KARTKI MAZURSKIE

2010 Luty Nr 2 (80) Rok XI
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

100. rocznica urodzin Waltera Późnego

Album Henryka Mączkowskiego

Sprawozdanie MTE za rok 2009

 

 

100. rocznica urodzin Waltera Późnego


Niezbyt często mamy okazję, by w sposób naturalny, związany z biegiem życia, pomyśleć o skomplikowanych dziejach Mazur i losach mieszkańców. Tym razem okazją do przypomnień są setne urodziny Waltera Późnego. Przypadają one na czas obecny, a dokładnie 22 lutego 2010 roku. Sędziwy działacz mazurski, ostatni z formacji inteligencji mazurskiej, którą ukształtował przed wojną ośrodek w Działdowie, mieszka w Olsztynie, przy ul. Warmińskiej.

Walter Późny urodził się 22 lutego 1910 roku w Dębowcu Wielkim w dawnym powiecie nidzickim. Był nauczycielem, dziennikarzem, działaczem społecznym i politycznym Warmii i Mazur. Wyrósł w rodzinie kultywującej tradycje mazurskiego ruchu ludowego. Sam przez całe życie był z tym ruchem związany.

Ojciec przywiózł go z Dębowca Wielkiego (wsi dziś nieistniejącej na mapie) w Prusach Wschodnich do polskiego skrawka Mazur - Działdowa. Tu, w Seminarium Nauczycielskim, Walter Późny zdał maturę. Potem jako stypendysta Światowego Związku Polaków z Zagranicy ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską w Warszawie i współpracował z czasopismami polskimi w Niemczech. W połowie 1939 roku, w obawie przed aresztowaniem, schronił się w Polsce. Brał udział w kampanii wrześniowej. W marcu 1940 roku został aresztowany przez gestapo. Z Pawiaka wydostał się na wolność po 8 miesiącach, dzięki akcji podjętej przez podziemie. Odtąd pracował w ruchu oporu na terenie Warszawy i Lubelszczyzny. Współpracował z Karolem Małłkiem i był współzałożycielem tajnego Związku Mazurów.

Niepokoił się tym, co po przejściu frontu działo się w rodzinnych stronach. Z grupą innych działaczy mazurskich (m.in. z Karolem Małłkiem i Bohdanem Wilamowskim) wybrał się Walter Późny w lutym 1945 roku do Działdowa - tego skrawka Mazur, który znał i który także przed wojną należał do Polski. W memoriale przedstawionym Rządowi Tymczasowemu RP 26 lutego 1945 r. działacze mazurscy napisali, że wojska sprzymierzone po oswobodzeniu Działdowszczyzny rozstrzelały wielu mieszkańców, większość których stanowili Mazurzy-Polacy. We wsi Komorniki Sowieci rozstrzelali rodzinę Pieszczków, w Pierławkach rodzinę posła do Krajowej Rady Narodowej Jerzego Burskiego. Wojewoda warszawski Stanisław Mazur 9 marca 1945 r. raportował do Warszawy: pijani żołnierze weszli nocą do jednego z domów w Działdowie i wymordowali wszystkich mieszkańców w liczbie 19 osób, w tym 6 Polaków i 13 Mazurów. Również we wcześniejszym memoriale, podpisanym przez Karola Małłka, Waltera Późnego i Bohdana Wilamowskiego-Korolewicza, szczegółowo podane zostały przykłady, w jakich warunkach żyje ewangelicka ludność mazurska, np. w Kisinach, i do jakich dochodzi wobec niej okropności.

Po wojnie Walter Późny został pierwszym starostą powiatowym w Szczytnie (1945-1949). To był najbardziej heroiczny czas w jego działalności: organizował życie społeczne, ochraniał Mazurów przed szabrownikami i bandytami, sprowadzał transporty UNRRA dla pozbawionych środków do życia, wspomagał parafie ewangelickie w Szczytnie i Pasymiu, i Mazurski Uniwersytet Ludowy w Rudziskach Pasymskich; przeciwstawiał się złu. Jako starosta, który dotarł do Szczytna wraz z pierwszą ekipą polskiej administracji 2 kwietnia 1945 roku, zabiegał o ocalenie zbiorów dawnego szczycieńskiego Heimatmuseum. Piastował on jednocześnie stanowisko kierownika referatu kultury. Jego natychmiastowa i konsekwentna akcja zabezpieczenia ocalałych muzealiów uchroniła je przed rozproszeniem i dewastacją. Istniejące obecnie Muzeum Mazurskie w Szczytnie dzięki temu nie zaczynało od niczego.

W okresie stalinowskim był bezpodstawnie oskarżony, w 1949 roku został aresztowany przez UB i długie miesiące spędził w piwnicach UB jako wróg ludu. W latach stalinowskich publicznie zszargano jego dobre imię. Gdy mógł już zabrać głos, w 1956 r. opublikował w "Warmii i Mazurach" (nr 16) artykuł, w którym m.in. postulował, aby "zwrócić się do miarodajnych czynników, by wyciągnąć konsekwencje do gen. Moczara - osoby, która stosowała w województwie olsztyńskim drakońskie metody weryfikacji ludności miejscowego pochodzenia i przez to wyrządziła społeczeństwu nieobliczalne szkody." Dopiero w 1956 roku został rehabilitowany. W Szczytnie pracował jako muzealnik, nauczyciel, a potem dyrektor zespołu szkół zawodowych (do 1964 roku). Piastował różne funkcje w ruchu ludowym. Przez dwie kadencje był posłem (1957-1965). Potem w Olsztynie został wiceprzewodniczącym Wojewódzkiej Rady Narodowej od 1964 do roku 1972, kiedy to skierowany został na boczny tor.

Tak wspominał w rozmowie ze mną w 1985 roku swoje odejście z pracy: " - To było w pierwszych latach gierkowskich. Byłem jeszcze w pełni sił, a tu nagle - bez niczego, bez zapytania ani podziękowania - z dnia na dzień odesłali mnie na rentę. Myślałem, że później mnie jakoś uszanują, i kiedy spytano, co będę robił, to odpowiadałem, że czas wypełni mi pisanie wspomnień. Ale gdzie tam! Przeżywać to wszystko jeszcze raz?! Przywoływać to wszystko przed oczy i udręczać się? Nie, na to już nie mam sił!

- W gazecie przytoczyli te pańskie słowa. Mówiono tam, że dlatego dano panu czas, aby mógł go pan spożytkować na spokojne pisanie.

- Ale jak tu pisać? Znowu wracać do tej udręki? Mogę powiedzieć, że w czasie wojny gestapo połamało na mnie dwa krzesła. Ale zdawać relację, jak to się później odbywało. Dla kogo to i z jakim poczuciem psychicznym to robić? Przez osiem lat, do osiemdziesiątego roku, proszę państwa, miałem rentę specjalną dla zasłużonych. Specjalną! Wynosiła tyle, że aby utrzymać rodzinę, musiałem dorabiać, brać prace zlecone..."

Mieszka w Olsztynie. Jeszcze na emeryturze można było go przed laty spotkać jako społecznego przewodnika turystycznego PTTK oprowadzającego grupy turystów. PTTK wyróżniło go w 1970 roku złotą honorową odznaką. Wcześniej był współtwórcą stowarzyszenia "Pojezierze" i redaktorem naczelnym czasopisma "Warmia i Mazury" (1957-1958). Ogłosił szereg artykułów na temat mazurskich krzywd, a także na temat historii ruchu ludowego na Mazurach. Jest współautorem monografii "Szczytna" (1962) i antologii "Bursztynowym szlakiem" (1963).

Pierwszy raz rozmawiałem z Późnym, gdy byłem jeszcze studentem. W ostatnich latach, ze względu na dolegliwości wieku, nie bierze już udziału w życiu publicznym. Dopóki starczało mu sił, często chodził z żoną na spacery, oglądając zmieniający się Olsztyn. Kiedy przed paru laty spotykał mnie na swej drodze, to witał słowami: Cześć i chwała. Ostatnie jego spotkanie publiczne to obecność w Salach Kopernikowskich olsztyńskiego zamku dnia 23 maja 2006 roku. Wtedy odbyła się pierwsza uroczystość wręczenia uchwalonej dopiero odznaki przez Urząd Marszałkowski - "Odznaki Honorowej za Zasługi dla Województwa Warmińsko-Mazurskiego". Walter Późny był w pierwszej grupie odznaczonych.

W 2007 roku dyrektor teatru Janusz Kijowski przypomniał w wywiadzie pierwsze swe wrażenia z Olsztyna. M.in. powiedział: "Pamiętam Olsztyn tuż po wojnie, z wczesnych lat 50., kiedy mama przywoziła mnie do mojego wujostwa. A Walter Późny, mój wuj, straszny gaduła mazurski, oprowadzał mnie po tym zniszczonym miasteczku garnizonowym...". Myślę, że dyrektor Teatru im. S. Jaracza, wspominający chłopięce lata, bardzo przesadził, określając swojego wuja jako "strasznego gadułę mazurskiego". Walter Późny zawsze był oszczędny w słowach.

Obecnie, na kilka dni przed setnymi urodzinami, na sesji sejmiku Województwa Warmińsko-Mazurskiego w dniu 16 lutego br., radni uczcili jubileusz Waltera Późnego podejmując uchwałę o nadaniu mu Honorowego Obywatelstwa Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Ze względu na stan zdrowia Walter Późny nie mógł sam odebrać tego wyróżnienia. Do jego mieszkania przy ul. Warmińskiej udała się po sesji delegacja z marszałkiem Jackiem Protasem, wicemarszałek Urszulą Pasławską, przewodniczącym Sejmiku Julianem Osieckim oraz szefem Kancelarii Sejmiku Wiktorem Markiem Leykiem. Jubilat był wzruszony. Przekazano mu gratulacje i kwiaty.

22 lutego przypadają 100. urodziny zasłużonego działacza mazurskiego Waltera Późnego. Z tej okazji również Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie - jak czyniło to już od wielu lat - składa jubilatowi serdeczne życzenia.

E. Kruk

 

Album Henryka Mączkowskiego

Przed wojną co trzeci mieszkaniec warmińskiego Olsztyna był ewangelikiem. Ewangelicka była też rodzina zmarłego młodo malarza Henryka Mączkowskiego. On całe życie, od urodzenia do śmierci - poza latami nauki i studiów - związany był z Olsztynem. Urodził się 3 lutego 1936 roku w Olsztynie w domu przy ulicy Roonstrasse 49 (obecnie ulica Kościuszki) w ewangelickiej rodzinie robotniczej, jako drugie dziecko z trojga rodzeństwa. Matka, Maria z domu Grzywaczewska, zajmowała się domem. Ojciec, Leon Mączkowski, pracownik tartaczny, pochodził z Pomorza. Wczesne dzieciństwo artysta spędził w Olsztynie. Tu w 1950 roku był konfirmowany w kościele ewangelickim przy Zamku.

Od 1952 do 1956 roku Henryk Mączkowski kształcił się w Liceum Sztuk Plastycznych w Zamościu, następnie studiował malarstwo w Gdańsku. W 1958 roku zawarł związek małżeński z Marią Then, koleżanką ze studiów, również olsztynianką. Dyplom z wyróżnieniem uzyskał w 1962 roku. Wtedy wrócił z rodziną do swojego miasta. Jako artysta plastyk wypowiadał się przede wszystkim w malarstwie olejnym, ale jest także autorem kilkunastu prac ściennych i plakatów. Ceniony jest za wybitny talent i umiejętność odnalezienia własnych form wypowiedzi artystycznych.

Henryk Mączkowski brał udział w konkursach lokalnych i ogólnopolskich, gdzie jego prace były wyróżniane i nagradzane. Uczestniczył w wystawach zbiorowych, miał również trzy wystawy indywidualne. Największym sukcesem było wyróżnienie plakatu "400 - lecie Rio de Janeiro" i udział w IV Międzynarodowym Biennale Plakatu w Warszawie. Choć tworzył tylko dziesięć lat, zapewnił sobie trwałe miejsce w panteonie wybitnych artystów olsztyńskich. W 1972 roku (w maju i czerwcu) przebywał w Klinice Onkologii im. Curie-Skłodowskiej w Warszawie, potem w Szpitalu Miejskim w Olsztynie. Zmarł 7 stycznia 1973 roku w Olsztynie, pochowany został na cmentarzu komunalnym przy ul. Poprzecznej.

Zachowało się 61 obrazów i 12 większych prac ściennych, nie licząc rysunków i szkiców będących w rodzinnym archiwum dzieci w Olsztynie i Gdańsku. W zbiorach Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie znajdują się 22 obrazy olejne, 3 projekty plakatów z 10 zrealizowanych oraz 16 rysunków.

Był jedynym malarzem tak ściśle związanym z Olsztynem. Po śmierci artysty, jakkolwiek wspominano go z żalem, jako człowieka niezwykle utalentowanego, miasto jakby o nim zapomniało. Parę razy o nim pisałem, zarówno w Gdańsku, jak i w Olsztynie. W mojej książce "Szkice z mazurskiego brulionu" (2003) zamieściłem szkic "Popatrzcie, to nasz malarz". Zawarłem w nim, jako wyraz własnego zaniepokojenia, również uwagi dotyczące tego, jak Olsztyn patrzy na malarza, który całe życie związał z rodzinnym miastem. Napisałem: "Olsztyn, jak dotąd, nie miał ani czasu ani pomysłu, by w jakiś trwalszy sposób - choćby przez stałą galerię albo przez ustanowienie nagrody jego imienia, albo w jakiś inny sposób - poświadczyć, że Henryk Mączkowski jest obecny w życiu współczesnym i dziejach rodzinnego miasta, w jego kulturze duchowej." Szkic ten drukowałem najpierw w "Gazecie", w styczniu 1999 roku.

Teraz z inicjatywy Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego "Pojezierze" wydany został album z grafiką i malarstwem Henryka Mączkowskiego - jednego z najlepszych olsztyńskich artystów plastyków. Album nosi tytuł: "Henryk Mączkowski - malarstwo i grafika". Spotkanie promujące album odbyło się 12 lutego 2010 roku w olsztyńskiej restauracji "Kur". O wydanie albumu dokumentującego życie i twórczość zmarłego przedwcześnie artysty malarza zabiegały jego dzieci: Katarzyna (Mączkowska-Kur) i Wojciech. Ostatecznie wydania albumu podjęło się "Pojezierze". Teksty przygotowała Krystyna Koziełło-Poklewska, projekt graficzny albumu i skład wykonał Wojciech Mączkowski, syn artysty. Album wydrukowano w Gdańsku. Wygląda bardzo pięknie. Jego wydanie sfinansował samorząd Olsztyna.

Uprawiał malarstwo, rysunek i ilustrację książkową, wykonywał projekty graficzne książek, katalogów, reklam, plakatów. Wykonywał także realizacje plastyczne na zlecenie różnych instytucji - dekoracyjne malarstwo ścienne, aranżacje wnętrz, aranżacje wystaw muzealnych np. obrazy olejne miast olsztyńskich w kawiarni "Staromiejska" (z inspiracji Hieronima Skurpskiego, a wzorem były miedzioryty z książki K. Hartknocha "Alt- und Neues Preussen", 1684) i dekorację ścienną w Planetarium. Warto dodać, że po śmierci artysty jego biogram do Polskiego Słownika Biograficznego (wydawnictwa cyklicznego, wydawanego przez PAU i PAN) opracował Hieronim Skurpski.
Pisząc o drodze twórczej artysty, Krystyna Koziełło-Poklewska podkreśla w albumie: "Malarstwo Mączkowskiego przeszło kilka etapów, od twórczości typu realistycznego o uproszczonej formie i ściszonej, jasnej tonacji barwnej, poprzez symboliczne zbliżone do surrealizmu ujmowanie rzeczywistości, martwe natury, pejzaże, kompozycje figuralne utrzymane w ciemnej brązowej tonacji z domieszką czerwieni, żółci i ugrów. W ostatnim okresie życia fascynowała go abstrakcja i żywa kolorystyka."

E.K.

 

Sprawozdanie MTE za rok 2009

Nasze stowarzyszenie jest niewielkie. Działa na miarę swoich możliwości. Jedno się nam udaje, jak do tej pory. Otóż, jak co roku, również w pierwszym kwartale 2009 roku odbyło się Walne Zebranie Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie. Dokładnie było to 15 marca ubr.

Warto podkreślić, że zeszły rok to 10 lat naszego istnienia w Olsztynie. Jako że 25 kwietnia 2009 roku przypadała dziesiąta rocznica utworzenia MTE, w dyskusji przed rokiem zwrócono uwagę na potrzebę zorganizowania rocznicowego spotkania. Na wniosek ks. bp. Rudolfa Bażanowskiego uczestnicy zebrania przyjęli z aprobatą propozycję, aby pierwsze takie spotkanie odbyło się w niedzielę 26 kwietnia br. po nabożeństwie, w sali parafialnej. Miało być ono, jak podkreślano, podsumowaniem dotychczasowej pracy, a jednocześnie okazją do opracowania programu jubileuszu, z planowaną - jeśli znajdą się środki i chęci - skromną sesją popularnonaukową. Wyrażono zgodę, aby same uroczystości jubileuszowe MTE przełożyć na termin jesienny. Był nawet wniosek, a mianowicie aby na dziesięciolecie MTE przygotować broszurową publikację, przybliżającą - zwłaszcza dla osób z zewnątrz - dotychczasowy dorobek stowarzyszenia. Postawiłem wówczas pytanie: Czy będzie to możliwe, bo wszystko zależy od ludzi i pozyskania środków na ten cel. Tę sprawę miano rozstrzygnąć na spotkaniu w dniu 26 kwietnia 2009 roku. Na jubileuszowym zebraniu okazało się jednak, że pod nieobecność wnioskodawców nikt nie podniósł zgłoszonych wcześniej propozycji.

Najbardziej udanym spotkaniem, łączącym obecnych i skłaniających ich do zwierzeń, było jubileuszowe niedzielne spotkanie w dniu 26 kwietnia ubr. Oprócz pań, które zajęły się przygotowaniem herbaty, kawy i ciastek, zająłem się jego organizacją, zapraszając do zwierzeń starsze członkinie MTE, panie Dinę Małłek i Joannę Paradowską. Wspomnienia pani Małłek nagrałem wcześniej na dyktafon. Również w trakcie spotkania zadbałem o dokumentację przeżyć. Zarówno zwierzenia Diny Małłek, jak i Joanny Paradowskiej ukazały się w Internecie, na stronie "Kartek Mazurskich" ("Kartki Mazurskie nr 4/2009). Jak sądzę, są ważnymi świadectwami życia, o których m.in. pisałem w biuletynie: "Trzeba dokumentować to, co świadczy o naszych kolejach losu, o doświadczeniu i istnieniu. Mówiłem o tym od lat także na zebraniach Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego, mając nadzieję, że wiedza o przeszłości, odległej i bliższej, przyczyni się do tego, że młode pokolenia, wychowane w innych czasach, będą miały większą możliwość wyboru. Otrzymają dokumenty o tym, co dla nich nieznane. Również w naszym środowisku ewangelickim relacje osób, które przeżyły trudną drogę, poszerzają wiedzę o tym, o czym wcześniej rzadko kto ośmielał się mówić. Zdarzało się, że ci, których zachęcano do opowieści o skomplikowanych dziejach życia, niejednokrotnie wyrażali obawy, czy obecnie, w innych warunkach społecznych, odstających od osobistych doświadczeń, to wszystko, co noszą w pamięci, będzie zrozumiane? A skoro tak - czy warto o tym mówić i narażać się na przykrość? Mimo wszystko cenne są opowieści ludzi w starszym wieku, którzy z racji przeżytych lat pamiętają nie tylko czasy powojenne na Warmii i Mazurach, ale też dzieciństwo i młodość przedwojenną. Ich zwierzenia mogą pokazać, jak skomplikowane i pełne dramatyzmu były to drogi. Ile trzeba było włożyć wysiłku, aby ułożyć się z osobistą pamięcią i znaleźć swoje miejsce na ziemi."

Relacja Diny Małłek opatrzona została tytułem: "I tak życie leci", a opowieść Joanny Paradowskiej nosi tytuł: "Nikomu nic więcej w życiu nie trzeba, tylko trochę miłości i dobroci". Podobnie jak inni uczestnicy spotkania, wyraziłem nadzieję, że tego rodzaju wyznania zbliżają ludzi, pomagają lepiej w rozumieniu ich losów. Zapewne byłoby dobrze, gdyby podobnych spotkań było więcej. Rzecz w tym, że ludzie doświadczeni, milczący o swych przeżyciach, nie są zbyt skorzy do publicznych wyznań.

Skoro już podałem przykład dokumentacji, to warto podkreślić, że tę rolę spełniają umieszczone w Internecie "Kartki Mazurskie". Osobiście poświęciłem wiele czasu ich redagowaniu. W roku 2009 ukazały się numery od stycznia do grudnia. Tylko jeden był podwójny - styczniowo-lutowy. Faktycznie więc (wliczając numery podwójne jako jeden numer) w zeszłym roku ukazało się jedenaście numerów "Kartek Mazurskich". Latem w jednej informacji podałem, że "Kartki Mazurskie" ukazują się już 10 lat. W tym roku otworzyliśmy już 11 rocznik, 79 numerów jest za nami. Kto nie korzysta z Internetu, z zawartością biuletynu może się zapoznać w wersji papierowej. Jak mówił mi ks. bp Rudolf Bażanowski, wydrukował on wszystkie numery w jednym egzemplarzu. Stanowią one pokaźny tom. Coraz więcej osób z kraju wykazuje zainteresowanie historią środowiska ewangelickiego na Mazurach. Czekają na wskazówki, książki, na odpowiedzi na pytania czy poradę, gdzie szukać interesujących materiałów. Poza tym, od połowy zeszłego roku, gdy w Warszawie powstało niezależne forum o nazwie luteranie.phorum.pl, w dziale "Linkarnia" (obok 35 innych adresów) jest adres internetowy MTE. A że tam odnotowuje się liczbę wejść, to okazało się, że do połowy lutego tych wejść na stronę MTE było ponad tysiąc.

Z innych działań należy wyszczególnić prace ks. bp. Rudolfa Bażanowskiego nad porządkowaniem Archiwum Diecezji Mazurskiej KE-A. To trwa już od paru lat. Teraz cały materiał, bogaty, po uporządkowaniu, został przeniesiony na płytę DVD. Ta praca żmudna, ale przynosząca efekty, bo łatwo dostępna dla tych, którzy interesują się archiwaliami, w tym przeszłością środowiska ewangelickiego, zasługuje na uznanie i podkreślenie. Dojście do efektów było możliwe przez to, że wszelkie dokumenty zostały przeniesione: zeskanowane, przydzielone do poszczególnych kategorii i opracowane. A jak sobie przypominam, wszystko w przypadku ks. bp. Rudolfa Bażanowskiego zaczęło się od opracowania wykazu duchownych Diecezji Mazurskiej KE-A od roku 1945 do czasu obecnego, od daty ordynacji, od czasu pełnienia posługi duszpasterskiej aż po odejście. Ale na tym nie koniec. Gdy w "Kartkach Mazurskich" pojawiły się sylwetki duchownych, w wykazie przy nazwiskach księży sporządził odnośniki, a przez kliknięcie można było zapoznać się z bardziej lub mniej obszernym biogramem danego księdza. Poza tym, gdy szuka się w Internecie biogramów osób związanych ze środowiskiem ewangelickim czy mazurskich, to coraz częściej się zdarza, że jako źródło informacji podaje się Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie. To znaczy, że nasze stowarzyszenie jest obecne.

W prasie ewangelickiej, ale także w prasie mniejszości niemieckiej w Polsce ukazywały się recenzje dr. Alfreda Czesli z książek, które dotyczą historii i kultury Mazur. W publikacjach zbiorowych, poświęconych np. Marcinowi Gerssowi, a także w "Mragowskich Studiach Humanistycznych", znalazły się w zeszłym roku i moje szkice. Tych śladów, wskazujących na istnienie naszego stowarzyszenia, było dużo więcej. Zdarzało się również, że zwracały się do nas osoby z kraju, zainteresowane sylwetkami duchownych oraz dziedzictwem kultury mazurskiej.

Mając rozeznanie co do własnych możliwości (niewielkich w sumie), a także pamiętając o zamieszaniu w ratuszu, trwającym zresztą przez cały rok 2008 i później, Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie nie występowało do władz samorządowych miasta o dotacje, ani nie planowało wydania kolejnej książki. Nie było to też przedmiotem konkretnej dyskusji. Również w roku 2009, jak okazało się, MTE nie miało żadnych dodatkowych pieniędzy. Te środki, które są na bankowym koncie, tam pozostały - naturalnie pomniejszone o opłaty wynikające z obsługi konta bankowego. Jakie to są środki - to znajduje się w protokole Komisji Rewizyjnej. Członkowie zarządu, ci bardziej aktywni, kontynuowali prace, którymi zajmowali się wcześniej, czyli w poprzednich latach. Wszystkim członkom MTE serdecznie dziękuję za obecność i dobre rady. Należy sądzić, że i w tym roku, gdy w marcu odbędzie się Walne Zebranie, stworzymy program na miarę naszych możliwości i oczekiwań. O dokładnym terminie zebrania powiadomimy w osobnych obwieszczeniach

Erwin Kruk

przewodniczący MTE

 


KARTKI MAZURSKIE, 2010 Luty Nr 2 (80) Rok XI Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie
Wydrukuj stronę

(c) 2010.02.19 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl