KARTKI MAZURSKIE

2009 Grudzień Nr 12 (78) Rok X
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

650 lat Olsztynka

Książki z Działdowa

O księdzu Rückercie

O Narodzeniu Pańskim

 

WESOŁYCH ŚWIĄT!


Wszystkim domownikom wiary i ludziom dobrej woli
serdeczne życzenia radosnych i błogosławionych świąt Narodzenia Pańskiego
oraz pomyślności i szczęścia w Nowym Roku
życzy
Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie

650 lat Olsztynka


Rok 2009 jest dla Olsztynka rokiem szczególnym, minęło bowiem już sześć i pół wieku odkąd Olsztynek zaistniał na mapie. Lokowany w 1359 roku przez wielkiego mistrza Winrycha von Kniprode, poprzez wieki stawał się ośrodkiem życia społecznego i gospodarczego. W lipcu odbyła się uroczysta sesja Rady Miasta. Mimo otrzymanego zaproszenia, na uroczystości w Olsztynku nie mogłem wtedy być. Skorzystałem z zaproszenia 27 listopada, gdy w Salonie Wystawowym w Olsztynku odbyła się konferencja popularnonaukowa pod hasłem "650 lat Olsztynka" z udziałem młodzieży. Referaty dotyczyły miasteczka i jego przeszłości. Olsztyński archeolog dr Mirosław Hoffman mówił o najdawniejszych dziejach Olsztynka i okolic na podstawie badań archeologicznych, dr Arkadiusz Koperkiewicz zaś prezentował i omawiał najdawniejsze zabytki, jakie się w miasteczku zachowały. Odbudowane i mające szansę na odbudowę mury obronne Olsztynka, liczące prawie jeden kilometr, przybliżyła zebranym Wiesława Chodkowska. Powojenna historia Muzeum Budownictwa Ludowego była przedmiotem wystąpienia Jadwigi Wieczerzak, długoletniej pracownicy skansenu, której młodość i życie zawodowe upływa w tej placówce, gdyż jej ojciec, Józef Wieczerzak, był przez wiele lat dyrektorem olsztyneckiego skansenu. Duże ożywienie wywołał referat architekta Jana Salma z Łodzi, współautora "Leksykonu zamków w Polsce", który przedstawił swój projekt "rewitalizacji centrum Olsztynka". W propozycji tej, dotyczącej przyszłości, najważniejsze było wyeksponowanie zachowanych obiektów zabytkowych.

Konferencja zaczęła się od wystąpienia burmistrza Olsztynka Mirosława Stegienki. Po powitaniu uczestników spotkania burmistrz wręczył mi, przyznany w lipcu przez radę miasta, medal i dyplom honorowego obywatela Olsztynka. Była to okazja, abym w swym wystąpieniu przypomniał o swoich związkach z miastem i z jego okolicami, w których spędziłem chłopięce lata. M.in. powiedziałem:

"Był rok 1956. Do końca czerwca tego roku ukończyłem w Ostródzie pierwszą klasę szkoły zawodowej. Gdy kończyły się wakacje, dowiedziałem się o otwarciu Liceum Ogólnokształcącego w Olsztynku. Zamiast powrócić do Ostródy i zdobyć zawód ślusarza wagonowego, z rekomendacją mojego dawnego kierownika szkoły w Elgnówku udałem się na olsztynecki zamek, gdzie całe liceum to była jedna ósma klasa. Sześć tygodni dojeżdżałem rowerem do Olsztynka. Potem zdarzeniem losu i pism, które kierowały mnie do domu dziecka w Morągu, opuściłem szkołę, Olsztynek, a po czterech latach w Morągu zdałem maturę.

Przed paru laty, tu, w Salonie Wystawowym, miałem referat z cyklu "Życie codzienne na dawnych ziemiach pruskich". Szczegółowo opisałem pierwsze dziesięć lat po wojnie, które upłynęły mi w pobliżu Olsztynka. Wówczas po raz pierwszy skojarzyłem fakty, że w tych murach dawnego kościoła ewangelickiego, a dziś obiektu odbudowanego jako Salon Wystawowy, moi rodzice w 1937 roku brali ślub.

Pod koniec XX wieku starałem się wniknąć w głąb historii Olsztynka. Napisałem szkic "Historia fortepianu Szopena" (który runął na bruk Warszawy; pochodził z fabryki Buchholza, który z rodzicami wyjechał pod koniec XVIII wieku z Olsztynka do Warszawy). Pisałem o Fryderyku Dewischeicie, dyrektorze Progimnazjum w Olsztynku, autorze pieśni "Wild flutet der See", zwanej hymnem mazurskim. Na jej podobieństwo i melodię powstała mazurska pieśń "Wśród modrych fal". Następcą Dewischeita w szkole w Olsztynku był Max Toeppen, historyk, który podniósł szkołę do rangi Gimnazjum. Pisałem o nim. Pisałem też o Emilu Behringu, który ukończył szkołę w Olsztynku, a potem, w 1901 roku, za swe zasługi został pierwszym laureatem nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. Poza tym Toeppen, gdy mieszkał jeszcze w Olsztynku, zbierał materiały do swych "Wierzeń mazurskich". Pisałem o rzeczach, których inni nie odkryli, jak choćby o uczniach Gustawa Gizewiusza, których pastor przygotowywał, aby mogli uczyć się w Seminarium Nauczycielskim w Pruskiej Iławie. Zwracałem uwagę na tych kandydatów, którzy pochodzili z okolic Olsztynka. Wielokrotnie pisałem o Krzysztofie Celestynie Mrongowiuszu, pochodzącym z Olsztynka uczonym leksykografie i pastorze, i starałem się poszerzyć wiedzę o nim.

Zapewne tych tekstów, które dotyczą Olsztynka i okolic było o wiele, wiele więcej. To był mój świat lat chłopięcych. Starałem się utrwalić jego ślady, a potem, po latach - poznać też ślady ukryte.

Obecnie, gdy droga prowadzi mnie w stronę Nidzicy czy dalej, czasem proszę o to, by jechać przez Olsztynek. Patrzę na odnowione mury i okna zamku. Zgaduję, gdzie była ta klasa ósma, skąd wyruszyłem w świat."

E. Kruk

 

Książki z Działdowa

19 listopada 2009 r. miałem spotkanie autorskie na zamku działdowskim, organizowane przez Miejską Bibliotekę Publiczną, burmistrza Bronisława Mazurkiewicza i oficynę "Retman", która wydała moją książkę "Spadek". Od dyrektorki Miejskiej Biblioteki Publicznej Ewy Sotomskiej dowiedziałem się, że placówka ta mieści się w budynku historycznym, ale już od dawna jest w niej ciasno. Biblioteka nie ma odpowiedniej sali. Nie ma też czytelni. Dlatego większe spotkania, choćby gromadzące miłośników książki, odbywają się na zamku w sali konferencyjnej urzędu miasta. Pierwszy raz miałem okazję, aby popatrzeć jak wygląda działdowski zamek.

W bibliotece otrzymałem działdowskie publikacje - broszury i książki. Wcześniej, w poprzednich latach, przysłano mi pocztą działdowskie kalendarze ze starymi pocztówkami, tomy "Rocznika Działdowskiego", kilka zbiorków wierszy. Tym razem miałem okazję zapoznać się z drobnymi publikacjami: "Spacerkiem po Działdowie" Mariana Odachowskiego, "Działdowo w obiektywie Bernarda Dytkowskiego", a także z przewodnikiem po powiecie działdowskim Lidii Nygi i Wojciecha Wółkowskiego, zatytułowanym "Na Jagiełłowym Szlaku". Gdy potem przejrzałem jeszcze dwie antologie poezji, będące plonem kolejnych edycji "Ogólnopolskiego konkursu poetyckiego o Miecze Króla Władysława Jagiełły", to przyszło mi na myśl, że publikacje działdowskie oparte są na wysokim diapazonie. Przecież konkurs na wiersze nie musi mieć w tytule ani mieczy, ani króla. Niektóre wiersze zresztą - dobrze, że nagrodzone - wymykają się z tej wysokiej, narzuconej historyczności. Wszystkie te publikacje wydało Towarzystwo Miłośników Ziemi Działdowskiej. Ono też jest wydawcą dwóch książek, na które chcę zwrócić uwagę. One też poświadczają, że towarzystwu nie są obce tradycje mazurskie, żywe w dawnych wiekach i w latach przedwojennych.

Osiemnastą pozycją Towarzystwa Miłośników Ziemi Działdowskiej jest reprint książki Emilii Sukertowej-Biedrawiny z 1937 r. pt. "Działdowo w XVIII wieku". Jest to książka, do której zawsze warto zajrzeć. W latach przedwojennych Emilia Sukertowa-Biedrawina (1887-1970) była w Działdowie swoistą instytucją kultury. W słowie wstępnym wydawcy teraz piszą: "Obecnie książka nie odzwierciedla współczesnego stanu badań historycznych nad historią Działdowa, co wymaga od Czytelnika wnikliwej analizy przedstawionego materiału. Jednakże na podstawie bogatej literatury, kroniki miejskiej i kościelnej, nieistniejących dziś dokumentów cechowych, artykułów z lokalnej prasy oraz licznych, obecnie trudno dostępnych opracowań, Autorce udało się stworzyć wspaniałą narrację historyczną [...]". I to jest prawda. I jeszcze jedno: Emilia Sukertowa-Biedrawina (w swoim wstępie z 1937 r.) zaznaczyła, że przygotowując niniejszą pracę, korzystała w dużej mierze z "Kroniki kościoła ewangelickiego w Działdowie", opracowanej w rękopisie przez ks. Adolfa Büchlera. W związku z tym, że ks. Büchler przedstawił inny punkt widzenia, ona dała wyraz swemu przekonaniu, zwłaszcza gdy przechodzi od szczegółów do ogólnych ocen, aby swą narrację wzbogacić o więcej akcentów polskich.

Jako 19. pozycja ukazała się licząca 222 strony książka wspomnieniowa Bożeny Wilamowskiej, młodszej córki Emilii Sukertowej. Ojciec zmarł, gdy była dzieckiem. Jej ojczymem został niebawem Józef Biedrawa, Zaolziak, dyrektor Seminarium Nauczycielskiego w Działdowie. Te wspomnienia, to obszerne, ale wyjątki. Początki, dzieciństwo i czas przedwojenny, to nawet dobrze się czyta. Oddana tu została atmosfera lat dziecięcych, związki rodzinne, ciekawość w spotkaniach ze starszymi, w tym także stosunek do starszej siostry Wandy [Wandy Koryckiej, późniejszej redaktorki Wydawnictwa "Pojezierze"]. W tych wspomnieniach mnóstwo przewija się osób. Bożena Wilamowska zmarła 27 maja 1999 roku w Olsztynie, w wieku 78 lat. Była wdową po prof. Bohdanie Wilamowskim, pochodzącym z mazurskiej, działdowskiej wsi. W ostatnich latach jej życia często z nią rozmawiałam. Często nie zgadzałem się z jej ocenami. Był to czas, gdy jeszcze pochłonięta swoim ogrodem w Dywitach, z doskoku i pośpiesznie spisywała swoje wspomnienia. Książka nosi tytuł "Ku przestrodze". Podtytuł jest bardziej adekwatny: "Wyjątki ze wspomnień babci". Część I i II". (Działdowo 2009). Czego mi brak - to lat powojennych. Jest kilka szarż wobec kilku osób. Prawdę mówiąc, myślałem, że będzie ich więcej. A dalej - jednak - wszystko się urywa niespodziewanie. Być może, należałoby pominąć niektóre fragmenty, maszynopis lepiej dopracować redakcyjnie, by uniknąć powtórzeń i omyłek. Ale skoro to są wyjątki - to wspomnienia te trzeba przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza. W każdym razie przybliżają atmosferę przedwojennego Działdowa. W 2009 roku Działdowo obchodziło swoje święto - 665 lat istnienia.

Wydaje się, że Towarzystwo Miłośników Ziemi Działdowskiej, a wraz z nim i władze lokalne, na tym nie poprzestaną. W bibliotece zbiorów specjalnych Ośrodka Badań Naukowych im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie zachowały się monografie wsi, sporządzone przez koło krajoznawcze przy seminarium nauczycielskim w Działdowie. Ewa Sotomska z działdowskiej biblioteki już je odnalazła i przegląda. Interesujący to materiał. Osiem tek, 14 monografii wsi. Byłoby dobrze, gdyby prace przedwojennych seminarzystów, pierwszego pokolenia inteligencji mazurskiej, mogły dotrzeć szerzej do współczesnych mieszkańców regionu, choćby jako reprinty.

Erwin Kruk

 

O księdzu Rückercie

55 lat temu, a dokładnie dnia 31 grudnia 1954 roku, zmarł w Piszu śp. ks. Bertold Rückert, emerytowany pastor, były administrator parafii Pisz, Biała Piska, Drygały i Olecko. Ks. Rückert urodził się w Gostyninie 8 maja 1891 r. Studia teologiczne odbył w Dorpacie i Lipsku. Ordynowany w Warszawie 3 kwietnia 1921 r. [przez ks. J. Burschego] został mianowany wikariuszem w Gąbinie, a następnie administratorem tejże parafii. Od roku 1922 był proboszczem w Przedczu do roku 1946. W roku 1947 mianowany został administratorem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Piszu. Na skutek trwającej od dłuższego czasu choroby został z dniem 31 października 1954 roku przeniesiony w stan spoczynku.

O drodze życiowej ks. Rückerta informował nekrolog w "Strażnicy Ewangelicznej" (SE nr 3/1955), a także obszerne wspomnienie o duchownym, zamieszczone miesiąc później (SE nr 5/1955, s. 73). Jego małżonką była Maria z domu Raabe, "wierna towarzyszka doli i niedoli do ostatniej chwili jego pielgrzymki doczesnej". W Piszu u trumny zmarłego przemawiał ks. sen. E. Friszke, a w imieniu współpracowników ks. A. Jagucki; doczesne szczątki nie spoczęły na cmentarzu w Piszu, lecz wyprowadzone zostały w daleką drogę - do Świętochłowic. Tam odbył się pogrzeb z udziałem dziewięciu księży. Proboszczem w Swiętochłowicach był wówczas szwagier zmarłego, ks. Leopold Raabe. Grobem zaś opiekowała się i żona, która przeniosła się z Pisza do Świetochłowic.

O życiu i działalności ks. Rückerta przypomniała mi w listopadzie tego roku pani Halina Zięcik z Bytomia, która przedstawiła mi się jako historyk regionu przedeckiego. W miejscowości Przedecz na Kujawach, gdzie po wojnie zniknęła parafia ewangelicka, ks. Bertold Rückert sprawował opiekę duszpasterską, zarówno w czasie pokoju, jak i podczas wojny. Ponoć tam ludzie jeszcze go pamiętają. Pani Zięcik chce przypomnieć jego dokonania w historii Przedecza. Przekazałem mojej rozmówczyni podstawowe informacje, które posłużyły mi do nakreślenia sylwetki duchownego w "Kartkach Mazurskich", z podkreśleniem ostatnich lat jego pracy w Piszu na Mazurach. Otrzymałem odpowiedź: "Bardzo cenię sobie ten dar od Pana i bardzo, bardzo dziękuję od społeczności przedeckiej, gdzie Pastor Rückert pozostawił tyle dobra. Jeśli będę miała jakieś zapytania, pozwolę sobie do Pana napisać."

Pomyślałem sobie, że skoro ludzie z południa Polski wykazują zainteresowanie tym, co dobrego uczynili duchowni ewangeliccy, którym po wojnie przyszło pracować na Mazurach, to warto i w naszym regionie wzbudzić zainteresowanie na ogół mało znaną i trudną historią najnowszą. Dzięki żmudnej i godnej podziwu pracy ks. bpa Rudolfa Bażanowskiego, zwierzchnika Diecezji Mazurskiej, coraz bogatsze i bardziej przejrzyste jest archiwum diecezjalne. Biskup Bażanowski od lat skanuje i porządkuje materiały archiwalne, zarówno stworzone przez władze Kościoła, jak i związane z poszczególnymi parafiami. Ostatnio - na początku tego miesiąca - dzięki jego łaskawości otrzymałem przebogate archiwalia na płycie CD. M.in. są tam - obok innych, równie interesujących - materiały związane z powojenną historią Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Piszu. Oprócz Pisza zresztą ks. R ü ckert był wtedy administratorem następujących parafii: Kociołek, Biała, Drygały, Karwica Mazurska, Turośl, razem 969 wiernych. Te materiały mówią wiele o duchownych, w tym o ks. Bertoldzie Rückercie, ale też o problemach, z jakimi po wojnie ewangelicy się borykali w każdej - bez wyjątku - parafii.

Pierwsza konfirmacja w Piszu odbyła się dopiero 23 maja 1949 roku. Parę dni wcześniej ks. Bertold Rückert napisał w liście do ks. sen. Edmunda Friszkego, zwierzchnika Diecezji Mazurskiej:

"Drogi Seniorze

Zbliża się konfirmacja - 23.5. - rosną kłopoty w związku z odzieżą i obuwiem dla dzieci, mam ich aż 154! Częściowo ubrałem je, ale spory odsetek nie dostał nic. Dziś np. płakał jeden chłopak, że nie ma koszuli.

Czy możnaby jeszcze coś otrzymać, a zwłaszcza obuwie? Bardzo prosiłbym o to! Tak pragnąłbym wynagrodzić pilność tych dzieci, które regularnie uczęszczały na naukę, nie zważając na pogodę i daleką drogę. Będziemy bardzo wdzięczni.

Z Bratnim pozdrowieniem. Ks. B. Rückert".

Był to czas, gdy wciąż pogarszało się zdrowie duchownego. W następnym roku, gdy czasowo przebywał w Świętochłowicach, zdecydował się na badania lekarskie. W archiwaliach zachował się odpis "zaświadczenia lekarskiego" z dnia 20 września 1950 r. Dr A. Wojcieszym z Ambulatorium Szpitala Ubezpieczeń Społecznych w Świętochłowicach stwierdził poważną chorobę płuc i w zaświadczeniu napisał: "Leczenie sanatoryjne jest konieczne."

Parę dni później, 3 października, na żądanie Konsystorza, ks. Rückert wysłał pismo, w którym wyjaśnił, że nie prowadzi szkółki niedzielnej, ale że religii udziela w trzech szkołach, 12 godzin tygodniowo, a liczba dzieci wynosi ok. 140. "Więcej objąć nie mogę: nie mam czasu i nie mam sił. Opieki nad młodzieżą nie organizowałem; obsługując 6 parafii, nie jestem w stanie tej opieki prowadzić specjalnie." Tego samego dnia (3 października 1950 r.) ks. Rückert wysłał też list do seniora Diecezji Mazurskiej, w którym wyjaśnia, że z powodu złego stanu zdrowia nie może prowadzić teraz wyborów Rad Kościelnych. Dodał przy tym: "Po komisji lekarskiej w Olsztynie zajrzę natychmiast do Ks. Seniora, aby przed wyjazdem do Warszawy omówić mój dalszy los; o dniu komisji zawiadomię. [...] ks. B. Rückert".

Nietęgi stan zdrowia duchownego był przedmiotem obrad Konsystorza w 1953 r. Konsystorz skłaniał się ku temu, by ks Rückerta przenieść w stan spoczynku. Dnia 4 października 1953 r. pastor z Pisza pisał w liście do księdza seniora: "Drogi Seniorze, Otrzymałem w tej chwili pismo z NRK [Naczelna Rada Kościoła] - Tyś przecież też otrzymał odpis. A więc jednak wyrzucono mnie na śmietnik! Pragnę jeszcze zakomunikować Ci dwie rzeczy:

1. pogodziłem się w swoim czasie z uchwałą NRK pozostawienia jednej parafii Pisz, z dodaniem zasiłku, jeżeli emerytura nie jest ustawowo możliwa. Otóż po przebytej chorobie czuję się znów na siłach obsługiwać parafię Pisz - jedną tylko,

2. Mieszkanie podzielić z ks. [Ottonem] Hintzem jest praktycznie niemożliwe; zresztą nie zgodzę się nigdy mieszkać z nim pod jednym dachem. Niech sobie znajdzie mieszkanie w Białej albo w Drygałach i obsługuje te 3 parafie do ostatniego tchnienia - emerytury zasadniczo nie chcę. Mam wrażenie, że NRK nie rozumie mnie, albo nie chce rozumieć, a może i Fiszkal wszystko pokręcił. Poldkowi [ks. Raabe?] mówi jedno, mnie co innego, Tobie jeszcze co innego. Pożywiem, uwidzim [po rosyjsku]."

Przedłużono mu służbę duszpasterską o rok. Rok później, w piątek 4 października 1954 r. ks. Rückert w liście do ks. sen. E. Friszkego pisał o nierozwiązanych sprawach dotyczących mieszkania po przejściu w stan spoczynku i zapowiedział przyjazd z żoną do Olsztyna. Tutaj najciekawszy jest dopisek pod listem: "Będę Ci wdzięczny, jeśli coś uczynisz, abym mógł zostać na parafii Pisz. Chciałbym umrzeć w todze...".

Po kilku tygodniach, w ostatni dzień roku 1954, dobiegło kresu życie ks. Bertolda Rückerta.

E.K.

 

O Narodzeniu Pańskim

Mazurski poeta ludowy Michał Kajka (1858-1940) napisał wiele utworów religijnych, wzorowanych na pieśniach z dawnego kancjonału. Szczególnie wiele jest jego pieśni, które w dawnym śpiewniku, ulubionym przez Mazurów, należały do działu "O Narodzeniu Pańskim". Na tej podstawie Zbigniew Chojnowski zebrał i opracował utwory Kajki w tomie: "Michał Kajka - Mały kancjonał mazurski i opowieści ucieszne", wydanym w 2008 r. przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Olsztynie. Jako że zbliżają się Święta Narodzenia Pańskiego, jeden z tych utworów mazurskiego poety przedstawiamy poniżej:

Michał Kajka
O, gwiazdo zbawienia

Gwiazdo zbawienia,
Coś Bóstwem lśniła,
Coś bez wątpienia
Cnych prowadziła,

By na kolana
Padli w stajence
Ku żłobku Pana
I ku Panience,

Świeć nam zarazem
W grzechowym cieniu,
Bądź drogowskazem
Ku Betlejemu,

Ku Betlejemu,
Gdzie bez wątpienia
Ludowi wszemu
Lśni blask zbawienia,

Gdzie lud w niemocy
Z grzechów ciemności
Tej świętej nocy
Ujrzy światłości;

Światłości Bóstwa
Tej nocy cudu
Bóg znak ubóstwa
Podjął dla ludu.

Anielskie rzesze
W światłości stały
W pląsach, w uciesze
Pana witały,

A serca ludu
Coś żarem tchnęło,
Wśród życia trudu
Bóstwem natchnęło.

Tej ważnej chwili,
- O, święta nocy
Gdzie cni prorocy
W duchu tęsknili,

I spoglądali
Wierni za Tobą,
By Cię witali
Swoją osobą.

Świeć, gwiazdo z rana,
Abym przybyli
Ku żłobku Pana,
Bym Go uczcili.

[1928]

 


KARTKI MAZURSKIE, 2009 Grudzień Nr 12 (78) Rok X Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie
Wydrukuj stronę

(c) 2009.12.21 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl