KARTKI MAZURSKIE

2007 Wrzesień Nr 9 (51) Rok VIII
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

 

Erwin Kruk

MARCIN GERSS I JEGO "GAZETA LECKA"

(Tekst wygłoszony na uroczystym seminarium z okazji 180-lecia poświęcenia kościoła ewangelickiego w Giżycku w dniu 15 września 2007 roku.)

Trudno ogarnąć wszelkie dziedziny, jakimi zajmował się w ciągu długiego życia Marcin Gerss (1808 - 1895). Urodził się w Kowalkach w powiecie gołdapskim, do szkoły chodził w Kamionkach, do kościoła w Grabowie. Ukończył Seminarium Królowej (Karalene) w Wystruci. Do swej pozycji doszedł drogą samouctwa. Był nauczycielem w Szestnie i Mikołajkach, rektorem szkoły w Sterławkach. Od 1850 roku zamieszkał w Lecu. To tutaj stał się redaktorem i pisarzem mazurskim, badaczem staroobrzędowców (zwanych filiponami), tłumaczem poezji niemieckiej i polskiej, popularyzatorem dziejów mazurskich; zajmował się archeologią i bibliofilstwem, paremiologią, pośredniczył w handlu nieruchomościami, pisał wiersze, zbierał folklor muzyczny i nazwy fizjograficzne, uczestniczył w życiu kulturalnym i naukowym swego regionu, popularyzował nowe formy upraw roli. Był członkiem wielu towarzystw i sam niektóre zakładał, jak Towarzystwo Literackie "Masovia".

Przede wszystkim jednak, gdyby przyszło wybrać najważniejsze jego osiągnięcia, trzeba powiedzieć, że Marcin Gerss w dziejach Mazur zapisał się głównie jako redaktor i wydawca czasopism dla ludności mazurskiej - mazurskiej i ewangelickiej. Były to: "Gazeta Lecka" (1875-1890, 1892) i "Kalendarz Królewsko-Pruski Ewangelicki" (wydawany od 1860 roku aż do jego śmierci w roku 1896). Cechą wyróżniającą jego wydawnictw - jak podkreślają historycy - był długi czas ich ukazywania się. Innego takiego redaktora, jak Gerss, - tak pracowitego i tak pomysłowego, i tak bardzo związanego z odbiorcami, których rozumiał - Mazurzy w XIX wieku nie mieli.

Marcin Gerss wydawał kalendarz aż do swej śmierci w Lecu, przez 36 lat. Zwłaszcza od początku lat osiemdziesiątych rocznik zdobywał sobie szczególną popularność. Wtedy "Kalendarz Królewsko-Pruski Ewangelicki" ukazywał się w nakładzie 11 500 egzemplarzy. A że kalendarz ów był solidną książkę, zawierającą bogatą "Książkę roczną rozmaite wiadomości w sobie zawierającą i pożyteczną ku czytaniu i ku nauce", która szybko nie traciła na aktualności, wcale nie zawyżony będzie szacunek, że jeden egzemplarz trafiał do rąk dziesięciu, a może i więcej, czytelników. Można zatem przyjąć, że spośród całej ówczesnej społeczności mazurskiej, którą szacowano na około 300 tysięcy osób, co trzecia osoba była czytelnikiem Gerssowych kalendarzy!

Sprawdzianem, jakie materiały powinny znaleźć się w roczniku kalendarza, były publikacje zamieszczane w ciągu roku w "Gazecie Leckiej", do której Gerss jako redaktor przykładał również olbrzymią wagę, jak do kalendarzy. Jego "Gazeta Lecka" - tygodnik wydawany co piątek w Lecu (dzisiejszym Giżycku) - ukazywała się w latach 1875-1890 oraz w roku 1892. Było to pismo niezmiernie interesujące, dostosowane do potrzeb mazurskich czytelników, ilustrowane "obrazami" - portretami ludzi zasłużonych, poprzetykane prozą powieściową, podawaną w odcinkach. Wiele było materiałów z Mazur i wiele z różnych stron świata, w tym krótkie opowieści.

Nie wszystkie roczniki przetrwały w całości do naszych czasów i są obecnie dostępne. W ostatnich latach miałem okazję zapoznać się z tymi rocznikami "Gazety Leckiej", które - jako mikrofilmy - znajdują się w dziele zbiorów specjalnych Ośrodka Badań Naukowych im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie. "Gazeta Lecka" Marcina Gerssa to ważny, choć mało znany dokument mazurskiego piśmiennictwa w XIX wieku. Nie zrozumie się tego wieku, nie zrozumie się Mazurów i ich kultury - bez wydawnictw Gerssa! Mało tego, warto pamiętać, że jego gazeta ukazywała się w czasie, gdy ze szkół elementarnych na Mazurach pruskie władze wyrugowały język polski. W jaki sposób Gerss zachęcał czytelników do prenumeraty, czyli "obstalunku"? Przez różnorodność materiałów dotyczących życia Mazurów, społecznego i religijnego, ale także - przez rymowane zachęty.

W roku 1885 (GL 1885 nr 12) redaktor pisał, odwołując się do pożytków z lektury gazety:

"Kto Gazetę Lecką czyta,
Ten nikogo się nie pyta,
Co się na tym świecie dzieje
I skąd wiatrek zdarzeń wieje.
Czyta z niej swym domownikom,
Żonce, dziatkom, robotnikom,
A ci rado go słuchają
i pociechę wielką mają.
A gdy się tak nauczyli,
Wcale karczmy zabaczyli,
Ani grosza nie wydali,
Ale go poszanowali.
A tak groszów nie żałujcie,
W czas Gazetę obstalujcie.

M. Gerss"

To tylko przykładowe rymowanki z wielu, przypominające, że czas odnowić "obstalunek". Łączność z czytelnikami utrzymywał Marcin Gerss korzystając z wszelakich form dotarcia do odbiorców, m.in. poprzez ogłaszanie rymowanych zagadek, które nazywał "zagadywkami" albo, już później, "zagodywkami". Oprócz "zagadywek" redaktor proponował "logogryfy", gdzie poszczególne słowa poprzez zmianę jednej litery otrzymywały inne znaczenia. Rozbudowany dział "zagadywek", a także odpowiedzi, często również rymowane, świadczyły o tym, że ta forma kontaktu gazety z czytelnikami przypadła Mazurom do gustu.

Gdy kto prawidłowo rozwiązał - Marcin Gerss zamieszczał ich nazwiska, podawał miejscowości, stan społeczny. Ludzie ci przestawali być anonimowi. Lektura roczników "Gazety Leckiej" pozwala wytyczyć mapę mazurskich czytelników, spośród których wielu było stałych, często przysyłających odpowiedzi. Wśród nich znajdowały się osoby, które przez takie formy zachęty ściślej wiązały się z gazetą, biorąc m.in. udział w dyskusjach na temat np. zabobonów lub nadużywania gorzałki, albo prozą lub wierszem opisując ważne zdarzenia.

Niektórzy z odpowiadających często gościli w gazecie jako korespondenci, autorzy poematów lub informacji o zdarzeniach z rodzinnych okolic. Z ich rad i przesyłek korzystał też Marcin Gerss. Prenumeratorów nazywał czytelnikami, tych zaś, do których jego gazeta trafiła przypadkowo - nieczytelnikami. W roku 1883, sumując swój trud i działalność pisarską (GL 1883 nr 51) w "Słowie redaktora Gazety Leckiej do czytelników i nieczytelników tej Gazety" tak napisał:

"Przyjaciele mili!

Wnet skończy się dziewiąty rok istnienia Gazety naszej, albowiem roku 1875 począłem ją wydawać, mając czasu onego lat 66. Teraz liczę już 75 lat i jestem czerstwy i zdrowy i zacznę od nowego roku 1884 pisać rocznik dziesiąty Leckiej Gazety. [...] I co więcej! Już 51 lat minęło od roku 1832, gdym począł wydawać pisma polskie, któreście Wy i ojcowie Wasi tak chętnie czytali, a nawet, pieśni moje nabożne, śpiewali i nimi Pana Boga chwalili.

Z tej przyczyny pisał do mnie, wielkiej sławy godny ksiądz i superintendent ewangelicki i autor wielu pism sławnych, [Leopold] Otto z Warszawy, już dopiero w Bogu odpoczywający, życząc mi szczęścia na mój jubileusz pięćdziesięcioletni i 25-letni roku 1882 dłuższy list, w którym i następujące stoją słowa: "Oto pół setki lat mija od onej pierwszej chwili, w której zacząłeś ciężką pracę na ojczystej niwie. Snać błogosławieństwo Jego (to jest Pana Boga) z Tobą, kiedy Cię tak długo utrzymał, prowadził, krzepił i strzegł itd."

Ten list, już teraz w Bogu odpoczywającego pasterza, zachowuję u siebie na wieczną pamiątkę.

Nauczałem Was, abyście Najjaśniejszego cesarza i króla naszego w uczciwości mieli i posłusznymi mu byli, Pana Boga się bali, ze wszystkiego serca waszego onego miłowali i jedynie w nim samym ufność pokładali, przykazań jego ściśle się trzymali i z dobrych dróg ani na prawą, ani na lewą nie zstępowali.

Również napominałem Was, abyście ewangelickiej wiary naszej mocno się trzymali, ani na włos od niej nie odstępowali; ale przy tem tych, co nie waszej są wiary, nie zniewalali, gdyż każdy może Boga wzywać według obrządków swojej religii.

Również powiedziałem Wam, żebyście i Polaków, z nami graniczujących, bracią Waszą uznali i w zgodzie z nimi żyli.

I dalej tak pisać będziemy, tak w kalendarzu, jak i w Gazecie. Jeszcze dodają[ę], że i w politycznych rzeczach jak pisałem, tak i dalej pisać i praw ludu, braci moich, bronić i strzedz[c] będę.

Życzę tylko, aby się lud im dalej, tem więcej do czytania grabał, żeby im dalej, tem więcej oświeconych przybywało ludzi; żeby osobliwie Gazetę Lecką i na przyszły rok zapisali. [...]

W Lecu, 18 stycznia 1883 r. M. Gerss"

Był to program informacyjny i formacyjny Marcina Gerssa w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Nie odstępował od niego do końca życia, a lektura "Gazety Leckiej" to potwierdza. O jego poglądzie na język polski utrwaliły się opinie z lat młodości. W związku z tym, że w latach czterdziestych XIX wieku Marcin Gerss był za tym, by rozszerzyć język niemiecki wśród Mazurów, ponieważ, jak twierdził, dzięki dwujęzyczności Mazurzy będą mogli korzystać z dobrodziejstw cywilizacji, pogląd przedstawiony w latach osiemdziesiątych ukazuje jego postać w całkiem innym świetle, niż wtedy, gdy prowadził polemiki z ks. Gustawem Gizewiuszem.

Oto, co napisał Gerss w roku 1881 (GL 1881 nr 15), w swym wyjaśnieniu zamieszczonym w dziale "Wiadomości z prowincji":

"Lec, 13. kwiet. Pewien tutejszy pan niemiecki, ani słowa po polsku nie umiejący, wyrzucał redaktorowi tej gazety, że pisaniem polskich ksiąg i gazet przewinił, iż 50 lat później lud mazurski będzie zniemczony. Na to odpowiedział mu redaktor: Panie! Sądzisz nierozważnie i sądzisz o tem, o czem - jak widać - żadnej nie masz wiadomości. Czy to ludu polskiego w mowie jego oświecać nie wolno? Jakie więc jest twoje oświecenie? Pożal się Boże, że przez parę wieków grzeszono, zaniedbywając wcale lud mazurski. Bo mało co w języku jego pisano. Czy ma lud mazurski, po niemiecku nie umiejący, wcale być opuszczony? W Biblii napisano, obyśmy świeczki pod korzec nie stawiali, ale abyśmy ją tam postawili, gdzie świeci, i abyśmy talentu od Boga nam danego na korzyść ludzi używali, a w ziemię go nie zakopali. [...] Kiedy mi talent nauczania ludu mazurskiego jest powierzony, to chcę i muszę onego używać na korzyść ludu. I nie przestanę tak postępować, aż mi się na zawsze zamkną oczy, choćby przeciwnicy, kto wie jak mocno, za to się na mnie gniewali. Nauczać i oświecić lud w mowie jego jest podług woli ojca niebieskiego."

Jak widać, Marcin Gerss traktował redagowanie gazety i kalendarzy jako swoją misję oświecenia ludu. Wprost przecież napisał, że mu "talent nauczania ludu mazurskiego jest powierzony". Dodawał przy tym, że mimo sędziwości obdarzony jest dobrym zdrowiem i czerstwością ducha, i dobrą pamięcią. Tak było też w 1889 roku, gdy ukończył już 80 lat, a w "Słowach do czytelników" zawarł takie wyznanie:

"... I ja jestem osobliwie winien podziękować Panu Bogu za łaskę jego nieprzebraną, że mi raczył doczekać sędziwej starości; albowiem wiek życia mojego wynosi dopiero 80 lat i dwa miesiące, a jednak krzepi mnie jeszcze z miłosierdzia swojego, i wspiera i dobrem zdrowiem i czerstwością ducha mię obdarzał i dobrą pamięcią. [...] Już 56 lat minęło, gdym począł księgi do druku wydawać. To rzadko się zdarza. Jestem więc 56-letnim autorem. Już 14 latek minęło od czasu, gdym począł wydawać Gazetę Lecką. A przez ten cały czas nigdy nie chorowałem tak, żebym nie mógł gazetę redagować i pisać. Nie mam w tej sprawie żadnego pomocnika, a jednak zdołałem wszystko, za pomocą Bożą, wykonać. Z całego serca usiłowałem się, abym Was mógł nauczać, jak Pan Bóg przykazał.

Opowiadałem Wam o tem, co się w całem dzieje świecie bożym, układałem na uroczyste święta piosnki, które w kancjonale nie stoją polskim, nauczałem Was, abyście Najjaśniejszego cesarza i króla naszego czcili i miłowali i posłusznymi mu byli; abyście słowa bożego się badali, wiary naszej ewangelickiej ściśle się trzymali; abyście kościół nasz pilnie nawiedzali i słów w nim opowiadanych z pilnością słuchali, ale i nie tylko słuchali, ale i czynicielami byli; abyście sie pijaństwa wystrzegali i zabobony z pomiędzy siebie wykorzenili, gdyż są fałszywą wiarą; abyście do Związku ewangelickiego Zakładu Gustawa Adolfa przystąpili i tych wspierali, co w diasporze między katolikami w rozproszeniu mieszkają i ani kościołów, ani szkół nie mają, w których dziatki ich w ewangelickiej wierze by nauczano; abyście pilnie i świeckie i nauczone książki czytali, a z nich się mądrości uczyli, a grosza na nie nie skąpili. [...]" M. Gerss (GL 1889 nr 1).

Jakkolwiek między redaktorem a czytelnikami, poprzez różne działania, przez publikację listów i formy reakcji na treści zawarte w artykułach, zawiązywały się coraz ściślejsze więzy, to wydawanie "Gazety Leckiej" przysparzało Marcinowi Gerssowi wiele trudności. Czytelników było ciągle za mało, aby redagowanie gazety obywało się bez kłopotów finansowych. W 1880 roku, a więc w piątym roku, odkąd swój tytuł Gerss wprowadził na rynek prasowy, sam zwierzył się na łamach tygodnika, że na skutek małej liczby prenumeratorów sytuacja zmusza go do tego, by zastanowił się nad zaniechaniem dalszego wydawania "Gazety Leckiej". Informacja ta poruszyła tych, którzy do gazety przywykli. M.in. gospodarz Rostek z Janowa w powiecie ostródzkim tak napisał (GL 1881 nr 7):

"Do pana redaktora G. w L. Moje serdeczne pozdrowienie w Chrystusie Jezusie! Wielebny, czcigodny i wielce nauczony Panie! Powinnością naszą jest dzięki niewypowiedziane dawać Panu, że Pan się usiłują lud Mazurski do oświecenia prowadzić. I my też Gazetę Pańską czytawa, bo nas jeden Pan z Marwałda przed upłynieniem czterech lat do niej nakłonił, a teraz możemy stale mówić, że rozum nasz jeszcze raz tak oświecony jest, niż przed tem był. Bo Pan nas prowadzi w wydawnictwach swoich, abyśmy poznali samych siebie i Boga. Bardzo nas zasmuciło, że Pan zamyśla Gazetę swoję zawiesić, jakem zeszłego roku czytali o tem. Ale życzeniem naszym jest, choćby w droższej cenie była, gdybyśmy ją w tygodniu dwa razy dostać mogli. - Gospodarz Rostek."

"Odpowiedź moja - skomentował Gerss: - Bardzo cieszę się, że Pan to uznaje, że czytaniem pożytecznych wiadomości człowiek oświeca rozum swój i dziękuję Panu za gorliwość Jego w tej rzeczy. [...] Mało ludzi czyta Gazetę naszą, bo gorzałka im pilniejsza. Radbym nie tylko dwa razy, ale i trzy i sześć razy w tydzień wydawał Gazetę, gdyby wszyscy byli tego zdania i takiej myśli jak Pan. Już dopiero niejeden mówi: Nie mogę Gazety trzymać, bo za droga. Czy nie więcej na gorzałkę wyjdzie przez ćwierć roku niż 14 trojaków [trojak, moneta srebrna wartości 3 groszy - przyp. EK], co Gazeta z pocztą kosztuje? Czy nie mogą we dwóch albo we trzech jeden egzemplarz trzymać? [...] gdyby każdy czytelnik tylko jednego do czytania nakłonił, tedyby jeszcze raz tyle czytelników przybyło. Proba frey! M.Gerss"

W programie gazety mieściły się zarówno walka z pijaństwem, jak i dyskusje o obecnych wciąż zabobonach. Na temat zamawiania, czyli "odczyniania chorób", wypowiadali się korespondenci z różnych stron Mazur. Najbardziej radykalny był Wilhelm Michalczyk z Łysoniów; ten uznał, że trzeba wymieniać nazwiska tych, którzy się tym procederem zajmują. Jakkolwiek pogląd Marcina Gerssa, człowieka uczonego, który Mazurów chciał oświecać, niejednokrotnie w jego gazecie był prezentowany, to przecież, licząc na odzew czytelników, zamieszczał on też korespondencje, świadczące o tym, że do całkowitego oświecenia droga jeszcze daleka.

Na grunt religijny sprowadził zagadnienie Tobiasz Stullich ze Staczów, mazurski poeta ludowy, najbardziej oczytany w literaturze religijnej. "Co się tyczy zamowów - napisał (GL 1884 nr 28) - o czem w kilku numerach Gazety Leckiej jest mowa i przestroga, to jest to rzeczą mylną. Słowo Boże mówi bowiem ustami Apostoła, że świeckich i babich baśni mamy się bronić. Jan Arnt w swej księdze "O prawdziwym chrześciaństwie" mówi tak: że wszelki krzyż i chorobę Pan Bóg sam każdemu człowiekowi obmierzył, tak, że pewną godzinę wie, a tedy musi sercom zasmuconym nieomylna pomoc nastąpić."

Religijność Stullicha, "wójta i członka rady kościelnej", bliska była religijności gromadkarzy. Jednak niektórzy korespondenci, dla których ten odcień duszy mazurskiej był obcy, traktowali spotkania religijne gromadkarzy jako pozostałość dawnych wierzeń, świadczących jakoby o tym, że do tej społeczności nie dotarło jeszcze oświecenie.

Między innymi w tym duchu wypowiedział się nauczyciel Fritzenwalder w Maradkach. Pod tytułem "Odpowiedź na to, co napisał nauczyciel Fritzenwalder względem gromadkarzów" (GL 1885 nr 9) przyszła aż z Westfalii. Nadesłał ją prenumerator Gerssowej gazety "G. Konietzka w Westfalii rodem z Maliszewa w powiecie Niborskim", podkreślając w swym liście:

"Gdyby wszyscy ludzie żyli jak gromadkowie, zapewnie byłaby ona braterska miłość między ludźmi."

Lektura roczników "Gazety Leckiej" upoważnia mnie do stwierdzenia, że takie właśnie było i dążenie Marcina Gerssa, by zapanowała miłość między ludźmi. Jako współredaktor nowego wydania "Czterech ksiąg o prawdziwym chrześcijaństwie" (1870) Jana Arndta, propagował przecież ten rys religijności. Każdego roku, w ślad za kalendarzem liturgicznym, witał każde święto poematem - "pieśniami pobożnymi, co w polskim kancjonale nie stoją". Były to bądź utwory jego autorstwa, bądź jego przekłady z niemieckiego kancjonału. Gdy jeden z najczęściej drukujących ludowych poetów mazurskich, Jan Lustig z Małych Zawad (często podpisujący się jako "Jan Luśtych") opublikował "Poemat o gromadkach" (GL 1887 nr 41) w sposób złośliwy, to Marcin Gerss, pomijając kwestię czy pobożność jest zamawianiem, pod wierszem dopisał swój komentarz: "Redaktor dodaje: U Gromadków jest to pochwały godno, że gorzałki nie piją. Czemu tak nie postępują i ci, którzy do Gromadków nie należą. Byliby lepszymi, gdyby się tej smroduchy wystrzegali."

Wizerunek Gerssa jako redaktora "Gazety Leckiej", a także jego stosunek do polszczyzny - nie tylko do poezji polskiej, którą cenił bardzo wysoko (Kochanowski, Krasicki, Mickiewicz, Karpiński) - uzupełnia korespondencja umieszczona w jego piśmie już w roku 1879 (nr 47), dotycząca usuwania polskich nazw ulic ze stolicy Wielkopolski. Informacja nosi tytuł: "Piszą z Poznania" i w całości (wraz z komentarzem redaktora) przedstawia się tak:

"U nas miały ulice i polskie i niemieckie nazwiska i w obu językach były imiona nad ulicami napisane. Jednym razem dała policja polskie pozamazywać imiona. Ludzie polskiego języka, Polacy, bardzo się z tego ferdują. [Forderung erheben - rościć pretensje.]

Redaktor podaje: Gazeta Lecka jest przychylna cesarzowi niemieckiemu. Ale co za wiele, to za wiele. Mścić się nad imionami polskimi, podle imion niemieckich? Czy się lęka, aby polskie imiona na tabliczkach nie popożerały niemieckich, jako one siedm krów chudych pożarły one siedm krów tłustych? Czemu i za wiele jątrzyć Polakom?" Dwa lata później jako artykuł wstępny Marcin Gerss zamieścił swój tekst "Jeszcze o rozruchach w Dolnem Pomorzu i w Prusiech Zachodnich" (GL 1881 nr 33). Warto się z nim zapoznać, gdyż w sposób jednoznaczny, z wielkim zaangażowaniem, redaktor wyraża swój krytyczny stosunek wobec pogromów przeciw Żydom. Z artykułu tego możemy też wnioskować, że w przeciwieństwie do żywionego przezeń hołdu wobec "cesarza Najjaśniejszego", Bismarcka traktował bez uniżoności. Bismarck nie był przedmiotem kultu w "Gazecie Leckiej". Oto fragmenty tego artykułu:

"Nie dziwota, że w Rosji są albo były rozruchy straszne przeciw żydom, bo tam jeszcze wielka część ludu nie dość oświecona. Ale w Prusiech mają wszędzie szkoły, a rząd i lud sam się o to stara i usiłuje się, aby im dalej, tym więcej było oświaty.

Ale pożal się Boże! Rozruchy przeciw żydom są w Prusiech gorsze niż w Rosji i dzieją się tu rzeczy, że aż strach bierze, że aż za granicą niezmiernie wszędzie wielkimi dziwy się dziwują i pojąć tego nie mogą, że w kraju, w którym naród chlubi się być oświeconym, takie rzeczy dzieją się niesłychane w Pomorzu i w Prusiech Zachodnich. Dalibóg! Tam i lud już wcale, o wcale zginął.

Nawet nasz cesarz Najjaśniejszy, gdy się o tym dosłuchnął, to się bardzo rozgniewał i rozkazał, aby ostry podszykunek był podniesiony i aby mu o śledztwie gruntowny raport oddano."

Dalej Marcin Gerss pisze o wichrzycielach, którzy plebs buntowali, ale nie ponieśli kary. Jak się okazuje, te "rozruchy przeciw Żydom" dotyczyły nie tylko Pomorza i Prus Zachodnich, ale także mazurskich okolic. "W Widminach [Wydminach] pisma przeciw żydom po wsiach krążyli, na które lud miał się podpisywać. Mówili ludzie, że tego żąda Bismarck." Gerss skomentował to tak: "Ale my temu wiary nie dajemy." Jest w tym stwierdzeniu pewien dystans wobec kanclerza.

Co innego, gdy rzecz dotyczy cesarza i króla, panującego w owym czasie Wilhelma I. On na łamach "Gazety Leckiej" był przedmiotem uwielbienia i szacunku. Podobnie jak większość "pieśni nabożnych, co w polskim kancjonale nie stoją", również wierszowane utwory na cześć władcy pisał najpierw Marcin Gerss.

Ale - drugą postacią, którą mazurscy wierszopisarze opiewali z roku na rok rymami z okazji urodzin, był Marcin Gerss, redaktor "Gazety Leckiej". Te wiersze wydawca drukował później także w kalendarzu. Bodaj pierwszy zdobył się na rymowane powinszowania Jan Luśtyg (właś. nazwisko: Lustig) "w Małych Zawadach gospodarz", który w roku 1882 napisał "Pieśni na dzień urodzin Pana Dobrodzieja Redaktora Gazety Leckiej M. Gerssa w Lecu dnia 23. października 1882 roku" (GL 1882 nr 43). Od 1884 roku, gdy w styczniu współpracę z "Gazetą Lecką" nawiązał Tobiasz Stullich, Jan Lustig w urodzinowych pochwałach redaktora miał konkurenta.

Drugie spostrzeżenie z lektur pozwala na przekonanie, że najpiękniejsze korespondencje, mające niekiedy także walor kompozycyjny i ukazujące w miarę pełny obraz wiejskiego życia, to były utwory wierszowane. Mazurom gorzej wychodziło pisanie prozą!

Oprócz redaktora Marcina Gerssa (autora około 200 wierszy i pieśni), najwięcej ich pisał Jan Lustig z Małych Zawad i to na różne tematy, natomiast najpiękniejsze, wynikające z głębokiej wiary ale także z oparcia o tradycje kancjonałowe i z osobistego przeżycia są autorstwa Tobiasza Stullicha ze Staczów. Jeśli chodzi o autentyzm opisu i doświadczeń, to "Gazeta Lecka" ukazała też talent braci: Jana Dondera z Różyńska i Samuela Dondera z Lipińskich. Jak się wydaje, ta czwórka autorów zasługuje na osobne omówienie i przedstawienie ich sylwetek. Poza tym uwagę zwracają też pojedyncze utwory, jak choćby dłuższy poemat Gottlieba Rogowskiego z Wielkich Lasków, zawierający sporo informacji o mazurskim życiu. Niewątpliwie, inspiracją do pisania były zachęty samego Marcina Gerssa, który w gazecie wyszczególnił dział "Skrzynka na listy", w którym znaleźć można odpowiedzi udzielane korespondentom, zapowiedzi druku, wyjaśnienia redaktora, a także słowa przypomnienia, że niektórzy korespondenci, wymienieni z imienia i nazwiska, od dawna się nie odzywają.

Ten szacunek korespondentów mazurskich do Marcina Gerssa miał swój zewnętrzny wyraz również w następnych latach. Szczególnym jej przejawem była "mowa rymowana". Prócz ukłonów i należnej czci okazywanej redaktorowi, wierszopisarze zamieszczali w swych utworach całe opowieści o własnym życiu. W 1885 roku gospodarz Gottlieb Rogowski w Wielkich Laskach w powiecie łeckim, na początku swego poematu, tak ocenił działalność Marcina Gerssa i rolę jego "Gazety Leckiej" (GL 1885 nr 13):

"Najpierw ja dziękuję Panu łaskawemu,
Piękną nam Gazetę w Lecu piszącemu,
Aby Pan Bóg Pana jeszcze długo chował,
Nadal zdrowiem dobrem zawsze obdarował,
Bym urodzin Pańskich długo doczekali,
To bym Panu Bogu z serca dziękowali.
Ojciec nasz niebieski, w łasce nieprzebrany,
On ci zawsze zsyła z niebios takie pany,
Którzy wciąż umieją naukami swemi
Nas nauczać prostych ludzi na tej ziemi."

Przy takim nastawieniu czytelników do redaktora i jego gazety, sam Marcin Gerss, nie stroniący od odnotowywania pochwał pod swoim adresem, w toku swojej działalności redaktorskiej przekonał mazurskich korespondentów, że właśnie jemu, jak już wspomniano, "powierzony został talent nauczania ludu mazurskiego". Pochodził z tego ludu, zachęcał do czytania i pisania, i niezmordowanie zapisywał karty ich życia. Dlatego też, zwłaszcza w "mowach redaktora Gazety Leckiej", pisał do Mazurów jak do przyjaciół:

"Przyjaciele mili, i bracia i siostry, ukochani! - zwracał się (GL 1884 nr 40) "do czytelników i nieczytelników": - Słusznie Was tak nazywam, gdyż rodzonym Mazurem jestem. A oprócz tego jestem Wam z dawna znajomym, gdyż pisma moje już od dawna w rękach Waszych...".

Erwin Kruk

 

Wspomnienie śp. ks. Ryszarda Pitruskiego

W niedzielę wieczorem 22 lipca 2007 podczas podróży z Ostródy do Olsztynka zginął w wypadku samochodowym ks. Ryszard Pitruski, proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Ostródzie. Od 17 lat pełnił tu służbę kościelną. Odszedł przedwcześnie. Miał niespełna 41 lat. Zostawił w żalu małżonkę - diakon Renatę Węcławską-Pitruską oraz dzieci: Różę, Reginę i Rafała, a także parafian, którzy z jego posługi byli bardzo zadowoleni, oraz duchownych-kolegów.

Ryszard Pitruski urodził się 28 września 1966 r. w Ząbkowicach Śląskich. Jego macierzystą parafią było Kłodzko, gdzie dojeżdżał na nabożeństwa wraz z rodzicami i młodszym o trzy lata bratem. Ukończył Technikum Elektroniczne w Dzierżoniowie. W 1992 r. ukończył Chrześcijańską Akademię Teologiczną. Obronił swą historyczno-teologiczną pracę magisterską, dotyczącą chrystologii, napisaną pod kierunkiem prof. J. T. Maciuszki.

Na studiach teologicznych poznał też swą małżonkę Renatę Wencławską z Mazur. Tych dwoje połączyła miłość, wspólne zainteresowania, a później wspólna praca w parafii. Ślub odbył się 16 września 1989 r. w Nidzicy, którego udzielił im ks. Jerzy Otello. Dnia 9 stycznia 1993 r. Ryszard Pitruski został ordynowany w Ostródzie na duchownego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego przez bpa Jana Szarka, w asyście ks. Jana Sztwiertni i ks. Alfreda Tschirschnitza.

Po swoim poprzedniku ks. Ryszard Pitruski objął trudną służbę w mazurskiej, ostródzkiej parafii. Współużytkowany kościół, będący już wówczas kościołem metodystycznym, był miejscem odprawiania coniedzielnych nabożeństw. Oprócz tego dochodziły dojazdy do parafialnych, oddalonych filiałów w Iławie, Pasłęku, Morągu, Łęgutach. W roku 2001 ks. Ryszard Pitruski został wprowadzony w urząd proboszcza parafii przez bpa Rudolfa Bażanowskiego, zwierzchnika diecezji mazurskiej, a jego mazurscy koledzy - ks. Waldemar Kurzawa z Działdowa i ks. Paweł Hause z Kętrzyna - byli asystentami podczas tego aktu.

Ks. Ryszard Pitruski znany był w regionie ze względu na swoje coniedzielne rozważania w "Radiu Mazury". Z jego inicjatywy zaczęto w Ostródzie obchodzić wspólnie w gronie wyznawców z czterech Kościołów Święto Reformacji. Działał w Forum Współpracy Chrześcijan. Był bardzo zaangażowany w ostródzkie obchody uroczystości związanych z osobą ks. Gustwa Gizewiusza (1810-1848), kaznodziei polsko-ewangelickiego w Ostródzie, redaktora "Łeckiego Przyjaciela Ludu", publicysty walczącego o prawa Mazurów i zasłużonego folklorysty, który zebrał tom "Pieśni Ludu znad górnej Drwęcy". Pasją ks. Pitruskiego była fotografia, a także dzieje ewangelickiego Kościoła oraz historia Mazur.

Pogrzeb ks. Ryszarda Pitruskiego rozpoczął się 27 lipca 2007 r. w kościele w Ostródzie, skąd uczestnicy udali się na cmentarz ewangelicki w Nidzicy, gdzie złożono trumnę do grobu. Kazanie podczas uroczystości pogrzebowych wygłosił biskup Kościoła Janusz Jagucki. Zmarłego pożegnali biskupi oraz kilkudziesięciu duchownych, parafianie, goście ekumenicznni i władze samorządowe.

Obszerne wspomnienie o duchownym i przyjacielu, zmarłym tak nagle, napisał ks. Paweł Hause w "Zwiastunie Ewangelickim" (2007 nr 15-16 z 19 sierpnia) pt. "On już żyje, a my umieramy".

 

"Gloria Artis" dla Erwina Kruka

21 września 2007 r. na zamku olsztyńskim odbyła się uroczysta inauguracja roku kulturalnego na Warmii, Mazurach i Powiślu. Była to okazja do wręczenia wyróżnień, odznaczeń, nagród pieniężnych, stypendiów twórczych i podziękowań za dotychczasowe osiągnięcia. M. in. na wniosek marszałka województwa warmińsko-mazurskiego minister kultury i dziedzictwa narodowego przyznał Złoty Medal "Zasłużony Kulturze - Gloria Artis" Erwinowi Krukowi. Medal wręczył Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego Jacek Protas.

 

 

130 lat ewangelickiego kościoła w Olsztynie

W dniach 13 i 14 października 2007 r. odbędą się w Olsztynie uroczystości jubileuszowe z okazji 130-lecia budowy i poświęcenia kościoła ewangelickiego.

W sobotę 13 października o godzinie 16,00 parafia i Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie serdecznie zapraszają do ewangelickiego kościoła Chrystusa Zbawiciela na konferencję i koncert z okazji jubileuszu 130 lat kościoła ewangelickiego w Olsztynie.

W programie: koncert w wykonaniu chóru Parafii Ewangelickiej w Olsztynie oraz konferencja, podczas której głos zabiorą: Ks. Bp Rudolf Bażanowski, Andrzej Friszke, Erwin Kruk, Janusz Małłek, Andrzej Sakson i Alfred Czesla. Po konferencji będzie możliwość nabycia książki "Ewangeliccy duchowni i parafianie. Powojenne lata w Olsztynie i na Mazurach", zawierającej pełne teksty wystąpień prelegentów, a wydanej przez Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie z okazji jubileuszu.

Po godz. 18,00 odbędzie się w sali parafialnej (Stare Miasto 1) spotkanie towarzyskie z poczęstunkiem, na które zapraszamy uczestników uroczystości. Warto nadmienić, że organizację konferencji wsparł Urząd Miasta Olsztyn.

Natomiast 14 października br. Parafia Ewangelicko-Augsburska w Olsztynie z ks. bp. Rudolfem Bażanowskim i radą parafialną serdecznie zaprasza na jubileuszowe uroczystości kościelne. Z okazji obchodów 130 lat poświęcenia kościoła ewangelickiego w Olsztynie odbędzie się w niedzielę o godz. 10,00 uroczyste nabożeństwo dziękczynne z udziałem zwierzchnika Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce Ks. Bp. Janusza Jaguckiego oraz innych P.T. Gości.


KARTKI MAZURSKIE, 2007 Wrzesień Nr 9 (51) Rok VIII. Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://diec.mazurska.luteranie.pl/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Wydrukuj stronę

(c) 2007.09.24 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl