KARTKI MAZURSKIE

2009 Czerwiec Nr 6 (72) Rok X
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

Dwadzieścia lat po pamiętnych wyborach

Mazurskie bory i lasy

Biskup Rudolf Bażanowski odznaczony przez marszałka

Jubileusz prof. Oskara Gottlieba Blarra

Książki nadesłane

 

Dwadzieścia lat po pamiętnych wyborach


(Wystąpienie Erwina Kruka - senatora I kadencji Senatu
na uroczystej sesji Rady Miasta w Olsztynie
z okazji 20-lecia wyborów z 4 czerwca 1989 roku)

Od wiceprezydenta Olsztyna, p. Jerzego Szmita, dostałem propozycję, aby wystąpić podczas uroczystej sesji Rady Miasta Olsztyna w dniu 4 czerwca 2009 roku. Odłożyłem zatem na bok otrzymane zaproszenia, wysłane mi z Europejskiego Centrum Solidarności, aby pojechać do Gdańska i Warszawy na obchody 20-lecia Odzyskania Wolności i Upadku Komunizmu w Europie Środkowej. Pomyślałem, że w Olsztynie jest moje miejsce tego dnia. Tu, gdzie czas biegnie wolniej i gdzie jest duża dbałość o to, by nie wychodzić przed szereg.

A skoro zaproszenie jest szczególne, to korzystam teraz z okazji, aby podziękować tym, którzy dwadzieścia lat temu, 4 czerwca 1989 roku poszli do wyborów. Korzystam też z okazji, aby podziękować Radzie Miasta za dzisiejsze zaproszenie.

Przyznaję, że nieraz w ciągu tych lat, jakie spędziłem w Olsztynie, towarzyszył mi cytat z powieści "Lampart" Tomasi di Lampedusy, a mianowicie: Wiele trzeba zmienić, by wszystko zostało po staremu. Gorzka to refleksja. Ale - wiem - to nie jest w pełni prawda. Wiele się zmieniło przecież, a oprócz rzeczy złych, zaniechanych bądź pominiętych, były i są też dobre. Jednak w ostatecznym rachunku tego, co dobre, nie jest tyle, ile byśmy chcieli.

Teraz chcemy świętować. Pytanie - co? Nie mamy bijących w oczy symboli, do których możemy się odwoływać. Z braku symboli, na miarę naszych sąsiadów, nie możemy wskazać palcem: oto jest to wydarzenie, które zapoczątkowało drogę do wolności.

Potrzeba zmian, dostosowanie struktur państwa do demokratycznych standardów europejskich, to jest proces, rozłożony na lata, na pokolenia. Wspominając teraz czas, jaki minął, myślę, że warto przywołać dzień sprzed dwudziestu lat. Tak, dzień 4 czerwca 1989 roku był tym dniem, który zasługuje na miarę symbolu. Co prawda, widzę to całkiem inaczej niż ci, którzy chwalą ustalenia Okrągłego Stołu. Ten dzień wydaje mi się ważniejszy od ówczesnych ustaleń.

W wyborach kontraktowych do Sejmu wolność wyboru została założona na 35 procent dla strony "opozycyjno-solidarnościowej", czyli dla "konstruktywnej opozycji", poza którą znaleźli się ci, którzy te ustalenia kontestowali. Taki podział przyjęli uczestnicy Okrągłego Stołu. Ale gdyby świętować Okrągły Stół, to byłoby to oddanie hołdu władzom PRL. Tymczasem Okrągły Stół był ostatnim wydarzeniem tamtej epoki.

Wybory czerwcowe to było już coś całkiem innego. To było odstępstwo od ustaleń. To była pokojowa rewolucja. Niektórzy uważają dotąd, że ówczesna władza była łaskawa, bo mogła unieważnić te wybory po pierwszej turze, sfałszować wyniki, jeszcze raz użyć siły. Uzgodniono przecież, jak miało być. Założono, że demokracja ma być reglamentowana.

Całkowicie wolne były wybory do - powracającego, ale nie obdarzonego nadmiarem kompetencji - Senatu. Dwadzieścia lat temu byłem nie tylko świadkiem i widzem, ale też uczestnikiem tego wydarzenia. Kandydowałem do Senatu w ówczesnym województwie olsztyńskim, jako jeden z trzynastu, ale też jeden z dwóch z "drużyny Lecha". Znając swoje predyspozycje (nie jestem "zwierzęciem politycznym") nie myślałem wcześniej o kandydowaniu. Byłem przewodniczącym niezależnego stowarzyszenia "Olsztyński Klub Obywatelski". Nakłaniano mnie, abym kandydował, żeby na listę nie weszli "spadochroniarze" z Warszawy. Zbyt wielu chętnych nie było, zwłaszcza wobec tego, że ludzie niepokoili się o niepewną przyszłość. Zgodziłem się i traktowałem to jako obywatelską powinność. Podczas kampanii mówiłem, że to będzie moje jednorazowe doświadczenie. Po krótkiej kadencji, mimo namów do powtórnego kandydowania, trzymałem się swoich słów.

O Senacie I kadencji różnie można mówić. Ale jedno jest niezaprzeczalne - z inicjatywy ustawodawczej Senatu I kadencji zrodziła się reforma samorządowa. Samorząd lokalny zaczął umacniać zręby demokracji. I to trwa nadal.

Gdy pod koniec kwietnia 1989 roku, jak inni kandydaci do parlamentu z "drużyny Lecha", jak wówczas mówiono o kandydatach Komitetu Obywatelskiego "Solidarności", uczestniczyłem w spotkaniu w słynnej Sali BHP w gdańskiej stoczni (to było bodaj 29 kwietnia 1989 roku), Lech Wałęsa złożył nam życzenia, które brzmiały mniej więcej tak: Trzeba zawalczyć o 35 procent demokracji. Idźcie zawalczyć o tę demokrację, straceńcy! Potem były zdjęcia z Wałęsą, a potem nasze plakaty, kampania wyborcza. W Olsztynie 3 maja zainaugurowano ją od zbiórki około stu działaczy i sympatyków "Solidarności" pod siedzibą Tymczasowego Zarządu Regionu przy ul. Dąbrowszczaków 10, skąd pochód (wciąż powiększający się) wyruszył w kierunku olsztyńskiej starówki. Tam były wystąpienia kandydatów. Jak zapisali funkcjonariusze SB (ci od tzw. zabezpieczenia, bo w PRL "zabezpieczano" wszystko): Najbardziej negatywne elementy były zawarte w wystąpieniu Erwina Kruka, który wyraźnie sugerował, że uzdrowienie Polski wiąże się ze zmianą ustroju.

Komunistyczna władza "martwiła się", że kandydaci "Solidarności" mogą nie uzyskać nawet kilku mandatów. Nic nie zapowiadało, przynajmniej według oficjalnych sondaży, że pragnienie wolności jest w społeczeństwie o wiele większe, aniżeli ustalenia Okrągłego Stołu. Ujawniło się to 4 czerwca - podczas głosowania, a właściwie po podliczeniu głosów i ogłoszeniu wyników.

Nasz region Warmia i Mazury, ze względu na anomię, czyli stan rozpadu więzi społecznych, strukturę rolnictwa (PGR-y), a także wcześniejsze migracje ludności, wyzbywanie się tradycji i nikłe związanie ludzi z regionem, był poletkiem doświadczalnym PRL. Nie wytworzyły się tu silniejsze grupy opozycyjne, co widać było choćby po nieobecności środowisk kultury, środków przekazu, a także po zgodzie na to, by władza ustalała hierarchię wartości. Zmarły już prof. Antoni Żebracki, przewodniczący Komitetu Obywatelskiego "S", człowiek ukształtowany przez II Rzeczpospolitą, na inauguracji kampanii wyborczej wołał: Trzeba wyrwać z naszego województwa kaczany stalinizmu.

Pierwsza połowa 1989 roku miała swoją dynamikę. 14 stycznia byłem w Warszawie wśród współorganizatorów Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Potem byłem tam na zjeździe ZAiKS-u. 1 kwietnia uczestniczyłem na Uniwersytecie Warszawskim w Niezależnym Forum Kultury. 3 kwietnia, już po przyjeździe z Warszawy, dowiedziałem się, że zarejestrowane zostało nasze niezależne stowarzyszenie - Olsztyński Klub Obywatelski, wokół którego chodziliśmy od maja 1988 roku. Jesienią władze olsztyńskie odmówiły rejestracji. Wysłaliśmy odwołanie do Warszawy i czekaliśmy miesiącami. Decyzja o rejestracji przypadła na gorący czas. O Olsztyńskim Klubie Obywatelskim (skrót: OKO) mógłbym powiedzieć więcej. Byłem wśród jego współorganizatorów. Gdy na gmachu KC PZPR w Warszawie rozwieszono hasło: "Nie ma wolności bez odpowiedzialności", w naszym klubie propagowaliśmy hasło: "Nie ma odpowiedzialności bez wolności". Bo tylko człowiek wolny może być odpowiedzialny.

Dynamika wydarzeń rozsadzała też klub OKO. Odkąd klub został zarejestrowany, gwałtownie dały się odczuć sprzeczności interesów wśród członków, związane ze stosunkiem do wyborów, do Okrągłego Stołu, do "Magdalenki", do wykluczenia środowisk radykalnych i prawicowych, itd. Ale jedno trzeba powiedzieć - na 5 parlamentarzystów z ramienia Komitetu Obywatelskiego "Solidarności" w Olsztynie, czterej, którzy weszli do parlamentu, to członkowie Olsztyńskiego Klubu Obywatelskiego.

Z sali BHP w Gdańsku wróciliśmy wprost na zebranie KO "S". Wydrukowano sylwetki kandydatów, w tym i moje. Zauważyłem, że w materiałach o mnie pominięto to, że jestem ewangelikiem. Potem - w maju - odbyło się ok. 60 zebrań, wieców, spotkań w klubach i w kościołach katolickich. Zaangażowanie ludzi było wielkie. Po wyborach miesięcznik "Znak" zwrócił się do posłów i senatorów z ankietą o Polsce i Polakach 1989 roku. Wziąłem udział w tej ankiecie i pisałem o wrażeniach. W numerze lipcowym z 1989 roku ukazała się i moja wypowiedź.

Jeśli 4 czerwca jest świętem, to świętem tych, którzy poszli głosować. To był plebiscyt. Ponad 60 procent tych, którzy poszli do urn wyborczych, głosowało na kandydatów Komitetu Obywatelskiego "Solidarności". Wśród nich, o czym się nie mówi, byli np. też ci, których zwykło się uważać za zwolenników dotychczasowego systemu władzy. Z drugiej strony - byłoby jednak rzeczą wątpliwą i odstającą od prawdy, gdyby uznać, że Polakom tak podobali się kandydaci KO "Solidarności". Te wybory to był plebiscyt: idący na wybory głosowali przeciw temu systemowi władzy, który był dotychczas. Odrzucili socjalizm i dyktaturę komunistyczną. Mówiąc inaczej, Polacy - przy pomocy najbardziej pokojowej metody, kartki wyborczej - odrzucili PRL.

"Solidarność" zdobyła prawie wszystkie mandaty, które podlegały wolnym wyborom. W pierwszej turze padła też "lista krajowa" (dwie osoby z niej weszły). Totalna klęska PZPR oraz partii satelickich była ogromnym zaskoczeniem tak dla nich samych, jak i dla wielu działaczy i elit "Solidarności". Kandydaci do parlamentu najczęściej mówili: idziemy tam po to, by patrzeć władzy na ręce. A to znaczyło, że ustalenia Okrągłego Stołu wykluczały inny rozwój wydarzeń.

Wynik wyborów 4 czerwca przekreślił wcześniejsze rachuby. Lecz to, że klęska władzy komunistycznej nie była jeszcze większa, zawdzięczają, według historyków (np. Antoniego Dudka, autora książki Reglamentowana rewolucja") jedynie samej opozycji, która obawiała się w pełni wykorzystać własne zwycięstwo. Po prostu "strona solidarnościowo-społeczna" - już po pierwszej turze - była zakłopotana tym, że kartka wyborcza obnażyła tak jednoznacznie stosunek społeczeństwa do dotychczasowego systemu władzy. Nie było radości po dniu wyborczym. Panowała cisza, jakby wycofanie się z tej odwagi, jaką dawała kartka wyborcza. Czy były powody do niepokojów? Na pewno były. Wewnętrzne i zewnętrzne. Przede wszystkim - wciąż byliśmy w tym samym bloku sowieckim, powiązani ekonomicznie i militarnie.

Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm - powiedziała Joanna Szczepkowska w "Dzienniku Telewizyjnym" kilka miesięcy później, dokładnie 28 października 1989 roku. Po latach ta znana aktorka i felietonistka napisała o tym doświadczeniu. Zaprzeczyła, jakoby to był tylko jej polityczny gest. I odpowiedziała sobie: Powiedziałam tylko to, co sama chciałam usłyszeć. To znaczy, że od wyborów z 4 czerwca mijały miesiące, a ten dzień jakby tracił na znaczeniu. Nie zmienił języka, nie dawał radości. O upadku komunizmu nie było słychać. Nie pisano o tym w prasie, nie mówiono w telewizji. I dotychczas zresztą, jak pouczają przykłady, łatwiej jest mówić o przemianach ustrojowych, aniżeli wprost o tym, że zaczął się upadek komunizmu. Nie uznano zatem, że wynik wyborów przekreśla ustalenia Okrągłego Stołu. To nie elity, spłoszone odrzuceniem komunizmu przez wyborców, to tylko wyborcy odrzucili PRL.

Tak postrzegam 4 czerwca sprzed dwudziestu lat. Na ten dzień wyborczy kładzie się komunistyczny cień z Azji. Mało kto pamięta Chiny z 4 czerwca 1989 roku. Plac Tiananmen - plac Bramy Niebiańskiego Spokoju. Tam czołgi krwawo stłumiły tego dnia, trwający od miesiąca, bunt studentów. Tam tysiące studentów zostało zabitych i aresztowanych, a wielu w publicznych procesach straconych. Aż strach pomyśleć, czy w Polsce mogłoby dojść do takich wydarzeń, choćby na mniejszą skalę? Niektórzy historycy, którzy w 1989 roku znaleźli się w obozie "konstruktywnej opozycji", zastanawiali się po latach, czy dzień 4 czerwca jest dniem rewolucji, czy dzień następny, kiedy zdecydowano się ogłosić wyniki pierwszej tury wyborów? Pamiętam, parę dni po wyborach młodzi zorganizowali w Olsztynie manifestację protestacyjną jako wyraz solidarności z chińskimi studentami, jako wyraz protestu przeciwko barbarzyństwu chińskich władz. Olsztyńska manifestacja nie była wielka. Brałem w niej udział, bo zawsze byłem przeciwko przemocy, przeciwko łamaniu praw człowieka, przeciwko ograniczaniu wolności słowa.

Okrągły Stół i przygotowania do wyborów to ostatnie ważne wydarzenia PRL-u. Od 4 czerwca 1989 r. zaczynało się nowe. Jak ten okres nazwać? Drogą do wolności? Można powiedzieć, że zaczęła się różnorodność postaw, poglądów, myśli - to wszystko, co jest na świecie. My nie jesteśmy już wcale tak wyjątkowi. Mamy swoje zalety i wady. Długo to trwało, zanim w naszym kraju zaczęły się toczyć debaty na temat wykorzystanych i utraconych szans ostatnich dwudziestu lat. To dopiero teraz nabiera wagi. Ale, jak myślę, 4 czerwca 1989 roku pozostanie dniem ważnym w naszej historii. I dlatego warto zdobyć się na odrobinę patosu i za psalmistą powtórzyć słowa Psalmu 118: Oto dzień, który dał nam Pan; weselmy się i radujmy się w nim.

 

Erwin Kruk

Olsztyn, 4 czerwca 2009 r.

Mazurskie bory i lasy

5 czerwca 2009 r. w Muzeum Mazurskim w Szczytnie nastąpiło otwarcie wystawy "Wędrówki po mazurskich borach i lasach". Autorem wystawy jest Hubert Jasionowski, mieszkaniec Szczytna zakochany w rodzinnej krainie, od czterdziestu lat zajmujący się fotografią przyrodniczą. Prezentacja, na której zgromadzono 74 fotogramy, ma charakter wystawy jubileuszowej. Jak napisał o sobie: "Od zawsze, jak sięgam pamięcią, aparat fotograficzny towarzyszył mi w moim codziennym życiu. Tematem moich fotografii była i jest przyroda, mgliste poranki, zachody słońca, dzikie zwierzęta. Szczególną sympatią darzę jednak ptaki. [...] Fotografując moje ukochane Mazury, przeszedłem i przejechałem wiele kilometrów, przeżyłem mnóstwo różnych przygód, a wszystko po to, by ocalić od zapomnienia to, co nieodwracalnie się zmienia lub ginie, a także w poszukiwaniu tego jedynego w swoim rodzaju życiowego ujęcia."

Za swe prace Hubert Jasionowski wielokrotnie był wyróżniany, min. w Budapeszcie (1991), Paryżu (2001, 2003). Jest wielokrotnym laureatem ogólnopolskich mistrzostw Polski w kategorii "Fotografia Przyrodnicza". Jego zdjęcia przyrodnicze ukazują się w takich czasopismach, jak "Myśliwiec", "Przyroda Polska", "Parki Narodowe" i "Natura", a także w czasopismach zagranicznych. Autor wystawy jest aktywnym członkiem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Szczytnie.

Biskup Rudolf Bażanowski odznaczony przez marszałka

Ksiądz Rudolf Bażanowski, biskup diecezji mazurskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, dostał Odznakę Honorową za Zasługi dla Województwa Warmińsko-Mazurskiego. - To najwyższe odznaczenie, jakie może przyznać samorząd województwa - powiedziała wicemarszałek Urszula Pacławska, wręczając odznakę.

Uroczystość odbyła się w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Sorkwitach, podczas święta pieśni, na którym prezentowały się chóry Diecezji Mazurskiej. Moment wręczenia wyróżnienia był bardzo wzruszający. Zebrani nie kryli dumy, że to właśnie Rudolf Bażanowski jest zwierzchnikiem ich diecezji.

Ksiądz biskup został odznaczony za myśl i pracę na rzecz ekumenii i porozumienia między Kościołami.

 

Jubileusz prof. Oskara Gottlieba Blarra

W niedzielę 14 czerwca 2009 roku w ewangelickim kościele Chrystusa Zbawiciela w Olsztynie odbył się koncert organowy z okazji jubileuszu 75-lecia urodzin profesora Oskara Gottlieba Blarra oraz wbudowania nowego registru prospektowego - Principal wykonanego przez firmę organmistrzowską Sauer z Frankfurtu nad Odrą, ufundowanego przez Jubilata i ewangelicki Konwent Kantorów z Düsseldorfu.

Kompozytor, organista, dyrygent. Urodził się 6 maja 1934 roku w Sędławkach koło Bartoszyc. Od 1945 roku mieszka w Niemczech. W 1952 r. rozpoczął studia muzyki kościelnej. Studia dyrygenckie odbył w Salzburgu pod kierunkiem Deana Dixona i Herberta von Karajana. Jego mistrzami w zakresie kompozycji byli Bernd Alois Zimmermann, Krzysztof Penderecki, Milko Keleman, Guenther Becker. W latach 1961-1999 był kantorem i organistą Neanderkirche w Düsseldorfie. Tam też od 1983 r. był wykładowcą, a od 1990 profesorem w Wyższej Szkole Muzycznej im. R. Schumanna.

Jest twórcą, organizatorem i moderatorem Letnich Koncertów Organowych w Neanderkirche oraz festiwalu "Orgelpunkt Europa" w Düsseldorfie. Koncertował prawie na całym świecie. W Polsce po raz pierwszy gościł w 1973 r., biorąc udział w "Warszawskiej Jesieni". Często przyjeżdża na Mazury i Warmię. Koncertował m.in. na organach Katedry we Fromborku, Katedry św. Jakuba w Olsztynie, w Świętej Lipce, Gietrzwałdzie, Pieniężnie, Lidzbarku Warmińskim, Giżycku, Morągu, Pasymiu.

W 2005 roku przebywał w Jerozolimie, gdzie skomponował symfonię "Na wieczny pokój" ku czci Immanuela Kanta (prawykonanie polskie - w Olsztynie 25 lutego 2006 r.). W tece kompozytorskiej posiada trzy oratoria, utwory orkiestrowe, operę, koncerty instrumentalne, organowe, utwory na chór. Jest jednym z najbardziej znanych kompozytorów muzyki kościelnej. Za swoją twórczość i mistrzowską grę otrzymał liczne prestiżowe nagrody.

 

Książki nadesłane:

"Marcin Giersz (Gerss) - człowiek z pogranicza". Wydawnictwo "Z bliska". Gołdap 2009. - Praca zbiorowa pod redakcją Zbigniewa Chojnowskiego. - Na przyszły rok przypada 200-lecie urodzin Marcina Gerssa, pisarza mazurskiego z XIX wieku i autora popularnych kalendarzy. Parę lat temu w Gołdapi (w listopadzie 2005) zorganizowano sympozjum poświęcone jego życiu i dziełu. W obecnie wydanej książce znalazły się wszystkie referaty wówczas wygłoszone, a których autorami są: Zbigniew Chojnowski, Jarosław Słoma, Grzegorz Jasiński, Erwin Kruk i Krystyna Szcześniak. Uzupełnieniem tomu są dodatkowe artykuły Zbigniewa Chojnowskiego i Magdaleny Żółtowskiej-Sikory oraz aneks, zawierający m.in. szkic Wojciecha Kętrzyńskiego o redaktorze "Gazety Leckiej" oraz wybrane wiersze Marcina Gerssa, a właściwie jego opowiastki, opublikowane w "Kalendarzu Królewsko-Pruskim Ewangelickim" w latach 1860-1895. Wydaje się, że książka jest bardzo ciekawa. Autorzy, każdy na swój sposób, chcą oddać sprawiedliwość temu, któremu - jak sam pisał o sobie - "talent nauczania ludu mazurskiego jest powierzony."

 


KARTKI MAZURSKIE, 2009 Czerwiec Nr 6 (72) Rok X Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Wydrukuj stronę

(c) 2009.06.21 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl