KARTKI MAZURSKIE

2008 Wrzesień - Październik Nr 9/10 (63-64) Rok IX
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

Michał Kajka

Świeto Żniw

Leśne cmentarze

Szkic do portretu

Praca naukowa o Kościele ewangelickim na Warmii i Mazurach

 

Michał Kajka


We wrześniu minęły rocznice związane z życiem i śmiercią pieśniarza mazurskiego. Michał Kajka urodził się 27 września 1858 roku w południowo-wschodnim zakątku ziemi mazurskiej, w Skomacku, zmarł 22 września 1940 roku w Orzyszu. Pochowany został trzy dni później w Ogródku, w którym mieszkał od 1883 roku i przeżył całe dorosłe i pracowite życie.

Sto pięćdziesiąta rocznica urodzin Michała Kajki nie była nazbyt nagłaśniana. W środkach społecznego przekazu nie ukazała się żadna wzminaka. Obchody miały charakter "oddolny". Żyły nimi szczególnie wschodnie obszary Mazur. W Olsztynie było jedynie spotkanie z prof. Zbigniewem Chojnowskim, autorem monografii o pieśniarzu mazurskim. Większy rozmach towarzyszył imprezom w tych miejscowościach, z którymi związane było życie Michała Kajki. W jednym i drugim przypadku jubileusz zaowocował nowymi książkami.

Ełckie szkoły w powiecie, zarówno miejskie, jak i wiejskie, otrzymały pod koniec września nową książkę prof. Janusza Jasińskiego "Michał Kajka 1858-1940". Została ona wydana przez Mazurskie Towarzystwo Naukowe w Ełku w ramach dotacji udzielonej przez Urząd Miasta w Ełku. Choć nie miałem jej jeszcze w ręku, wiem, że przedstawia życie Michała Kajki, jego twórczość literacką, a także działalność publiczną.

Natomiast Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie opublikowała z tej okazji tom poezji Michała Kajki "Mały kancjonał mazurski i opowieści ucieszne". Publikacja ta, w opracowaniu filologicznym i ze wstępem Zbigniewa Chojnowskiego, ma za wzór "Nowo wydany Kancyonał Pruski" (I wydanie z 1741 roku!). Wiersze mazurskiego poety ułożone są według rozdziałów tamtego kancjonału i obrazują jego widzenie roku liturgicznego. Na dokładniejszą lekturę przyjdzie czas. Ale już teraz można powiedzieć, że to piękny tom w twardej oprawie, liczący 424 strony.

Choć minęły już rocznice, warto przypomnieć twórczość Michała Kajki, jednego z największych poetów ludowych z przełomu XIX i XX wieku piszących po polsku. Warto sięgnąć po jego poezję, wyrastającą z kancjonałowych pieśni. Wiele tu wierszy religijnych, ale też utworów świeckich. Oto osiemdziesiąt lat temu w "Życiu Młodzieży"(1928 nr 13) opublikował on utwór pt. "Domek rodzinny":

 

Michał Kajka
Domek rodzinny

Rodzinna strzecho,
Co mi w tęskności
Słyniesz uciechą
Od mej młodości!

Niech lśnią z uciechy
Wspaniałe grody,
Rodzinnej strzechy
Milsze zagrody!

Niech w innym kraju
Pachną owoce,
Tak, jakby w raju
Kwiaty urocze.

Niech cudze strony
Chwali kto inny,
Ja swe zagony
I dom rodzinny!

Dźwięk ojców mowy,
Rodzinna strzecha
I umysł zdrowy
Jest ma uciecha!

Na zakończenie wstępu do wierszy "Małego kancjonału mazurskiego" Zbigniew Chojnowski napisał: "Podczas czytania pieśni i opowieści uciesznych Kajki warto uzmysłowić sobie, że pisał on, jak to zwięźle ujął Erwin Kruk, "do słuchu". Tekst dla Mazura był tym, co ma być wygłoszone, a nade wszystko odśpiewane."

 

Święto Żniw


W pierwszą niedzielę października w olsztyńskiej parafii odbyło się Dziękczynne Święto Żniw. Przypomniano pieśń Kochanowskiego: "Czego chcesz od nas Panie za Twe hojne dary", śpiewał chór, przed ołtarzem ustawiono dary ziemi. Po nabożeństwie odbyło się spotkanie w sali parafialnej. Świętowano plon. Nie było już tak, jak w dawnych czasach na Mazurach. Ponad sto pięćdziesiąt lat ma swoją historię pieśń pt. "Plon", z refrenem "Plon niesiem, plon Ze wszystkich stron!"

Choć dawno już po żniwach, to warto przypomnieć historię. Po raz pierwszy ta pieśń została opublikowana w całości w "Kalendarzu Królewsko-Pruskim na rok po narodzeniu Pana Jezusa 1855." Był to siódmy rocznik wydany, jak głosił napis, przez Drukarnię Łecką we Lku. Na?ładem i drukiem drukarni Wilhelma Menzela. Nauczyciel Wilhelm Menzel miał w Ełku zakład typograficzny. U niego ukazywało się pierwsze czasopismo mazurskie "Łecki Przyjaciel Ludu", w którym swoje artykuły zamieszczali m.in. Gustaw Gizewiusz i Marcin Gerss. W kalendarzu Menzela, wyłączając refren po każdej strofie, ta pieśń żniwna miała 30 zwrotek! Oto drobny fragment:

Ucichł już na polu
Sierpa chrzęst, brzęk kosy.
Wystroiły dziewki
W kwiaty swoje włosy.

Od granic do granic
Śpiew się nasz rozlega.
Kto nas chce przywitać,
Niech przed sień wybiega.

Idziem wyśpiewując,
Żniwny wianek nosim,
A o sutą ucztę
Gospodarza prosim.

Ostatni raz cała ta pieśń została opublikowana w 1886 roku w "Nowinach Szląskich" (nr 31). Poprzedza ją korespondencja z Prus Wschodnich. Jest prawdopodobne, że utwór ten przesłał redakcji Jan Karol Sembrzycki, podpisujący się pseudonimem Jan Oleckowski. W zamieszczonej korespondencji z 18 lipca 1886 r. napisał:

"Szanowny Panie

"[...] W przyszłym tygodniu będzie już na wielu miejscach owa pieśń plonu dawała się słyszeć, którą tu przypomnieć chcę, gdyż tu i aiw (tam) może już w zapomnienie poszła, aby choć może i nie latoś, ale na przyszły rok śpiewaną być mogła. Niech Pan zostanie z Bogiem."

Bez wątpienia, przypomnienie tej pieśni było możliwe, bo Jan Karol Sembrzycki miał w ręku kalendarz Wilhelma Menzela, wydany w Ełku w 1855 roku. Nigdy już potem ten utwór nie był drukowany w całości. Ani przed wojną, ani po wojnie. [ek]

Leśne cmentarze

Leśnicy zinwentaryzowali wszystkie leśne cmentarze w regionie. Na Warmii i Mazurach jest ich 455: od liczących 4 tys. lat kurhanów, po mogiły, które powstały już po ostatniej wojnie światowej. Takim nekropoliom poświęcona była konferencja, którą Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Olsztynie zorganizowała w pierwszy piątek października 2008 roku. Współorganizatorem spotkania był Społeczny Komitet Ratowania Dawnych Cmentarzy na Warmii i Mazurach. Organizatorzy zaprosili też miłośników regionu, aby wspólnie zastanowić się, jak ocalić przed zniszczeniem to, co ukryte pośród drzew. Wygłoszono kilka rzeczowych referatów, które przygotowali m.in. Stanisław Dąbrowski z Olsztyna, Andrzej Sobotka z Nidzicy i dr Tekla Żurkowska.

Na konferencji przypomniano, że cmentarze leśne, usytuowane w dawnych czasach na wzgórzach i w pobliżu lasów, wyglądają wyjątkowo malowniczo, ale często kryją też w sobie dramatyczną historię. Aż 32 z nich przypomina o bitwach, które rozgrywały się na naszych terenach w 1914 i 1915 r. Niektóre z tych miejsc, jak na przykład cmentarz w Orłowie czy Drwęcku, doczekały się prac renowacyjnych.

Podczas dyskusji podkreślano, że nie wystarczy jednorazowa akcja. Zdaniem Wiktora Knercera ze Wspólnoty Kulturowej "Borussia", która zajmowała się cmentarzami wojennymi, takie akcje porządkowania należy przeprowadzać co roku. Również dr Tekla Żurkowska, która swój interesujący wykład dokumentowała fotografiami z różnych nekropolii, mówiła, że dawne cmentarze giną na naszych oczach i że krajobraz zabiera je w swe posiadanie. Często jedynie występująca tam roślinność jest wskażnikiem, że były to miejsca pochówku. Prof Janusz Jasiński powiedział natomiast, że tam, gdzie nie ma już grobów lub cmentarz stracił swój charakter nekropolii, należy poustawiać tablice upamiętniające, informujące o dawnym charakterze miejsca.

Z apelem do mieszkańców regionu wystąpił Stanisław Dąbrowski z RDLP. Najpierw poinformował, że leśnicy w miarę możliwości dbają o groby, gdyż takie otrzymali polecenia. Jednak, jak powiedział, potrzebna jest im pomoc. Leśnicy proszą zatem wszystkich zainteresowanych zachowaniem leśnych cmentarzy, ich porządkowaniem i renowacją, żeby zgłaszali się do nadleśnictw. One zapewnią im potrzebny sprzęt. Obiecał też, że Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych będzie w miarę możliwości pomagać tym grupom i stowarzyszeniom, które zechcą współdziałać z leśniczymi w celu ocalenia dawnych cmentarzy. Apelował zwłaszcza do lokalnych stowarzyszeń i wskazał, że jest możliwość korzystania z funduszy z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, bo tam są środki na ratowanie dziedzictwa.

 

Szkic do portretu

We wtorek, 21 października 2008 roku olsztyńska TVP w cyklu portrety przedstawiła sylwetkę Diny Małłek, synowej znanego działacza mazurskiego Karola Małłka, wdowy po Leopoldzie. Dina Małłek urodziła się przed wojną w Raszągu, w rodzinie ewangelickiej. Od lat mieszka w Olsztynie, jest członkinią Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.

W 1945 roku podczas ucieczki znalazła się aż w Słupsku, skąd z matką wróciła do rodzinnej wsi. Jekj opowieść dotyczyła tego czasu, w kórym matka, akuszerka z zawodu, pozbawiona została w 1945 roku pracy, a gdy na prośbę ciężarnej odebrała skomplikowany poród, musiała płacić karę. To był czas przeżywany w Raszągu. Drugim elementem szkicu do portretu była obecność Diny w Mazurskim Uniwersytecie Ludowym w Pasymiu, a potem w Rudziskach, i poznanie rodziny Karola Małłka i jej ożenek z Leopoldem Małłkiem, a także spojrzenie po latach na przeżyty czas.

Telewizyjny reportaż był ciekawy, lecz niezmiernie skrótowy. Dina Małłek mogłaby opowiedzieć więcej. Widać było, że dziennikarze za wszelką sprawę chcieli uniknąć podejrzenia, że mimo wszystko przedstawiają historię mazurską. Nic dziwnego, że tak było, skoro olsztyńska telewizja zaprezentowała ten materiał w cyklu: "Portrety Warnijo". A audycji o Mazurach, jak nie było, tak nie ma. Wydaje się, że gdyby nie te ograniczenia i krótki czas audycji, współcześni mieszkańcy więcej mogliby się dowiedzieć o powojennej historii regionu i ówczesnym traktowaniu rdzennej ludności.

 

 

Praca naukowa o Kościele ewangelickim na Warmii i Mazurach

Dzięki kolejnym badaniom coraz więcej wiemy o ewangelikach na Warmii i Mazurach oraz o ich powojennych dziejach. Ostatnio ukazało się studium historyczno-ekumeniczne katolickiego księdza Krzysztofa Bielawnego, zatytułowane "Kościół ewangelicko-augsburski na Warmii i Mazurach po II wojnie światowej w spojrzeniu historyczno-ekumenicznym" (Wydawnictwo "Hosianum", Olsztyn 2008). Zanim się książka ukazała, już wzbudziła zainteresowanie. Do biblioteki Ośrodka Badań Naukowych im. W. Kętrzyńskiego były pod koniec lata telefony z zapytaniem, czy i gdzie można nabyć "kontrowersyjną książkę". Nikt tej pracy jeszcze nie znał, a już otaczała ją fama o posmaku sensacji.

Lektura książki rozwiewa te podejrzenia, a także niezdrowe emocje i oczekiwania. Młody katolicki autor, korzystający z licznych materiałów źródłowych, starał się rzetelnie poprowadzić tok wywodu. Jego zaś praca, licząca 420 stron, daleka jest od potrzeby epatowania sensacją. Przybliża trudne dzieje Kościoła ewangelickiego na Warmii i Mazurach w okresie powojennym, przede wszystkim z myślą o tych czytelnikach, którzy niewiele o nich dotychczas wiedzieli. Czyni to z pewną sympatią, zgodnie z naukowym założeniem, że jest to "spojrzenie historyczno-ekumeniczne". Jeżeli się zważy przy tym, że studium to ukazało się nakładem Wydawnictwa "Hosianum", to można powiedzieć, że wielkie dokonały się zmiany w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, pozwalające głębiej spojrzeć na ewangelickie wyznanie i posługę jego duchownych.

We wstępie ks. dr Krzysztof Bielawny napisał: "Praca jest podzielona na pięć rozdziałów. Pierwszy omawia organizację diecezji mazurskiej po zakończeniu II wojny światowej, przedstawiając rządców diecezji, począwszy od Edmunda Friszkego aż po ks. bp. Rudolfa Bażanowskiego. Przedstawiono także sylwetki niektórych duchownych pracujących w diecezji aż do 2005 r. W okresie tym duszpasterzowało w diecezji mazurskiej 94 duchownych.

Drugi rozdział ukazuje przejmowanie kościołów ewangelickich zarówno przez ludność katolicką, jak i przez wyznawców Kościoła metodystycznego, a także omawia próbę odzyskania utraconych świątyń przez Kościół ewangelickpo-asugsburski; ostatnią zaś część poświęcono niszczeniu i dewastacji świątyń ewangelickich.

Trzeci rozdział dotyczy próby rewindykacji majątku po Kościele unijnym, a więc starań władz kościelnych o odzyskanie plebanii, domów parafialnych, gruntów rolnych oraz świątyń. Opisano także i te świątynie, które zostały rozebrane i przeznaczone na zapomnienie.

Rozdział czwarty przedstawia pracę duszpasterską Kościoła ewangelicko-augsburskiego w diecezji mazurskiej. Przede wszystkim omawia wysiłki, jakie wkładali duchowni w posługę duszpasterską. Prezentuje także pracę na rzecz potrzebujących poprzez dzieła charytatywne w diecezji, jak również przedstawia trudności, z jakimi borykali się wierni w życiu religijnym w powojennym okresie.

Rozdział piąty został poświęcony współistnieniu Kościoła ewangelicko-augsburskiego i rzymskokatolickiego przed i po Soborze Watykańskim II. Zaprezentowano relacje pomiędzy obydwoma wyznaniami w ciągu dwóch ostatnich stuleci, a także działalność ekumeniczną w wymiarze duchowym i teologicznym. Ten ostatni rozdział prezentuje wspólną działalność wiernych obu Kościołów na wielu płaszczyznach życia społecznego."

Ci, którzy zapoznają się z pracą "Kościół ewangelicko-augsburski na Warmii i Mazurach po II wojnie światowej w spojrzeniu historyczno-ekumenicznym", będą mogli sprawdzić, jak się mają zamiary i plany naukowca, a także krytyczny opis dziejów w komunistycznym państwie, do realizacji przez naukowca poszczególnych rozdziałów. Ogólnie można powiedzieć, że książka ta się broni, zarówno bogactwem archiwalnych materiałów, w tym dotychczas nieznanych, jak i sposobem ich ujęcia. Nie epatuje sensacjami, ale poprzez przykłady represji stosowanych przez władze wobec duchownych, przybliża i objaśnia klimat nieodległych lat, a więc i przyczyny, które sprawiły, że z dużej grupy ewangelickich Mazurów, obecnie zostało tak niewielu. W diecezji mazurskiej jest 15 parafii, w tym 13 na Warmii i Mazurach, a wśród nich jedyna ewangelicka parafia wiejska - Sorkwity.

Co zresztą zrozumiałe, autor przeprowadzając swój wywód i przybliżając problematykę Kościoła ewangelicko-augsburskiego, ujął to na podstawie wzorców i struktur Kościoła rzymsko-katolickiego. W ten sposób, jak się wydaje, chciał uzyskać jasność wykładu. Rzecz w tym jednak, że nie tylko poszczególni duchowni, ale i zwierzchnicy diecezji mazurskiej, z powodu niedostatku ewangelickich księży pełnili swe funkcje i posługę duszpasterską w kilku czy nawet w kilkunastu parafiach. Dlatego też o tych samych duchownych są fragmenty życiorysów, które np. dotyczą rządców diecezji w jednym rozdziale, a w następnym rozdziale przedstawiono ich posługę jako administratorów parafii czy - w późniejszych latach - proboszczów. Autor oparł się na wytworzonych w tym czasie dokumentach. Być może, na szersze potraktowanie i opis zasługują początki Kościoła ewangelicko-augsburskiego na Warmii i Mazurach w pierwszym powojennym okresie, zwłaszcza ze zwróceniem większej uwagi na grupę przybyłych tu duchownych, którzy przed wojną blisko współpracowali z biskupem Juliuszem Bursche. Ale przy tym pamiętać też trzeba, że oprócz represyjności władz i panujących w społeczeństwie stereotypów, mających wpływ na postrzeganie ewangelików w regionie, przeszkodą w dziele integracji był fakt, że ewangelicy mazurscy przed wojną należeli do Kościoła unijnego, a na Kościół ewangelicko-augsburski, organizujący po wojnie ich życie religijne, spoglądali - z różnych względów - jako na strukturę nową, a więc - z pewnym dystansem, skracanym potem m.in. przez podjętą akcję charytatywną..

W książce sporo uwagi poświęcił autor temu, co budziło wiele emocji, jak przejmowanie kościołów i próby odzyskiwania utraconych świątyń, udane i nieudane próby rewindykacji majątku po Kościele unijnym. Ponadto przedstawił pracę duszpasterską Kościoła ewangelicko-augsburskiego w diecezji mazurskiej. W ostatnim zaś rozdziale zajął się problematykę ekumeniczną, a mianowicie współistnieniem Kościoła ewangelicko-augsburskiego i rzymskokatolickiego, zarówno przed Vaticanum II, jak i po Soborze Watykańskim II. Podał liczne i budujące przykłady nawiązanej współpracy.

Bogata bibliografia, będąca rezultatem licznych kwerend w różnorodnych archiwach, jak i wykorzystanie materiałów drukowanych, świadczą o tym, że autor pracy, ks. dr Bielawny, podporządkował zdobytą wiedzę głównemu celowi, jakim było ukazanie powojennych dziejów Kościoła ewangelicko-augsburskiego na Warmii i Mazurach. Każdy, kto interesuje się historią najnowszą, może po nią sięgnąć. A że autorowi przyświecała myśl ekumeniczna, starał się ukazać współistnienie ewangelików i katolików tak, aby umacniał się duch ekumeniczny. Unikał zatem takiego języka i takich opisów, które od pożądanego celu by go oddalały. Wiadomo, że podjęta w tej książce problematyka do łatwych nie należy i mogą zapewne powstać kolejne prace na ten sam temat. Rzecz w tym, że praca ks. Krzysztofa Bielawnego już jest i że służy lepszemu wzajemnemu poznaniu ludzi o różnych wyznaniach.

Erwin Kruk


KARTKI MAZURSKIE, 2008 Wrzesień - Październik Nr 9/10 (63-64) Rok IX. Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://diec.mazurska.luteranie.pl/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Wydrukuj stronę

(c) 2008.10.31 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl