KARTKI MAZURSKIE

2007 Marzec Nr 3 (45) Rok VIII
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

 

Erwin Kruk

Krzyż nad Niegocinem

Niniejszy artykuł został opublikowany w książce "Misja - Muzyka - Mazury", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Augustana jako "Księga Pamiątkowa z okazji 60. rocznicy urodzin Biskupa Kościoła Janusza Jaguckiego". Bielsko-Biała 2007, s. 75-86. 

 

Wkrótce, bo już w roku 2009, minie tysiąc lat od śmierci Brunona z Kwerfurtu, misjonarza i apostoła Prus. W Giżycku na Mazurach, na wysokim brzegu Niegocina, przed niespełna wiekiem wzniesiono krzyż, upamiętniający prawdopodobne miejsce jego zgonu. Po wiekach zapomnienia, odkąd wiedzę historyków wzbogaciły znaleziska i badania, nie budzi wątpliwości ocena życia i działalności Brunona. Podkreśla się, że to postać szlachetna, wiele znacząca dla ówczesnej Polski i Europy. Współczesny historyk Jerzy Strzelczyk, autor książki "Apostołowie Europy" (1997), w rozdziale mu poświęconym, zwraca uwagę, jak znaczącą był osobistością, pisząc: "Bruno obracał się w najwyższych kręgach ówczesnego społeczeństwa, wśród jego osobistych znajomych, niekiedy przyjaciół, znajdowali się cesarze Otton III i Henryk II, papieże Grzegorz V i Sylwester II, władcy na 'Wschodzie': Bolesław Chrobry, Włodzimierz Wielki kijowski i Stefan węgierski, wielcy reformatorzy życia kościelnego: Romuald, zapewne Nil, wreszcie Radzim Gaudenty, brat św. Wojciecha i pierwszy arcybiskup gnieźnieński, oraz Anastazy i Astryk, którzy kładli podwaliny pod Kościół na Węgrzech."

Urodził się około 974 roku w Kwerfurcie. W Niemczech znany jest jako Brun von Querfurt, w polskiej historiografii jako Bruno (lub Brunon) z Kwerfurtu. Pochodził z rodziny grafów, spokrewnionej z panującą w Niemczech saską dynastią Ludolfingów. Rodzice zamieszkiwali Kwerfurt, położony w ziemi Hassegau, na zachód od Merseburga. W Merseburgu rozpoczynał naukę. Potem w znanej szkole katedralnej w Magdeburgu, w której wcześniej kształcił się Wojciech z Pragi, Bruno odebrał gruntowne wykształcenie pod kierunkiem magistra Gedona. Pobyt w tym środowisku wywarł również wpływ na jego światopogląd - odtąd stał się gorącym orędownikiem akcji misyjnych na Wschodzie. Pod pojęciem Wschodu rozumiano wówczas obszary oddalone od cywilizacji Europy zachodniej, a więc zarówno grupy plemion słowiańskich, jak Pomorzanie czy Połabianie, jak i pogańskie plemiona pruskie, pozostające poza limesem rzymskim, czyli poza granicami cesarstwa.

W czasach Brunona uczył się w Magdeburgu również jego kuzyn Thietmar z Merseburga, późniejszy biskup w Merseburgu i kronikarz. Dzięki "Kronice Thietmara" (tłum. i red. M. Z. Jedlicki, Poznań 1953) - pisanej w latach 1012-1018, ale przez długie wieki nieznanej - wiemy sporo o europejskich wydarzeniach z X i XI wieku i o ludziach, którzy tworzyli ówczesną historię. W "Kronice Thietmara" znalazły sie też dwa rozdziały poświęcone Brunonowi z Kwerfurtu. Kronikarz tak go wspominał: "Żył za moich czasów i kształcił się razem ze mną niejaki Bruno, który pochodził z bardzo znakomitego rodu i z łaski niebios bardziej niż inni jego krewni wyróżniony był wśród synów Bożych. Jego czcigodna i miłująca go nade wszystko matka Ida oddała go do szkoły filozofa Geddona, gdzie uzyskał w obfitości to wszystko, co było mu potrzebne do wykształcenia. Jego ojcem był Bruno, znakomity i pod każdym względem na pochwałę zasługujący wielmoża, mnie bliski przez pokrewieństwo, wszystkim zaś przez swoją życzliwość."

Po ukończeniu szkoły Bruno został w 995 roku mianowany kanonikiem, następnie na dworze króla Ottona III pełnił funkcję kapelana i pozostawał w zażyłej z nim przyjaźni. Popierał jego uniwersalistyczną ideę odnowienia Cesarstwa Rzymskiego (Renovatio Imperii Romanorum). Zresztą młody Otton III miał bezgraniczne poparcie w całej zachodniej i środkowej Europie, ale najmniejsze w Niemczech, w których już jako dziecko otrzymał koronę królewską. Zarzucano mu, że więcej czasu przebywa w Rzymie niż w Akwizgranie. Polscy historycy wysuwają tezę, że Niemcy, gdzie było wiele rozbudowanych ośrodków władz książęcej i arcybiskupiej, nie rozumieli idei Renovatio Imperii Romanorum. Natomiast idea ta była całkowicie popierana przez Francję oraz Polskę i Węgry. Jerzy Strzelczyk wysunął nawet hipotezę, że Bolesław Chrobry i Stefan węgierski mieli być jego najbliższymi współpracownikami i "federacyjnymi" namiestnikami. Zbieranie ziem słowiańskich i umacnianie swego państwa przez księcia Bolesława mieściło się w ramach ten koncepcji. Świadczyć o tym miała też później obecność Ottona III na Zjeździe Gnieźnieńskim.

Tymczasem, gdy Bruno od roku był już kapelanem królewskim, towarzyszył władcy w podróży koronacyjnej do Rzymu, gdzie król, kontynuując tradycję Ottonów, wyniesiony został na tron Cesarstwa Rzymskiego (996). Otto III, jako realizator idei państwa uniwersalistycznego, dążył do ustanowienia w Rzymie swojej stolicy cesarskiej. Gromadził wokół siebie ludzi sprzyjających tej idei. Bruno z Kwerfurtu należał do nich. Nie interesowały go jednak zaszczyty świeckie. Thietmar z Merseburga napisał o Brunonie: "Otto III upodobał go sobie i zaciągnął w swoją służbę, lecz on go wnet opuścił i szukając życia pustelniczego utrzymywał się z owoców własnej pracy. Po śmierci przesławnego cesarza, kiedy z Bożej łaski panował Henryk II, przybył do Merseburga i prosił go o godność biskupią z upoważnienia papieża. Na rozkaz króla otrzymał tamże z rąk arcybiskupa Taginona święcenia biskupie oraz paliusz, który sam tutaj przywiózł. Następnie dla korzyści swej duszy podjął się trudu wielkiej i odległej podróży, ćwicząc swe ciało głodem i umartwiając się czuwaniem. Wiele otrzymał darów od Bolesława i innych bogaczy, lecz z miejsca rozdzielił je między kościoły, przyjaciół i biednych, niczego nie zatrzymując dla siebie."

Informacja o "Bolesławie i innych bogaczach", którzy misjonarza obdarowali, w opinii niektórych historyków polskich, jak choćby Stanisława Zakrzewskiego, autora książki "Bolesław Chrobry Wielki" (1925), posłużyła do przyjęcia hipotezy, że po roku 1004 Bruno parokrotnie przebywał w Polsce i że to państwo Bolesława traktował jako miejsce przyjazne do podejmowania wypraw misyjnych. W każdym razie, po podróży z Ottonem III do Rzymu, w Rzymie na jakiś czas pozostał. Jak twierdzą badacze, został mnichem w klasztorze świętych Aleksego i Bonifacego na Awentynie, i to prawie w tym samym czasie, gdy biskup Wojciech z Pragi, jego poprzednik w męczeństwie, ten właśnie klasztor opuścił. Na Awentynie przebywać miał też brat Wojciecha - Radzim (Gaudenty). Toteż gdy do Italii dotarła wiadomość, że 23 kwietnia 997 roku zginął śmiercią męczeńską Wojciech, wspierany przez księcia Bolesława apostoł Prusów, zdarzenie to wywołało w kręgach kościelnych i dworskich ówczesnego świata wielkie poruszenie. Natychmiast począł szerzyć się kult świętego Wojciecha. Sam Bruno utwierdził się w przekonaniu, że powinien pójść jego przykładem. Wówczas to jako brat zakonny przyjął imię pierwszego apostoła Niemiec - Bonifacego. To postanowienie, by zostać misjonarzem, nie mógł od razu wprowadzić w czyn, ale do tej roli starannie się przygotowywał. W czasie pobytu w Rzymie utrzymywał kontakty z papieżem Grzegorzem V, a następnie z Sylwestrem II, wiódł dysputy z zaprzyjaźnionym mnichami Benedyktem oraz Janem, i znalazł się pod wpływem głośnego reformatora zakonu benedyktynów i twórcy ascetycznych eremów (pustelni) - opata Romualda, który w ciągu swojego długiego życia założył wiele klasztorów i wychował dużą liczbę uczniów dając im surowszą, przez siebie praktykowaną regułę.

Trzeba przyjąć założenie, że dążenie do odnowy moralnej kleru i przygotowanie braci zakonnych do akcji ewangelizacyjnych trwało cały czas. Tradycyjnie odbywało się w arcybiskupstwie magdeburskim, ale i w innych ośrodkach, a zwłaszcza w klasztorze na Awentynie i w eremach. O przysłanie ludzi, którzy by kontynuowali przerwaną misję Wojciecha wśród pogan, po zakończeniu Zjazdu Gnieźnieńskiego Bolesław prosił znów cesarza Ottona III. Tego zadania podjęli się dwaj eremici z Italii, do tej pory przebywający w pustelni w Pereum pod Rawenną, utworzonej przez opata Romualda. Widocznie już wcześniej byli przygotowywani do podjęcia tego dzieła. Eremita i pisarz Piotr Damiani, autor hagiograficznego dzieła "Żywot św. Romualda" (1041), tak to opisał: "Jeden z nich miał na imię Jan, a drugi Benedykt. W drodze do Bolesława zatrzymali się w eremie, jako miejscu sprzyjającym, i by móc głosić słowo Boże, zaczęli uczyć się intensywnie języka słowiańskiego. Po siedmiu latach, opanowawszy dokładnie język kraju, do którego mieli się udać, wysyłają do Rzymu jednego mnicha i za jego pośrednictwem zwracają się do papieża o zezwolenie na prowadzenie misji apostolskiej."

Do tej dwójki miał dołączyć Bruno z Kwerfurtu, przewidziany na opiekuna akcji misyjnej ze względu na pochodzenie z możnego rodu i szerokie kontakty na dworze cesarskim. Zresztą według Piotra Damianiego, Bruno Bonifacy był bardzo wykształcony w zakresie sztuk wyzwolonych, a w szczególności był uznanym śpiewakiem. Również i on, jak podają przekazy, rozpoczął naukę języka słowiańskiego. Gdy znani mu misjonarze wyruszyli, by prowadzić ewangelizację wśród Słowian nadodrzańskich, Bruno pozostał w Italii. Pustelnicy, którzy w Polsce dzięki pomocy Bolesława wybudowali erem, oczekiwali jego przybycia. Tymczasem obok Benedykta i Jana, mnichów z Italii, w pustelni zamieszkali także trzej nowicjusze z Polski - Barnaba, Izaak i Mateusz oraz Kryspin, chłopiec do posług klasztornych. Gdy w listopadzie 1003 roku zbójnicy, chciwi zysku, zamordowali mieszkańców polskiej pustelni, Barnaba był poza eremem.

Tak zaczęła się historia kultu Pięciu Braci Męczenników (zwanych polskimi), do tej pory dokładnie nie odtworzona. Przez wieki za podstawowe źródło informacji uznawano "Żywot św. Romualda" autorstwa Piotra Damianiego (1041). Pod koniec XIX stulecia historycy odnaleźli bardziej wiarygodny dokument, a mianowicie "Żywot Braci Męczenników" spisany około 1006 roku przez samego Brunona z Kwerfurtu, który o wydarzeniach w pustelni usłyszał opowieść z ust Barnaby podczas pierwszego pobytu w Polsce. Niewątpliwie, wcześniej o tej wyprawie rozmawiał Bruno i z cesarzem w Rzymie. Napisał bowiem: "Cesarz z wielką gorliwością i miłością do Chrystusa przygotował podróż Benedykta i Jana i wydawszy w sposób należyty wszelkie niezbędne rozporządzenia wysłał za Alpy, do kraju Słowian, świętą parę braci, do których nikt z pozostałych nie był podobny."

Pobyt Brunona w Rzymie przedłużał się. Wreszcie otrzymał od papieża Sylwestra II zezwolenie na prowadzenie akcji misyjnej na "Wschodzie". Wypadki jednak nie potoczyły się po jego myśli. W styczniu 1002 roku zmarł cesarz Otton III, protektor i przyjaciel Wojciecha-Adalberta i Brunona z Kwerfurtu, zwolennik prowadzonej przez nich pracy misyjnej. W Niemczech zapanował krótki okres interregnum, wykorzystany przez polskiego księcia Bolesława do zajęcia ziem słowiańskich na zachodzie (m.in. obszar Łużyc). Wkrótce, gdy następcą Ottona III został król Henryk II (ostatni z saskiej dynastii Ludolfingów), zainicjował on całkiem inną politykę wobec Polski niż jego poprzednik. Był przeciwnikiem ottońskiego planu tworzenia uniwersalnego cesarstwa rzymskiego. Dbał raczej o umocnienie niemieckiego panowania. Rezultatem jego polityki był wybuch wojny z Bolesławem, co uniemożliwiło Brunonowi odbycie podróży do wyznaczonego miejsca w Polsce.

W tej sytuacji udał się na Węgry, gdzie król Stefan I, twórca państwa, pracował dla poszerzenia i umocnienia chrześcijańskiej wiary. Była to, zdaniem współczesnych historyków, pierwsza misja Brunona (1003-1004), która przyniosła niewielkie wyniki. Z Węgier powrócił do Niemiec i prawdopodobnie, jak podaje "Kronika Thietmara", w sierpniu 1004 roku wyświęcony został na arcybiskupa misyjnego (archiepiscopus gentium). Od niego samego, z zachowanego listu, wiemy, że wysłał biskupa i mnichów na udaną misję do Szwecji. W 1007 roku przedsięwziął drugą podróż na Węgry, w tym do Siedmiogrodu. Obserwując zagrożenia ze strony nomadów, a także organizację państwa i Kościoła, zauważył, że ośrodki zakonne rozwijają się, a braci niemieckich w dużej mierze zastępują Czesi i Włosi. Stamtąd wyruszył do rosyjskiego [a ściślej: ruskiego] wielkiego księcia Włodzimierza do Kijowa. Na Rusi Kijowskiej bardziej niż na Węgrzech odczuwało się zagrożenie ze strony ludów stepowych. Chrześcijaństwo w tym kraju niedawno zapuściło korzenie. Za początek przyjmuje się bowiem przyjęcie chrztu z Bizancjum przez przez wielkiego księcia Włodzimierza w 998 roku. Jak się wydaje, ta misja Brunona miała też na celu złagodzenie nieporozumień między dwoma odłamami Kościoła. Europa zachodnia i Bizancjum, mimo odmiennych tradycji i obrządków (łacina i greka), to było ciągle jeszcze jedno chrześcijaństwo. Rozłam, zwany wielką schizmą, nastąpił kilkadziesiąt lat później, w 1054 roku. Jakkolwiek Włodzimierz wprowadził obrządek bizantyjski, to nie zrywał kontaktów z papiestwem. Za namową wielkiego księcia, Bruno-Bonifacy wyruszył z Kijowa do Pieczyngów, zamieszkałych nad dolnym Donem i Dunajem. W czasie pięciomiesięcznego pobytu udało mu się w większości ten lud, uważany za najdzikszy naród pogański, nawrócić. Zdaniem badaczy, Bruno działając w imieniu wielkiego księcia i przywożąc jego listy, doprowadził do dłuższego utrwalenia pokoju między Rusią Kijowską a Pieczyngami.

Wreszcie Bruno podjął swoje główne zadanie. W celu nawracania pogańskich plemion pruskich przybył latem 1008 roku do Polski. Okazało się wówczas, że rozpoczęła się nowa wojna między Bolesławem I a królem Henrykiem II, utrudniająca realizację planów. Dla Brunona był to cios dotkliwy, ponieważ na zgodzie Polski z Niemcami budował on plan nawracania ludów pogańskich. Nie wyobrażał sobie, żeby władca chrześcijański, jakim był Henryk II, mógł sprzymierzyć się z poganami i występować przeciwko chrześcijańskiemu sąsiadowi. Dlatego, by dać wyraz swoim poglądom, napisał list do króla Henryka II. Jest to wyjątkowy dokument historyczny i literacki, o wielkim znaczeniu w skali wielowiekowych stosunków polsko-niemieckich. Oto Bruno z Kwerfurtu, niemiecki misjonarz i dyplomata, stanął w nim po stronie polskiego księcia Bolesława. Jako idealista, nie mógł zrozumieć sojuszu Henryka II z pogańskimi Lutykami (Słowianami zachodnimi) i wspólne z nimi zwalczanie chrześcijańskiego władcy Polski. Pytał w liście: "Czy godzi się prześladować lud chrześcijański, a żyć w przyjaźni z pogańskim? Co za ugoda Chrystusa z Belialem? Jakie porównanie światła z ciemnością? W jaki sposób mogą zgodzić się diabeł Swarożyc oraz wódz świętych, wasz i nasz Maurycy?" Wzmianka o "waszym i naszym Maurycym" to jakby nawiązanie do wydarzeń Zjazdu Gnieźnieńskiego (1000), kiedy to Bolesław z rąk cesarza Ottona III otrzymał jako znak uznania kopię włóczni św. Maurycego. Być może więc, że list ten powstał z inicjatywy samego księcia Bolesława.

Kilkumiesięczny pobyt w Polsce, jak przyjmuje się, wypełnił Bruno nie tylko przygotowaniami do nowej misji, ale także pracą pisarską. Napisał wtedy lub uzupełnił dwie hagiografie (żywoty świętych, związane z nimi legendy i opisy cudów), a mianowicie skróconą wersję sporządzonego przezeń już wcześniej "Żywota Świętego Wojciecha" oraz - wspomniany już w tym opracowaniu - "Żywot Pięciu Braci Męczenników", którzy zginęli w 1003 roku na ziemi polskiej. Dzieła te, przez wieki nieznane, zachowały się do naszych czasów i stanowią nieocenionej wartości źródła do poznania ówczesnych stosunków w Polsce. Mało tego, dziełami tymi zainaugurował Bruno z Kwerfurtu łacińskie piśmiennictwo w Polsce.

Swoją rychłą wyprawę do Prus zapowiadał osobiście w liście do Henryka II, napisanym w 1008 roku w Polsce. Gdy przygotowania do nowej podróży dobiegły końca, w początkach 1009 roku wybrał się wraz z osiemnastu towarzyszami z ziem polskich do Prusów, czy też raczej do odrębnego ich szczepu - Jaćwingów. Szedł do Prus nie od strony Pomorza, jak dwanaście lat wcześniej Wojciech, ale od strony południowej. Była to ostatnia misja w jego życiu. Ochrzcił księcia Nethimera i trzysta osób z jego otoczenia. Niebawem jednak nakazem brata księcia, wrogo nastawionego do misjonarzy, został pozbawiony życia wraz z innymi członkami akcji misyjnej. Ocalał tylko jeden - Wibert, oślepiony, późniejszy autor relacji o męczeństwie Brunona. Ponoć Bolesław Chrobry wykupił niepogrzebane zwłoki męczenników od pogan i pogrzebał na ziemiach polskich. Niestety, w Polsce pamięć o Brunonie z Kwerfurtu szybko uległa zapomnieniu - jego imienia nie wymieniają wcale polscy kronikarze.

Jako datę śmierci "Kronika Thietmara" podaje dzień 14 lutego, inne źródła 8 marca. Na ogół jednak przyjmuje się datę 9 marca 1009 roku - jak zapisano to w Rocznikach Kwedlingburskich. Gdzie było miejsce męczeńskiej śmierci Brunona z Kwerfurtu, mnicha i biskupa, niestrudzonego misjonarza? Na ten temat toczą się spory, a odpowiedzi są różne, nieułatwiające lokalizacji: według Roczników Kwedlingburskich - na granicy Litwy i Rusi, według "Kroniki Thietmara" - na pograniczu prusko-ruskim, w relacji mnicha Wiberta zabijają go Prusowie, a w "Żywocie św. Romualda" - Rusowie. Przyjmuje się zatem, że mogło to być tam, gdzie zbiegały się pogranicza Prus, Jaćwieży, Litwy i Rusi. Gdzie jednak były te pogranicza?

Przez stulecia o Brunonie było cicho. Dopiero pod koniec XIX wieku, gdy wzmożono badania nad średniowieczem i przejrzano otwarte wreszcie archiwa, i gdy w naukowym opracowaniu poczęły ukazywać się dokumenty źródłowe z zamierzchłej epoki, okazało się, że przeszłość mierzona długimi wiekami odzyskuje pamięć, a postać Brunona z Kwerfurtu nabiera blasku.

Przybliżeniu postaci apostołów Prus i ich dzieła przysłużył się w walny sposób historyk Kościoła, profesor Heinrich Gisbert Voigt. Jest on autorem cennej i docenianej również dziś monografii o świętym Wojciechu: "Adalbert von Prag. Ein Beitrag zur Geschichte der Kirche und des Mönchtums im 10. Jahrhundert" (Berlin 1898) oraz licznych prac o Brunonie z Kwerfurtu, a wśród nich podstawowego dzieła: "Brun von Querfurt: Mönch, Eremit, Erzbischof der Heiden und Märtyrer" (Stuttgart 1907). Możliwe, że wpływ na rozbudzenie jego zainteresowań historycznych miał fakt przebywania na ziemi pruskiej: w Królewcu uzyskał bowiem maturę w gimnazjum staromiejskim (1878) i tu rozpoczął studia teologiczne i historyczne, które kontynuował w Lipsku i Berlinie. Następnie przez pięć lat był profesorem uniwersytetu w Królewcu (1894-1899), a później w Kilonii i od 1901 roku w Halle. Prace Voigta wzbudziły zainteresowanie w Prusach Wschodnich. Tymczasem w Polsce przed wojną o Brunonie z Kwerfurtu ukazał się jedynie, wykorzystujący stan badań ówczesnej nauki, artykuł profesora Józefa Widajewicza w "Polskim Słowniku Biograficznym" (t. III, Kraków 1937, s. 24-26). Niewątpliwie, w Prusach Wschodnich zaciekawienie pracami Voigta wynikało z ustaleń historyka, dotyczących miejsca śmierci misjonarza. Wszystko wskazuje, że i superintendent Ernst Trinker w Lecu (niem. Lötzen, dzisiejsze Giżycko) zapoznał się z ustaleniami, a potem nawiązał kontakt z uczonym.

Otóż według badań i ustaleń Voigta, Bruno z Kwerfurtu poniósł męczeńską śmierć 9 marca 1009 roku nad "dalekim jeziorem", identyfikowanym z okolicami Lecu, dzisiejszego Giżycka. Dlatego z inicjatywy rady kościelnej parafii ewangelickiej w Lecu w 1909 roku podjęto uchwałę, aby po dziewięciu wiekach od daty śmierci misjonarza, uczcić jego pamięć i "ufundować pomnik bohaterowi wiary". Rok później, 30 października 1910 roku, w mazurskim mieście odbyła się podniosła uroczystość, gromadząca tłumy, które z rynku podążyły nad jezioro Lewentyńskie, zwane obecnie Niegocinem. Tam na wzgórzu, zwanym kiedyś Górą Stołową, odsłonięto pomnik - krzyż Brunona. Wyglądem i wielkością przypomina on krzyż wzniesiony wcześniej w Tenkitten na Sambii, poświęcony pierwszemu apostołowi Prusów - Wojciechowi. Sprawozdanie z uroczystości zamieściło królewieckie pismo "Evangelisches Gemeindeblatt" (1910 nr 45 z 10 listopada). Stąd wiadomo, że uroczystościom przewodniczył superintendent Ernst Trinker i że przybliżając męczeńską śmierć misjonarza powoływał się na badania i ustalenia Heinricha Gisberta Voigta. Jak powiedział: "Według najnowszych badań, które prowadzi profesor Voigt, Bruno idąc na północ od dzisiejszej Łomży dotarł do Prus i posuwał się naprzód starym szlakiem ludów - przez Kolno i Jańsbork (Pisz) - do Leca, a więc do dzisiejszej krainy mazurskiej, gdzie sam jednego pogańskiego wodza nawrócił oraz jego i jego ludzi w dalekim jeziorze ochrzcił. Prusowie, Litwini i Rusini graniczyli tu ze sobą, a Roczniki Kwedlingburskie określają to pogranicze Rosji i Litwy jako okolice śmierci Brunona." Podczas uroczystości odczytano też nadesłane z tej okazji życzenia. Na szczególne podkreślenie zasłużyły telegramy z parafii miejskiej Kwerfurtu, niemiecko-ewangelickiej parafii w Kronsztad w Siedmiogórze na Węgrzech oraz telegram biografa Brunona z Kwerfurtu - profesora Heinricha Gisberta Voigta z Uniwersytetu w Halle.

Postać Brunona z Kwerfurtu zadomowiła się w Lecu na początku XX wieku i wśród katolików. Wspomina o tym obecny metropolita warmiński abp. Wojciech Ziemba, który w 1999 roku, jeszcze jako biskup ełcki, w artykule zamieszczonym w czasopiśmie diecezjalnym "Martyria" (nr 3 i 4) napisał: "Nie znamy miejsca śmierci św. Brunona. Istnieją w tym względzie dwie tradycje: dawniejsza, głównie niemiecka, oraz współczesna. Według pierwszej tradycji św. Brunon zginął w okolicy Giżycka. Świadectwem tej tradycji może być kaplica wybudowana przez katolików w Giżycku w latach 1907-1909, poświęcona 17 listopada 1919 roku ku czci św. Brunona. Nieco później wybudowano kościół Św. Brunona, konsekrowany 26 czerwca 1938 r. przez bpa Maksymiliana Kallera - ówczesnego biskupa warmińskiego. Natomiast ewangelicy wznieśli w Giżycku, na wysokim brzegu jeziora Niegocin, żeliwny krzyż w roku 1910. Łatwo zauważyć, że tak katolicy jak i ewangelicy chcieli podkreślić 900-lecie męczeńskiej śmierci św. Brunona (1009 - 1909). Według nowszej opinii historyków (m.in. ks. W. Jemielity), św. Brunon zginął gdzieś w dolinie Biebrzy, na terenie dzisiejszej Augustowszczyzny."

Współczesna tradycja to plon seminarium naukowego zorganizowanego w 1981 roku w Olsztynie, poświęconego życiu i działalności św. Wojciecha i św. Brunona z Kwerfurtu. Materiały z tego seminarium zostały opublikowane w roczniku "Studia Warmińskie" (1982, t. 19). Jest tam również artykuł, które przedstawił ks. prof. Witold Jemielity, a który dotyczy przypuszczalnego miejsca śmierci Brunona w dolinie Biebrzy. Zapewne jednak, podobnie jak inne hipotezy, nie są to rozstrzygnięcia ostateczne. To co jest realne - choć być może wypełnia przestrzeń symboliczną - to krzyż Brunona nad Niegocinem.

Nie wszyscy wiedzą, ale od czasu polskiej transformacji Giżycko znów nawiązało kontakty z Kwerfurtem. Wzajemnie spotykają się ewangelicy, katolicy, Polacy i Niemcy. W 1999 młodzi historycy z Giżycka opracowali i przełożyli na język polski "Kronikę parafii leckiej (giżyckiej)" Ernsta Trinkera z 1912 roku, aby współczesnym mieszkańcom ukazać dawną i bliższą historię. Teraz w zestawie lokalnych pocztówek znalazły się i widoki na kościół ewangelicki, i na krzyż Brunona nad wysokim brzegiem mazurskiego jeziora. Natomiast na początku lipca, również od wielu już lat, w Giżycku odbywa się "Jarmark świętego Brunona". Jako że Bruno był biskupem nie podzielonego jeszcze przez schizmę i reformację Kościoła chrześcijańskiego, jarmark tradycyjnie rozpoczyna się Ekumenicznym Przeglądem Muzyki Religijnej, w którym biorą udział soliści i zespoły z całego kraju. Ta atmosfera ekumeniczna i te poczynania stały się bliskie Ks. Bp. Januszowi Jaguckiemu, który był mieszkańcem Giżycka przez trzydzieści lat i tu otrzymał tytuł jego honorowego obywatela. On to, zanim został zwierzchnikiem Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, od 1970 roku pełnił swoją służbę duszpasterską na rodzinnych Mazurach i to cały czas z siedzibą w Giżycku, najpierw jako wikariusz, potem administrator, a w latach 1976-2001 jako długoletni proboszcz. Na urząd Biskupa Kościoła został konsekrowany w Święto Epifanii - 6 stycznia 2001 r. w kościele św. Trójcy w Warszawie.

Podczas wizyty papieża Benedykta XVI do Polski program pielgrzymki zakładał spotkanie ekumeniczne w kościele ewangelickim Świętej Trójcy w Warszawie. Nabożeństwo ekumeniczne z udziałem Benedykta XVI odbyło się w czwartek 25 czerwca 2005, a gospodarzem spotkania był Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP Janusz Jagucki, wiceprezes Polskiej Rady Ekumenicznej. Po tym spotkaniu podzielił się on swymi refleksjami z dziennikarzami "Życia Warszawy" i PAP. W sobotę 27 czerwca 2006 roku można było przeczytać: - "Zaproszenie papieża do Polski w 2009 roku na ekumeniczne obchody milenium śmierci św. Brunona proponuje bp Janusz Jagucki, zwierzchnik Kościoła ewangelicko-augsburskiego" - napisało "Życie Warszawy". I dalej dziennik podał uzasadnienie zgłoszonej propozycji: - "Obchody tysięcznej rocznicy tego wydarzenia powinny obchodzić wspólnie wszystkie wyznania. Brunon doskonale symbolizuje jedność chrześcijan sprzed podziałów. Dlatego obecność papieża w wyjątkowy sposób podkreśliłaby wagę i ekumeniczny wymiar tych uroczystości." Jednak Bp Janusz Jagucki nie poruszał tej sprawy w rozmowach z papieżem. Wiadomo, że te kompetencje i ustalenia to sprawa uzgodnień między episkopatem, Watykanem i władzami państwowymi w Polsce.

Warto jednak zwrócić uwagę na tę refleksję. Ona jest przede wszystkim wyrazem nadziei, że takie spotkanie z okazji obchodów milenijnych byłoby w duchu działalności Brunona z Kwerfurtu i że służyłoby dobrze pojednaniu polsko-niemieckiemu.

 

Erwin Kruk



KARTKI MAZURSKIE, Marzec 2007, Nr 3 (45) Rok VIII. Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://diec.mazurska.luteranie.pl/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Wydrukuj stronę

(c) 2007.03.19 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl