej Warmii i Mazur" (Olsztyn 1971).

W mazurskim numerze "Strażnicy Ewangelicznej" (1946 nr 6), obok problemów dotyczących powojennej sytuacji ewangelickiej ludności Mazur, jakby dla przeciwwagi albo na chwilę uśmiechu, zamieszczono także kilka "uciesznych opowiadań mazurskich". Były one przedrukowane, jak zaznaczono, z Kalendarza Mazurskiego na rok 1932". Ich rodowód jest jednak o wiele starszy, sięga dziewiętnastego wieku. Są one niemal identyczne, niektóre po części, a inne w całości, do humoresek o Dąbrowianach ułożonych przez Marcina Gerssa w jego "Kalendarzu Królewsko-Pruskim ewangelickim" (z kolejnych lat 1885-1887). Na przykład opowiastka "Jak głupi ludzie chałupę budowali", którą po wojnie wydrukowało ewangelickie czasopismo, u Marcina Gerssa nosi tytuł "Jak Dąbrowianie w miechu światło do izby nosili", a jej początek otrzymał takie brzmienie: "Gdy pierwsze domy swoje mieszkalne pobudowali, to nie wyprowadzili w nich żadnych okien. A gdyż w izbach było ciemno, to naradzali się, jakby tej niedogodności zapobiec mogli. Tedy krzyknął wójt: - Mała rzecz! Wziąwszy miechy, pootwierajcie je tak, że światło słoneczne w nie wejdzie, a tedy zawiązawszy miechy, zanieście je do izb. [...]".

Dla urozmaicenia mazurskiego numeru "Strażnicy Ewangelicznej" zaprezentowano również godny i pełen humoru wiersz anonimowego poety ludowego pt. "Z życia gospodarza mazurskiego". Utwór ten jest dość długi, pogodny i bogobojny, a na dodatek zgrabnie zrymowany. Obrazuje mazurskie zajęcia we wszystkich porach roku i powody gospodarza do zadowolenia. Pod tekstem znalazł się tylko przypis: "Spisano w Sadowie". Można tylko domniemywać, że to wieś w gminie Biskupiec, wcześniej chyba należąca do powiatu mrągowskiego. A takie domniemanie bierze się stąd, że w niemieckiej książce o dziejach obecnego powiatu mrągowskiego, którą opracował Karl Templin pt. "Unsere masurische Heimat"(I wyd. 1918, II wyd. 1926), znajduje się ten sam oryginalny poemat - tyle tylko, że z tytułem "Życie gospodarza", a poniżej jego tłumaczenie w języku niemieckim. Nie ma tu nazwiska autora. Jednakowoż pod utworem i jego tłumaczeniem jest przypis: "In Polschendorf aufgezeichnet und übersetzt von Karl Leszczinski", co się przekłada: "Zanotowany w Polskiej Wsi i przełożony przez Karola Leszczyńskiego". Leszczyński (w książce Karla Templina w innym miejscu wymieniony jako Leszinski) był wiejskim nauczycielem, mieszkał w Zyzdrojowym Piecku i drukował kilka swoich mazurskich utworów w wydawnictwach Marcina Gerssa. Tam jednak jego nazwisko podawano w druku jako Leściński. Tę formę nazwiska przyjęli historycy literatury, a wśród nich Tadeusz Oracki w wydanej w 1976 roku książce "Rozmówiłbym kamień..." (s. 206). Kto jednak ułożył zgrabne "Życie gospodarza"? Na razie trudno dać na to odpowiedź.

W mazurskim numerze "Strażnicy Ewangelicznej" z 15 listopada 1946 roku, w części informacyjnej, zamieszczono rubrykę: "Czy wiesz już o tym, że...".Również ona poświęcona była Mazurom, a także podejmowanym przez Kościół Ewangelicko-Augsburski działaniom, aby ożywić życie religijne w powojennej rzeczywistości regionu. Oto najistotniejszy fragment:

"Na terenie 17 powiatów województwa olsztyńskiego zamieszkuje dziś około 100 000 Mazurów-ewangelików, których Niemcy nie zdołali już ewakuować lub których zawrócili z drogi po rozbiciu frontu niemieckiego wojska radzieckie.

Dzięki wysiłkom Konsystorza Polskiego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Warszawie, w 9 powiatach najgęściej zaludnionych przez Mazurów, zdołano na nowo zorganizować życie kościelne; pracuje tu obecnie ośmiu księży ewangelickich, którzy roztaczają opiekę religijną nad 53 parafiami (oraz 12 filiałami), w których każda miała kiedyś jednego, względnie kilku pastorów. Na każdego księdza wypada więc dziś przeciętnie 8 parafii lub filiałów i około 12 000 wiernych (jeśli zaliczymy tutaj całe Mazury jako teren ich działalności).

Obok pracy kościelnej i szkolnej ważnym zadaniem działających na Mazurach księży jest niesienie pomocy materialnej Mazurom. Ludność, rekrutująca się w 95% z niewiast, dzieci i starców, nie mogąca się doczekać swych żywicieli, mężów, ojców i synów, zaciągniętych przymusowo do armii niemieckiej, zwłaszcza w okresie zimowym woła głośno o pomoc w żywności, odzieniu i obuwiu. Bez tej pomocy, ogołoceni ze wszystkiego Mazurzy musieliby zginąć. [...]"

Od opisywanych zdarzeń minęło dokładnie sześćdziesiąt lat. W tym czasie świat mazurski wywrócono na nice. Wydarzenia, nawet najdotkliwsze, zagarnia niepamięć. Ale mimo to ten jubileusz, jakim był mazurski numer "Strażnicy Ewangelicznej", zasługuje na przypomnienie i chwilę refleksji.

 

Erwin Kruk

 

Mazurskie Tematy w "Ewangeliku"

 

W tych dniach ukazał się w Katowicach nowy numer kwartalnika "Ewangelik" (2006 nr 4), mogący wzbudzić także zainteresowanie na Warmii i Mazurach. Wśród zamieszczonych materiałów jest m.in. szkic prof. Tadeusza. J. Zielińskiego "Ewangelicyzm w twórczości Erwina Kruka". Redakcja podaje, że pełna wersja artykułu ukazała się pt. "Rzecz najgłębiej wewnętrzna... Tożsamość ewangelicka w prozie, poezji i eseistyce Erwina Kruka" w pracy zbiorowej "Z dróg Erwina Kruka" (Olsztyn 2006), wydanej na 65. urodziny twórcy.

Ponadto najnowszy "Ewangelik" zamieszcza bardzo długą rozmowę, zatytułowaną "Gdy człowiek idzie pod prąd, to skazuje się na samotność", jaką z pisarzem Erwinem Krukiem przeprowadził redaktor naczelny kwartalnika dr Jan Szturc. W rozmowie padają pytania i odpowiedzi, które mogą zainteresować mieszkańców naszego regionu. W nocie "Od Wydawcy" bp Tadeusz Szurman, zwierzchnik diecezji katowickiej KEA, pisze: "Po pierwsze - nasze diecezjalne czasopismo prezentuje zakres tematyczny dotyczący całej Polski, i nie tylko. Piszemy tym razem o odległych, ale duchowo bliskich nam Mazurach, przybliżając postać i twórczość Erwina Kruka, piewcy i strażnika Ziemi Mazurskiej [...]

Po drugie - tematyka dotycząca teraźniejszości i przyszłości wyraźnie dominuje nad sprawami historycznymi. Dyskurs prof. dr hab. Ewy Chojeckiej pt. "Kilka kłopotliwych pytań o kondycję protestantyzmu w Polsce", referat "Ekumenizm czy raczej ekskluzywizm religijny" oraz tekst "Kilka słów o duszpasterstwie w internecie", wybijają się na czoło i stanowią materiał do przemyśleń nad przyszłością, pomocnych w przygotowaniu sposobów działania w Kościele."

Warto być ciekawym i poczytać.

 

WESOŁYCH ŚWIĄT!
Wszystkim domownikom wiary i ludziom dobrej woli
serdeczne życzenia radosnych i błogosławionych świąt Narodzenia Pańskiego
oraz pomyślności i szczęścia w Nowym Roku
życzy
Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie



KARTKI MAZURSKIE, Grudzień 2006, Nr 12 (42) Rok VII. Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://diec.mazurska.luteranie.pl/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Wydrukuj stronę

(c) 2006 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl