KARTKI MAZURSKIE

2009 Październik Nr 10 (76) Rok X
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

Wokół "Spadku" Erwina Kruka

Uroczystość dziękczynna w Rogu

Książki nadesłane:

 

Wokół "Spadku" Erwina Kruka


1 października 2009 roku w Salach Kopernikowskich zamku olsztyńskiego odbyła się promocja nowej książki Erwina Kruka "Spadek", wydanej przez oficynę "Retman". Gospodarzami wieczoru byli dyrektor Muzeum Warmii i Mazur Janusz Cygański i właściciel oficyny "Retman" Waldemar Mierzwa. Fragmenty książki czytał aktor Teatru im S. Jaracza Maciej Mydlak. Spotkanie poprzedziły informacje w lokalnej prasie i Radiu Olsztyn, a także druk obszernych fragmentów książki w Gazecie Wyborczej-Olsztyn. Do zamku przybyło wiele osób. Byli wśród nich m.in. szefowa Kancelarii Senatu RP Ewa Polkowska, senator Ryszard Górecki, wicemarszałek województwa warmińsko-mazurskiego Urszula Pasławska, wiceprezydent Olsztyna Jerzy Szmit. Po promocji autor ponad godzinę składał autografy na egzemplarzach książki. Dla dokumentacji tego wydarzenia przedstawiamy wystąpienie Erwina Kruka podczas spotkania, reakcje prasy w dniach po spotkaniu, głosy internautów, a także listy przysłane do autora drogą elektroniczną.

Słowo autora książki

Szanowni Państwo. Książka dopiero została wydana, wchodzi na rynek wydawniczy. Autor może tylko milczeć i wsłuchiwać się w głosy, które - jak ma nadzieję - wcześniej czy później nadejdą.

Na razie - jako autor - swoje już zrobiłem, stawiając ostatnią kropkę na maszynopisie. Jak każdy autor, chciałbym, by książka zagościł a w republice czytelników. Dobrze jest usłyszeć , co innym, o innym doświadczeniu i wrażliwości, przyniosła lektura.

Nie ode mnie to jednak zależy. Pomocne w dotarciu do czytelnika może być to, że podczas spotkania - takiego właśnie jak to - ktoś zapamięta tytuł i być może, jeśli będzie miał sposobność i ochotę , po książkę sięgnie. Dla zachęty mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o faktografię i o "geografię literacką", to wiele stron "Spadku" umiejscowionych jest w pobliskich okolicach, znanych i rozpoznawanych.

Sam mogę powiedzieć teraz tylko tyle, że "Spadek" to książka bardzo osobista, związana ze mną, z moimi przeżyciami, ze światem, który mnie otacza. Ze światem, który dorastał wraz ze mną. Wraz ze mną nabywał też doświadczeń, miał marzenia i pozbywał się złudzeń. Książka ma bogatą faktografię; dotyczy czasów jak najbardziej współczesnych. Podtytuł książki przecież brzmi: "Zapiski mazurskie 2007-2008". Żeby one były mazurskie, to trzeba było zanurzyć się w głąb, ponieważ muszą wyrastać i wyrastają z głębokiej przeszłości. Ja do tej przeszłości należę . Nie urodzę się już w innym czasie ani w innym miejscu. Musiałem ją przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza. Pisałem o niej. Pisałem o tym, o czym inni nie pisali. O moim świecie, który zawalił się w dzieciństwie i zostawił mi tylko ciąg dalszy.

Każdy człowiek jest osobnym światem. Ta przeszłość , ciągle odkrywana na nowo i zmieniana przez upływający czas, ma wpływ i na życie regionu, i na życie osób, i na pamięć - lub częściej niepamięć - o osobach, które zmarły. Jak pisał Norwid: "Przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej".

Przeszłość nas wszystkich ukształtowała. Ukształtowała w różny sposób, w zależności od czasu i miejsca, w których przyszliśmy na świat. Zarówno tych, którzy przed 1945 rokiem tu się urodzili, jak i tych, którzy po 1945 roku tu przybyli. Zebraliśmy z niej nasze lęki, nadzieje i złudzenia, i ponieśliśmy przed siebie. Nic nie wyrosło prosto. Rzeczywistość wydawała się pokrzywiona, podobnie jak dzieje naszego regionu. Ale przecież my starsi, dla których punktem odniesienia jest 1945 rok, stanowimy na Warmii i Mazurach mniejszość. Tu urodziły się już kolejne pokolenia - dwa, trzy. Dla nich nie ma innego punktu odniesienia, jak ta ziemia, która jest dla nich ziemią rodzinną . Jako człowiek dorosły zastanawiam się , co przekazaliśmy im w depozycie, jaką współczesność? Kto umocni im związki emocjonalne i intelektualne z tym regionem, w którym żyją, i z jego historią? Kto z dziedzictwa, które jest i dobre i złe, wywiedzie możliwość wyboru tradycji?

Nie tylko dawnych mieszkańców jest jak na lekarstwo, ale z ogólnej niefrasobliwości, że ten region miał swoje dzieje, częstokroć pomija się skomplikowaną historię, spłaszcza się ją uważając, że zamiast kultury wystarcza natura.

Na przykład, od lat w lokalnej prasie nie było żadnego tekstu o tych Mazurach, którzy czują się pokrzywdzeni i zapomniani, a którzy mieszkają w rodzinnym regionie. Niewielu ich wszystkich, to prawda. Rzecz jednak jest nie tylko w ilości. Oprócz rozproszenia, które dokonało się w XX wieku, jest nade wszystko i zapomnienie. Na skutek zapomnienia o tym, co po wojnie działo się z ludźmi, żyć jest jakby łatwiej. Nie można przez cały czas żyć tymi samymi emocjami.

Dotyczy to wszystkich ludzi. Są jednak sprawy, w których końca nie widać, i są sprawy, których początki zostały zatarte, jakby unieważnione. Cały spadek po PRL-u.

O tym również jest ta książka. O tym, co zaciemnia obraz, także ten teraźniejszy, i przeszkadza w jego przyjęciu. Przypominanie zaś stwarza kłopoty, zmusza do stawiania pytań lub do szukania odpowiedzi. Nie bardzo wiemy, jak z tym wszystkim sobie poradzić.

Jeśli chodzi o tę książkę, jej warstwę współczesną, to - jakby można było ogólnie powiedzieć - jestem uczestnikiem dyskursu publicznego; uczestniczę w dialogu, prezentuję swą stronniczość. Wystrzegam się jednak tego, by opisując ludzi i zdarzenia poniżać człowieka. Inni ludzie, których napotykam po drodze, są dla mnie jak lustra, w których - chcąc nie chcąc - muszę się przejrzeć.

Podczas pisania "Spadku" przyjąłem zamiar karkołomny, a mianowicie, że będę stronił od fikcji. Nie wymyślam losu, to los nas "wymyślił". Nie jest to zamysł łatwy. Nie pierwszy raz go podejmuję. Żeby nie sięgać do wcześniejszych moich książek, mogę powiedzieć, że tak było z moją "Kroniką z Mazur", wydaną dwadzieścia lat temu. Tam na pierwszy plan wysuwała się warstwa psychologiczna, tutaj - społeczna. Czas zapisany w "Spadku" jest bardzo "gęsty"; dotyczy różnych zdarzeń, które mają różne pokłady i dalsze ciągi. Żartobliwie mówię teraz, że wszystkie osoby (o rzeczywistych imionach czy nazwiskach), które pojawiają się na kartach "Spadku", potraktowane są przyjaźnie. Ze zrozumieniem, a więc bez potrzeby wchodzenia w ich życie prywatne, potraktowani są też ci, których postaci są rozpoznawalne, ale których nazwiska się nie pojawiają. Uczyniłem tu jeden wyjątek. Otóż tym, którego nie oszczędzałem, jestem ja sam.

Pisanie tej książki bardzo mnie bolało. Wiem jednak, że nie warto pisać o tym, co nie boli. Nie chodzi o martyrologię. Bo czasem i zdumienie boli. Bo i ono świadczy o życiu nieobojętnym.

 

Wydawca, Waldemar Mierzwa, tak książkę rekomenduje w Internecie: "Pierwsza proza Kruka od czasów < Kroniki z Mazur > (Warszawa, PIW 1989)! Przejmująca opowieść autobiograficzna najwybitniejszego Mazura, której głównym wątkiem jest nieudana próba pozyskania spadku po tragicznie zmarłych rodzicach. Literatura życia codziennego, pełna aktualnych odniesień i komentarzy. Ważny portret środowiska Olsztyna i regionu, ale też i samego Kruka. Książka, wobec której trudno będzie pozostać obojętnym."

Moja książka, o której mówię tak ogólnie, nie jest mi obojętna. Chciałbym, żeby nie była obojętna i dla czytelników. Dla czytelników w różnym wieku. Jest ona wielowarstwowa, różnie może być odczytywana. Oczywiście, ma ona jakiś wymiar polityczny. Traktuje o współczesności, ale też o historii, którą my ciągle nazywamy najnowszą. Właściwie dlaczego mówimy, że najnowszą historią jest coś, co wydarzyło się dawno temu? Otóż dlatego, że ona ciągle jest aktywna politycznie dziś, współcześnie.

Tamte wydarzenia, w książce ledwo zamarkowane, mocno rzutują na współczesność. Nie można dojść do współczesności bez tego, co jest zanurzone głęboko w historii, na dodatek zanurzone tak głęboko, że nikt nie ośmiela się o przypomnienie tamtego czasu.

"Spadek", dziejący się współcześnie, z konieczności, z potrzeby wytworzenia dokumentów, sięga do grobów - znanych i już nie do poznania - którymi obrodził rok 1945. Sięga do dzieciństwa, a wydarzenia z czasów dzieciństwa, choćby się nie chciało, rzutują na cały ciąg dalszy życia. O tym na ogół nie chce się pamiętać. Żyjemy przecież w innej epoce.

Ale prawda w każdej epoce jest potrzebna.

Taka jest natura ludzka. Zastanawiamy się nad życiem, nad warunkami, w których ono upływa. A wszystko jest jak w dwuwierszu Bertolta Brechta: "Człowiek hołduje chętniej dobru niźli złu, ale warunki nie sprzyjają mu". Bywa więc, że ludzie o innych doświadczeniach, w tym i pisarze, i znajomi, których spotykam, niechętnie patrzą na to, że moja twórczość jest analizowana, jest przedmiotem badań, staje się składnikiem książek historycznoliterackich, recenzji w pismach ogólnopolskich. Ta niechęć - nie czytelników, ale niektórych ludzi kultury - rodzi wrażenie, że - choćby dla lepszego samopoczucia - należy zachowywać się tak, jakby mnie na Warmii i Mazurach już nie było.

Nie są to puste słowa. Oto szesnaście lat temu ukazała się w Warszawie książka Piotra Kuncewicza "Agonia i nadzieja" (Poezja polska od 1956, T. III. Warszawa 1993), gdzie znalazło się wprost takie spostrzeżenie, które ten pogląd uzasadniają. Na stronie 376 autor napisał:

"Erwin Kruk (Dobrzyń na Mazurach 1941) już dawno zyskał sobie czytelników i uznanie, poza, jakby się może wydawało, Olsztynem, gdzie od lat mieszka. Cała sprawa ma jednak wymiar nie tyle urzędniczy, co moralny - Kruk zaczął przypominać o sprawach niewygodnych, o nadużyciach popełnianych wobec Mazurów, o krzywdach i ciemnocie. Kwestie te wiążą się natychmiast ze stosunkiem do mniejszości w ogóle - ale tu już wchodzimy w rejony polityki, a my rozmawiamy o literaturze. Zresztą nie należy sprowadzać Kruka do najszlachetniejszej nawet publicystyki, bo on sam potrafił zrobić z tych spraw rzecz o wiele bardziej uniwersalną , dotyczącą stosunku człowieka do swojej genealogii, do utożsamiania z historią. Kruk ma podobny dorobek w poezji i prozie.[...]". Itd, itd. Tyle Kuncewicz.

Dla mnie każdy człowiek jest osobnym światem. Zarówno pisarz, jak i czytelnik. Świat ludzki często zdumiewa. W moim "Spadku" jest i historia, i umacnianie rodziny (od kilku dopiero lat trzypokoleniowej), i ciekawość świata.

Kto sięgnie po książkę, będzie to mógł sprawdzić.

Erwin Kruk

Gazeta Olsztyńska [Wydanie internetowe, 2 X 2009]:

Erwin Kruk : "Spadek"

Erwin Kruk milczał przez 20 lat. Teraz wraca w wielkim stylu. "Spadek" to przejmująca opowieść o próbie odzyskania przez pisarza rodzinnego domu w Dobrzyniu pod Nidzicą.

"Spadek" to prowadzony przez pisarza w latach 2007 - 2008 literacki dziennik. Przeplata się w nim jego rodzinna historia i los Mazurów - ludu z jakiego wywodzi się Kruk.
To bardzo gorzka książka. Kruk opisuje w niej swoje bezowocne starania o zwrot rodzinnego domu. Państwo polskie nie chce go zwrócić Krukowi, Mazurowi wielce zasłużonemu i dla Polski i dla polskiej kultury rodzinnego domu. Ale nie tylko o tym pisze Kruk. "Spadek" to także ciekawy obraz Olsztyna ostatnich lat. To także przyczynek do historii Mazurów. Ludu, który czeka ten sam los co Prusów. - Mazurzy nie mają czystego rodowodu. I tylko sąsiedzi, Niemcy i Polacy, próbowali oskrobywać ich z odmienności. I pewnie im się udało, bo Mazurów dziś jak na lekarstwo - pisze Kruk. Taka prawda. Mamy Mazury, ale nie ma na nich Mazurów...

 

Blog Urszuli Pasławskiej - wicemarszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego [2 X 2009]:

"Mazurzy nie mają czystego rodowodu. I tylko są siedzi, Niemcy i Polacy, próbowali oskrobywać ich z odmienności. I pewnie im się udało, bo Mazurów dziś jak na lekarstwo". Tak brzmi jeden z fragmentów książki Erwina Kruka "Spadek. Zapiski mazurskie 2007- 2008", odczytany w czwartek (1 października) na wieczorze autorskim na olsztyńskim zamku. Książki pięknej, trudnej, lecz doskonale napisanej, traktującej o przeszłości i teraźniejszości, o dziejach Mazurów i współczesnej historii regionu, a także o codzienności i więzach międzyludzkich.

W "Spadku" trudno doszukać się wyraźnie zarysowanej akcji. To rodzaj wielowątkowego dziennika literackiego, gdzie myślą przewodnią jest historia starań autora o dom po rodzicach w Dobrzyniu pod Nidzicą, skonfiskowany przez władze PRL po wojnie. Starań z góry skazanych na porażkę, bo odwrotnie niż w przypadku Agnes Trawny ówcześni urzędnicy zmienili zapisy w księgach wieczystych, mimo iż Erwin Kruk nigdy z Polski nie wyjechał. Opis zmagań autora z biurokracją jest pretekstem i tłem do retrospekcji, zarówno o dzieciństwie autora, jak i późniejszej działalności w demokratycznej opozycji. Fragmenty o historii Mazurów przeplatają się z fragmentami o rodzinie autora i komentarzami do współczesnych wydarzeń w Olsztynie i okolicach.

Ze "Spadkiem" w dużej mierze się identyfikuję. Też jestem Mazurką, z rodziny mieszkającej tutaj od pokoleń. Moja rodzina w identyczny sposób utraciła przedwojenny majątek. Jednak książka jest uniwersalna i z kilku względów wyjątkowa. Po pierwsze, opisuje losy Mazurów. Po drugie, to kronika współczesnych wydarzeń Olsztyna i regionu, wielowątkowa i wieloznaczna, którą nawet za wiele lat będzie można odczytać na różne sposoby. Po trzecie, to po prostu dobra polska literatura.

Gratuluję panu Erwinowi Krukowi wspaniałego dzieła, gratuluję wydawcy, panu Waldemarowi Mierzwie. Wierzę , że pan Kruk napisze jeszcze niejedną równie bogatą książkę. Właśnie dzięki takim ludziom jak on, od pewnego czasu coraz więcej mówi się i słyszy o Mazurach - autochtonach, ludziach wychowanych w atmosferze pracowitości, tradycji, religii ewangelickiej i polskiego patriotyzmu. - Urszula Pasławska

 

Gazeta Wyborcza - Olsztyn [3 X 2009]

Marcin Nowakowski: Pisarz tłumaczy się ze "Spadku"

"Spadek. Zapiski mazurskie 2007-2008" swoją premierę miały dwa tygodnie temu. To pierwsza od 20 lat książka Kruka napisana prozą. Czytelnicy, którzy wiedzieli, że powstaje od dłuższego czasu, z niecierpliwością czekali na tę publikację. To właśnie dlatego podczas czwartkowego spotkania autorskiego z Erwinem Krukiem sala olsztyńskiego zamku była wypełniona niemal po brzegi. Ludzie przyszli posłuchać i opowieści Kruka, i fragmentów "Spadku", które czytał aktor Maciej Mydlak.

"Spadek" to dziennik prowadzony przez pisarza w latach 2007-2008. To zbiór różnych wydarzeń, które rozgrywają się wokół Erwina Kruka. I choć akcja dzieje się współcześnie, to przeszłość odgrywa w niej pierwszoplanową rolę. Głównym wątkiem, który przewija się przez całą książkę, jest tytułowy spadek, a właściwie próba jego odzyskania. Pisarz, rodowity Mazur stracił rodzinne włości zaraz po wojnie. Sowieci, którzy przyszli z frontem w 1945 roku, wyrzucili jego rodzinę - podobnie jak innych rdzennych mieszkańców z tej wsi - z domu pod Nidzicą. Dom Kruków stoi do dziś, a on od wojny nawet nie przekroczył jego progu. Dwa lata temu zaczął się starać o jego zwrot. I wtedy okazało się, jak długą drogę musi przejść, by udowodnić, że on, rodowity Mazur ma prawo do fragmentu mazurskiej ziemi w rodzinnej wsi, a przy okazji odkurzyć pamięć o swoich rodzicach, którzy istnieli w pamięci ludzi, ale zniknęli z urzędowych dokumentów.

Opowieść uzupełnia panorama Olsztyna i regionu z ostatnich dwóch lat. Są w niej przywołani ludzie, wydarzenia, spotkania. Erwin Kruk przekonywał podczas czwartkowego spotkania, że wszystkich ludzi opisanych w "Spadku" potraktował przyjaźnie. - Uczyniłem tu jeden wyjątek. Otóż tym, którego nie oszczędzałem jestem ja sam - przyznał. - Pisanie tej książki bardzo mnie bolało. Ale nie chodzi tu o martyrologię. I dodał: - Moja książka nie jest obojętna i chciałbym, żeby nie była obojętna dla czytelników. "Spadek" to książka bardzo osobista, związana ze mną, ze światem, który mnie otacza.

Jak pisarz tłumaczył swój powrót do historii? - Przeszłość jest ciągle pisana na nowo, jest zmieniana przez upływający czas i ma wpływ na życie regionu, na życie osób, na pamięć lub częściej niepamięć. Jak pisał Norwid: przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej - mówił Erwin Kruk. - Przeszłość kształtowała nas wszystkich, w różny sposób, w zależności od miejsca i czasu, kiedy przyszliśmy na świat. Zarówno tych, którzy urodzili się tu przed 1945 rokiem, jak i tych, którzy przybyli tu po 1945 roku. Zebraliśmy w niej lęki, nadzieje, złudzenia i ponieśliśmy przed siebie. Rzeczywistość wydaje się pokrzywiona, podobnie jak dzieje regionu. Tu urodziły się nowe pokolenia - dwa, trzy, cztery. Dla nich nie ma innego punktu odniesienia, jak ta ziemia, która była dla nich ziemią rodzinną.

 

Głosy internautów na olsztyńskim forum gazeta.pl [2, 3 X 2009]:

 

Gość: Zagatorisen:

Kruk trzyma z "Debatą", Jarosińskim, Bachmurą i Warotem, więc dla mnie jest wielki.

Gość: m:

Erwin Kruk nie jest wielki dlatego, że z kimś trzyma. Jest wielki, bo jest uczciwy i odważny. Jak ktoś czytał "Kronikę", "Pustą noc", czy eseje E. Kruka, to wie, że zawsze taki był. Pisał o sprawach ważnych dla Mazurów i Warmiaków, bo "tak" znaczy "tak" i "nie" - "nie".
Piękna książka, smutna.

Książę-Olsztyn:

Masz rację :) Zostawmy czasem politykę gdzieś obok - E. Kruk to przede wszystkim artysta, z którego region może być dumny.

Gość: grosz:

Zgadza się. Pan Erwin nie wchodzi w żadne układy i koterie, pracuje społecznie i
stara się trzymać z dala od polityki. Powinniśmy być z niego dumni.

zbyszek07:

Dobrze, że może już pisać nie "do szuflady". Pisze o czasach zapomnianych, mimo że tak bliskich.
Często więcej wiemy o tym, co się działo przed wojną lub w jej trakcie, a tak mało prawdy o tym, co się działo z Mazurami i na Mazurach po wojnie... a działo się wiele i niestety najczęściej.... smutno.
Dobrze, że jest taki autor "z Mazur" i taka książka.
:-)

Gość: gość:

Szkoda tylko, że tak długo głos Autora nie był słyszany... Ale bywa słyszany dzisiaj (i to nie tylko na Warmii i Mazurach) i to cieszy :-)
Wnuczka Artura i Emmy

 

Listy z poczty elektronicznej do autora:

Szanowny Panie

W imieniu Mamy i swoim pięknie dziękujemy za "Spadek". Mama przeczytała Pana piękną książkę jeszcze szybciej niż ja - chyba w dwa dni. Każda z nas czytała ją z perspektywy innego pokolenia, ale tych samych bliskich relacji i z równym wzruszeniem szukałyśmy w Olsztynie swoich śladów (wspólnych przecież) i wspomnień (pamiętam pożar sądów w Olsztynie i spacery z Kołobrzeskiej na "Pana Tadka"). Ale to tylko elementy głównego, bardzo wzruszającego wątku, przebiegającego po znanych drogach południowo-zachodnich Mazur: ziemi nidzickiej i działdowskiej. Nie piszę więcej, bowiem zbyt dużo wzruszeń - podobnych imion, dat urodzenia (25 marca), miejsc (także ul. Piękna w Warszawie, gdzie pracuję). Boję się, że w miejsce treści, którą czuję, wymknie się spod mojej nieudolnej klawiatury banał, czego z całego serca chciałabym uniknąć.

Dziękuję.

I najserdeczniej pozdrawiam

Małgorzata Maj

P.S. Dziś podarowałam "Spadek" pani Zosi, zaprzyjaźnionej pani psycholog, która opiekuje sie moim dziesięcioletnim synkiem Grzesiem, cierpiącym na przewlekłą dolegliwość. To dobry czytelnik - kocha Mazury, bo rozumie i czuje ich historię. A przede wszystkim lubi i rozumie ludzi.

 

Szanowny Panie!

Dziękuję za "Spadek". Wprawdzie do 5-tej przeczytałem dopiero 111 stron, a czytać zaprzestałem kierując się rozsądkiem starego człowieka, lecz już wiem, że ofiarował Pan naszej kulturze ogólnoludzkiej WIELKĄ LITERATURĘ. Wczoraj na Zamku padły określenia, iż pisze Pan o Erwinie Kruku. Nie, to historia Mazurów zamknięta w doskonałej formie literackiej. Przywołane postaci, obok ich rzeczywistego istnienia i zachowań, stanowią niezbędny element konstrukcji tej historii ludu, co znalazł się zrządzeniem losu na pograniczu kultur. Fragment o budowlach olsztyńskich sądów stanowi metaforę losów Jego Ludu: poddasze z pruskiego muru, pożar i przebudowanie stylowego gmachu w banalną z pozoru modernistyczną postsocrealistyczną bryłę. Także zagubiony, bo wykorzeniony, lecz życiowo zaradny Alfred. No i JĘZYK. Proszę mi wybaczyć to skojarzenie, ale lektura "Spadku" przywołuje w mej pamięci dzieło Prousta, o tyle uboższe, iż ograniczone do kondycji jednostki. Podobnie prace plastyczne na tegorocznym Biennale w Wenecji, preferującym współczesne formy komunikacji wizualnej. Myślę, że moje pokolenie nie poradzi sobie z pełnym odczytaniem "Spadku", ale nie wątpię, iż szukać w nim będzie prawdy o człowieku i jego losach pokolenie mojego wnuka. Jeszcze raz dziękuję - Wojciech Lewandowski

 

Szanowny Panie Erwinie,

dużo pozdrowień znowu z Turyngii!

Jesień już nadchodzi, pada drobny deszczyk i liście opadają, wszystko razem - niepogoda. "Złota jesień" daje długo na siebie czekać.

Pracujemy znowu i chętnie przypominamy sobie pobyt wrześniowy w Nidzie, Kłajpedzie, Białymstoku, Supraślu (tu byliśmy pierwszy raz w sierpniu 1986 r., z roku na rok śledziliśmy rozwój odbudowy cerkwi) i oczywiście w wielbarskim lesie. [...].

Przed dniem odjazdu do domu byliśmy w Olsztynie w księgarni. Kupiłam ciekawe książki, spomiędzy nich - Pańską książkę "Spadek". Wieczorem w domku zaczynałam czytać i ku mojemu największemu zdziwieniu widziałam przede mną moje imię. Bardzo się tym cieszyłam i trochę dumna jestem też z tego.

Pańska książka daje okazję, aby poznać nie tylko część pańskiej drogi życiowej, lecz także brać udział w historyczno-społecznych i politycznych zdarzeniach Polski. Tego wieczoru odbędzie się prezentacja - ale niestety od 26 września jesteśmy znowu w domu.

Życzymy Panu wszystkiego najlepszego i pozdrawiamy serdecznie też Panią Swietłanę

Krystyna i Hans-Joachim Pflugbeilowie

 

Co można dodać?

Zapewne informację, że książkę można kupić w księgarniach, a także na stronie internetowej: www.mojabibliotekamazurska.pl

--------------------------------- ------------------------------------

 

Uroczystość dziękczynna w Rogu

Dnia 8 października 1989 roku odbyło się poświęcenie kościoła w Rogu, w powiecie nidzickim. Powstał on dzięki staraniom ówczesnego proboszcza ewangelickiej parafii w Nidzicy, ks. Jerzego Otelli. Był to pierwszy kościół ewangelicki wybudowany po wojnie w Diecezji Mazurskiej. Dwadzieścia lat póżniej, w niedzielę 11 października 2009 roku, ewangelicy z Rogu i Nidzicy, a także z innych miejscowości, uczestniczyli w Rogu w jubileuszowej uroczystości dziękczynnej, którą zapowiedział nowy, dopiero zainstalowany dzwon. Na nabożeństwo przybył ks. bp Rudolf Bażanowski, który wygłosił też kazanie. Liturgię zaś sprawowali ks. Roland Zagóra z Nidzicy, ks. Waldemar Kurzawa z Działdowa i ks. Witold Twardzik z Pasymia. Mały kościółek był pełny. Nabożeństwo uświetnił śpiewem chór parafialny z Nidzicy. A że wśród uczestników uroczystości byli też ci, którzy pamiętali uroczystość sprzed dwudziestu lat, to po nabożeństwie, gdy weszli do namiotów rozstawionych w sąsiedztwie, aby wypić kawę, zjeść ciastko, starali się sobie przypomnieć dawną uroczystość i ówczesną pogodę, łaskawszą dla zebranych niż tej niedzieli. Świątynia w Rogu nosi nazwę "Kościół Łaski Bożej". Jej nazwa jest wyryta w kamieniu przed wejściem. I choć Ewangelików tu nie ma wielu, a w sąsiedniej wiosce, Puchałowie, gdzie też mieszkali, nie ma już żadnej zagrody, to wierni są głęboko związani ze swoim kościółkiem - filią parafii ewangelickiej w Nidzicy. Dwa razy w miesiącu nabożeństwo odprawia tu ks. Roland Zagóra.

Książki nadesłane:

Paulus Herrmann "Relacja o czasach polskich i rosyjskich w Elblągu od stycznia 1945 do maja 1946 roku". Tłumaczenie z języka niemieckiego i wprowadzenie Mieczysław Józefczyk. Tłumaczenie z języka polskiego Róża Jamróz. Redakcja naukowa Józef Borzyszkowski i Marion Brandt. Instytut Kaszubski, Gdańsk 2009. - Podstawą tej dwujęzycznej publikacji są wspomnienia niemieckiego katolickiego duchownego z Elbląga. Książkę niełatwo się czyta, zwłaszcza ze względu na opisy okrucieństw i dramatyczne położenie tej ludności, która w Elblągu przeżywała nieludzki czas w pierwszych miesiącach powojennych. Ale jest to zarazem jedna z tych książek, które odsłaniają mało znaną i okrutną historię najnowszą, tę po przejściu frontu w 1945 roku. Ks. dr Mieczysław Józefczyk, swego czasu proboszcz parafii św. Mikołaja w Elblągu i dziekan elbląski (1968-2005), jest nie tylko tłumaczem na język polski wspomnień swego niemieckiego poprzednika, ale też autorem cennych książek o Elblągu i jego społeczno-religijnej historii: "Elbląskie drogi 1968- 1883", "Elbląg 1772-1850. Kościoły chrześcijańskie na przełomie dwu epok", " Elbląg i okolice 1937- 1956". We wprowadzeniu do relacji Paulusa Herrmanna, na podstawie materiałów archiwalnych Mieczysław Józefczyk uzupełnia to, co autor wspomnień, pisanych tuż po wojnie, pominął. Zainteresowany losem ludzi, ich tragiczną sytuacją, jakby mniejszą uwagę zwracał na zniszczoną zabudowę miasta. Jak napisał w posłowiu prof. Józef Borzyszkowski, "Szczególną kartę dziejów miasta i własnego życia zapisał ks. Józefczyk w okresie < Solidarności < i stanu wojennego. Dzięki niemu Elbląg uczestniczył szerzej i pełniej niż inni w ogólnopolskich wysiłkach na rzecz odzyskania suwerenności i wolności. [...] Do piękniejszych kart życia ks. Józefczyka - współwskrzesiciela Starego Miasta w Elblągu i ducha dawnego grodu Hanzy, zaliczyć trzeba jego wkład w porozumienie polsko-niemieckie, we współpracę na rzecz ochrony wspólnego dziedzictwa kultury, zachowania pamiątek przeszłości, choćby cmentarzy."


KARTKI MAZURSKIE, 2009 Październik Nr 10 (76) Rok X Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie
Wydrukuj stronę

(c) 2009.10.20 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl