KARTKI MAZURSKIE

2010 Grudzień Nr 10 (88) Rok XI
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

Światła na drodze życiowej pielgrzymki

Niezwykła historia kielicha z Sorkwit

Polski protestantyzm w czasach nazizmu i komunizmu

"Wroga robota" ks. R. Mrowca

 

Światła na drodze życiowej pielgrzymki

Nie tylko na stronie internetowej, ale również w "Gazecie Olsztyńskiej", w wydaniu wspólnym na wigilię i Święta (24-26.12.2010) ukazały się życzenia, jakie do domowników wiary i do czytelników dziennika skierował zwierzchnik diecezji mazurskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego ks. bp Rudolf Bażanowski. W ślad za gazetą, dla udokumentowania świątecznych oczekiwań, podajemy ich treść:

Święta Narodzenia Pańskiego kojarzą się nam z pięknymi, radosnymi i wzruszającymi przeżyciami. Towarzyszy im mnóstwo charakterystycznych i rzucających się w oczy światełek, nie tylko na ciemnych choinkach. Możemy powiedzieć, że one symbolizują światła na drodze naszej życiowej pielgrzymki, i porównać je też możemy z oświetlonymi skrzyżowaniami na drogach, którymi podróżujemy. Wiemy, że one są tam po to, abyśmy mogli bezpiecznie podróżować i trzymać się właściwego kierunku. Na naszej drodze życia po raz kolejny możemy cieszyć się światłem tych świąt. Nie mam tu jednak na myśli światełek na choinkach ani zapalonej świecy wigilijnej czy oświetlonych witryn i ulic.

Tym światłem jest radosna wieść, że na nasz pogrążony w mrokach świat przyszedł Zbawiciel, jest nim Jezus, Syn Dawidowy. Narodził się w nędznej stajni na polach betlejemskich, na których przed wiekami młody Dawid pasł trzody swego ojca Isajego. Przyszedł do nas Pasterz, który prowadzi na pasze zielone i do wód spokojnych - prowadzi drogą życia. A to, że został złożony w żłobie, bo nie było miejsca w gospodzie, ośmieliło najuboższych tej ziemi, aby zbliżyć się do Niego.

Na wieść o przyjściu na świat Zbawiciela, obwieszczonej na polach betlejemskich przez mnóstwo chórów anielskich śpiewających: "Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie" (Łk 2:14), przebywający tam pasterze, ludzie prości i ubodzy, poszli do Narodzonego i doznali niesamowitej radości. Jak owi pasterze, a później mędrcy ze Wschodu, tak każdy może przyjść i oddać Mu pokłon, każdy może przynieść Mu w darze to, co ma - swe, może zaniepokojone, zmęczone serce, a On sprawi, że stanie się radosne i pełne pokoju, jakiego nie ma na świecie.

Ten narodzony w Betlejem Jezus pod koniec Swej ziemskiej działalności powiedział: "Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka." (Jn 14:27) Zaś po swoim zmartwychwstaniu zapewnił: "Dana mi jest wszelka moc, na niebie i na ziemi... Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata" (Mt 28: 18 i 20) [...] Tego Bożego pokoju życzę szczególnie Wam, którym ciężko na sercu, bo pojawiła się w nim jakaś troska lub smutek. Błogosławionych, zdrowych i pogodnych świąt Narodzenia Pańskiego."

Ks. bp Rudolf Bażanowski
Diecezja Mazurska
Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego

 

Niezwykła historia kielicha z Sorkwit

 W ostatni dzień roku 2010, na stronie www.luteranie/pl., ukazała się informacja niezwykła, dotycząca w jakiejś mierze zdarzenia z dziejów parafii ewangelickiej w Sorkwitach. Tym zdarzeniem było włamanie przed laty do kościoła, a teraz, po dziesięcioleciach, zwrot tego, co wówczas skradziono. Informacji tej dano tytuł: "Cuda się zdarzają". Możliwe, że to nie był cud. Na pewno jednak zdarzenie trzeba zaliczyć do niecodziennych: świadczy o tym, że nawet ci, którzy w młodości popełnili błąd, z czasem dochodzą do tego, by myśleć o ludzkich odruchach i wartościach. Po prostu dojrzały człowiek, zastanawiając się nad młodzieńczym wybrykiem, doszedł do przekonania, że źle postąpił i że ten postępek przeszkadza mu w dobrej ocenie własnej osoby.

Pewnego wrześniowego dnia do Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Sorkwitach przyszła paczka nieznanego nadawcy. Po otwarciu okazało się, że paczka zawiera... kielich komunijny [prezent konfirmantów z 1913 roku] i list. Już sama zawartość paczki była niezwykła, a jeszcze bardziej niezwykły był list. Oto jego fragment:

.W latach 70-tych byłem na wakacjach w Ośrodku ZM Ursus w Sorkwitach. Byłem z rodzicami. Coś mi odbiło i z koleżanką w nocy ukradłem ten pucharek z kościoła w Sorkwitach. Weszliśmy przez otwarte okno, jak pospolici złodzieje. I tak przez lata stał u mnie w domu. Coś tam skłamałem rodzicom i było fajnie. Przez lata traktowałem ten czyn, jak coś, co ukradłem Niemcom. Czułem, jakby ten czyn mnie usprawiedliwiał. Nie czułem winy. A była to kradzież. I tak trwało. Po latach przystąpiłem do generalnej spowiedzi w kościele rzymskokatolickim i wyznałem ten grzech. I też nie od razu odesłałem ten pucharek. Od tego czynu minęło dobre 40 lat, wielokrotnie mógłbym odnieść i zwrócić tę rzecz. Jednak tego nie zrobiłem. Z pewnością stanowi to różną wartość dla Pańskiego Kościoła. Dopiero teraz odsyłam tę rzecz i jest mi całkowicie nie fajnie. Chcę Pana przeprosić za ten czyn, Pański Kościół w sensie wiernych. Proszę o przyjęcie moich przeprosin. Mieszkam w Warszawie. Mam dwoje dzieci. Wnuczkę. Myślałem, że jestem porządnym człowiekiem, ale jak człowiek "pogrzebie" w sobie, to tak nie jest. Jest mi lżej.

A oto komentarz na internetowej stronie: Ocena własnego postępowania, ale też przykład innych może i powinien nas prowadzić do refleksji nad własnym postępowaniem, gdyż jak czytamy: "Powiadam wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują upamiętania(Łk 15,7)".

Polski protestantyzm w czasach nazizmu i komunizmu

Pod koniec roku 2010 miałem w ręku dwie książki, które dotyczą dziejów naszego Kościoła w XX wieku. Są to prace naukowe historyków, odsłaniające problematykę trudną, niekiedy skrywaną, ale przecież istotną dla lepszego zrozumienia tego, co w Kościele się działo. Pierwszą książką jest zbiór szkiców pod redakcją Jarosława Kłaczkowa, zatytułowany właśnie "Polski protestantyzm w czasach nazizmu i komunizmu". Pokaźny ten tom, liczący ponad 690 stron, składa się z trzech części. W pierwszej nakreślono obraz widziany z perspektywy, obejmujący lata międzywojenne. Znajdują się tu szkice Tadeusza Stegnera, Elżbiety Alabrudzińskiej i Olgierda Kieca, a także Wandy Musialik i Krzysztofa Brzechczyna. Druga część składa się z dwóch szkiców (Jana Szilinga i Zofii Waszkiewicz), które zatytułowano "ofiary wojny", a więc martyrologia polskiego duchowieństwa ewangelickiego w latach 1939-1945 oraz ewangeliccy kapelani wojskowi i ich wojenne losy.

Zasadniczy ciężar książki to jego część trzecia. Jest ona najobszerniejsza. Zawiera teksty ponad 20 autorów, w większości opartych na materiałach archiwalnych, kościelnych i państwowych, w tym - po raz pierwszy tak obszernie - na materiałach z archiwum Instytutu Pamięci Narodowej. Ta część ma tytuł "Czas próby - protestanci pod rządami komunistycznymi". Otwiera ją bogato udokumentowany szkic Ryszarda Michalaka "Kościoły protestanckie w koncepcjach działania Urzędu do Spraw Wyznań (1950-1989)" oraz praca redaktora tomu Jarosława Kłaczkowa "Wpływ aparatu państwowego na obsadę naczelnych władz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w latach 1945- 1951". Do ciekawych wniosków dochodzi Olgierd Kiec, opisując przełom w 1956 roku i stanowisko Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce wobec polskiego Października, a właściwie - brak zasadniczych zmian w życiu Kościoła, jakie te wydarzenia spowodowały.

Nie wszystkie prace obejmują całość zagadnień, czasem jest to ich zarys, markujący potrzebę podjęcia dalszych badań. Jest to o tyle słuszne, że Kościół Ewangelicko-Augsburski nie zmierzył się dotychczas w dostateczny sposób ze swoją przeszłością, a nawet, choć powołał komisję historyczną, nie wyraził żadnego stanowiska wobec faktu współpracy wielu jego księży i niektórych działaczy świeckich z SB. Lustracja właściwie zamarła, a skala współpracy z SB była olbrzymia. Obejmowała jedną czwartą (albo aż jedną trzecią) duchowieństwa, i część działaczy świeckich, szczególnie wysoko postawionych w hierarchii kościelnej. Istnieje podejrzenie, że ci, którzy dawniej tajnie współpracowali z aparatem bezpieczeństwa, stanowią po części grupę osób wspierających się i odrzucających potrzebę lustracji. Tak czy inaczej, kształtują obraz postrzegania Kościoła przez osoby z zewnątrz. Tymczasem, jeśli chodzi o Kościół Ewangelicko-Augsburski, to po roku 1956 bodaj nie było takiej sytuacji, aby do tajnej współpracy policja polityczna namawiała w wyniku szantażowania osób. Wcześniej, w latach stalinowskich tak było, a wielu duchownych było aresztowanych. Od 1956 roku inne względy decydowały o podejmowaniu tajnej współpracy. Bardzo interesujący, ukazujący w analityczny sposób problem pozyskiwania przez SB tajnych współpracowników, jest szkic Jana Szturca "Duchowni Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w PRL wobec Służby Bezpieczeństwa (1956-1989)". Nie zawiera on nadmiaru nazwisk ani pseudonimów. Przytacza jednak składniki decydujące o podejmowaniu lub niepodejmowaniu działań. Ukazuje nośniki pamięci historycznej, tej pamięci, która - jak niektórzy sądzą - jest nam współcześnie niepotrzebna. Największe zainteresowanie wzbudziła wśród czytelników praca historyczna Grzegorza Bębnika "Duchowni diecezji katowickiej i cieszyńskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego jako obiekt działań opresyjnych służb bezpieczeństwa Polski Ludowej". W szkicu tym odsłonięty został spory rąbek tajemnicy. Autor przytoczył nie tylko pseudonimy TW, ale także w wielu przypadkach ułatwia czytelnikom poznanie nazwisk, w tym duchownych sprawujących jeszcze dziś ważne funkcje w jednej czy drugiej diecezji. Analiza archiwaliów ukazuje, w jaki sposób funkcjonowała tajna współpraca, w jaki sposób wpływała na rozwój kariery, w jaki sposób zaspokajała próżność, w jaki sposób przysłużyła się ku temu, by zaszkodzić konkurentom. Grzegorz Bębnik jest też autorem drugiego artykułu, w którym, ukazując dzieje jednego werbunku, przybliża postać ks. Karola Kubisza i jego zmagania z UB. Ten przykład pokazuje, że i w czasach stalinowskich zdarzały się udane odmowy współpracy z aparatem komunistycznego państwa.

W tomie "Polski protestantyzm w czasach nazizmu i komunizmu" znajdują się publikacje dotyczące nie tylko Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, ale też spory o majątek Kościołów ewangelickich, w tym ewangelicko-unijnego, na Ziemiach Zachodnich, a także roszczenia majątkowe w latach dziewięćdziesiątych, poza tym podwójna diaspora, jak opisywano zbory niepolskie na środkowym Pomorzu. Inne szkice dotyczą sytuacji ewangelików reformowanych, parafii metodystycznych i ich dziejów, ruchu ewangelicznego na Białostocczyźnie, baptystów, mormonów.

Mimo licznej obecności Mazurów w okresie tużpowojennym, niewiele miejsca zajmują w książce problemy diecezji mazurskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Mają one charakter przyczynkowy, albo, jako fragmenty szerszych opracowań, służą tu jako przykład ogólnych problemów Kościoła. Warto jednak przytoczyć autorów i tematy, jakie podjęli. Oto Janusz Małłek, opierając się na archiwum swego ojca, znanego działacza mazurskiego, przedstawił "Kartki z dziejów Kościołów Ewangelickich na Mazurach po roku 1945". Ksiądz Krzysztof Bielawny (autor książki "Kościół Ewangelicko-Augsburski na Warmii i Mazurach po II wojnie światowej w spojrzeniu historyczno-ekumenicznym", 2008) omówił problemy "Kościoła metodystycznego na Mazurach po II wojnie światowej". Olsztyński historyk Grzegorz Jasiński przybliżył środowisko mormonów żyjących w Zełwągach na Mazurach (1945-1971), a swój szkic zatytułował cytatem ze słów funkcjonariusza SB: "Po linii mormonów wrogiej działalności nie odnotowano". Przed paru laty osobną książkę o przejmowaniu opustoszałych kościołów ewangelickich przez katolików napisał ks. Jacek Maciej Wojtkowski. Teraz na tej podstawie autor ten opracował szkic pt. "Losy ewangelickich obiektów sakralnych na terenie Warmii i Mazur w latach 1945- 1989".

Jak z tego wyliczenia widać, książka "Polski protestantyzm w czasach nazizmu i komunizmu", zawierająca zbiór szkiców pod redakcją toruńskiego historyka Jarosława Kłaczkowa, jest książką niezmiernie bogatą. A przecież, mimo różnorakich ujęć, jest jakby wstępem do czekających wciąż badań. Jarosław Kłaczkow te badania od wielu lat już prowadzi. Jego autorstwa jest druga książka, która w ostatnich tygodniach przeczytałem, a mianowicie "Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce w latach 1945- 1975" (Toruń 2010). Ukazała się w tej samej oficynie, co pierwsza - w wydawnictwie "Adam Marszałek". Jest również obszerna, liczy ponad pół tysiąca stron. Ma jednak inny charakter. Nie chodzi w niej o przegląd poszczególnych zagadnień, ale o procesy zachodzące w Kościele, o siłę i słabość Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w jego dziejach powojennych. Bardzo dokładnie historyk przeanalizował pierwszy okres powojenny. Aby ukazać, jak kształtowały się władze centralne, autor sięgnął do źródeł, które rzadko bywały wykorzystywane. Ukazał okres działalności Jana Szerudy jako biskupa Kościoła, podkreślając wzorce przedwojenne i duchownych, wykształconych w tamtym czasie i w warunkach decydujących o obliczu polskiego ewangelicyzmu. Potem, w latach stalinowskich, gdy biskupem był Karol Kotula, pierwszoplanową rolę odgrywał w Kościele Zygmunt Michelis. Dla zaznaczenia swego znaczenia, używał tytułu: biskup-adiunkt. Był to czas, gdy Kościół bardzo uzależniał się od państwa, a Zygmunt Michelis realizował ochoczo politykę Urzędu do Spraw Wyznań. Podobnie było po roku 1956, gdy biskupem Kościoła został Andrzej Wantuła, a ówczesny przełom polityczny w kraju nie miał większego wpływu na Kościół Ewangelicko-Augsburski. Wbrew pozorom, dopiero wybór Janusza Narzyńskiego na urząd Biskupa, w miarę możliwości stwarzał sytuację pozwalającą na osłabienie więzi władz kościelnych z Urzędem do Spraw Wyznań. Narosło jednak już sporo zgubnych tradycji i nawyków.

Kościół ewangelicki po wojnie wyznaczał z jednej strony swoje tymczasowe władze, z drugiej zaś - tworzył struktury w terenie: parafie i diecezje. Odbywało się to przy braku duchownych ewangelickich. Regułą było, że jeden ksiądz obsługiwał po kilka parafii. Temu poświęcił Jarosław Kłaczkow kolejny rozdział. Potem omówił udział ewangelików w krajowym i światowym ruchu ekumenicznym. Historyk przedstawił też relacje Państwo - Kościół. Po tych rozdziałach osobno potraktował diecezję mazurską, prezentując rozdział "Problem mazurski". Jak dla wielu badaczy, i dla Kłaczkowa ta problematyka to klęska Kościoła i państwa w pozyskaniu ludności mazurskiej. Exodus dotknął i wiernych i duchownych. W jakiś sposób na tej linii krzyżowały się też uprzedzenia katolickie i ewangelickie. Dopiero po dziesięcioleciach nastąpiły próby zbliżenia stanowisk; bardziej znana stawała się działalność diakonijna i wydawnicza. Zrodziła się też ciekawość, zwłaszcza wśród ludzi nauki, jak poszczególne Kościoły przeszły przez okres PRL.

Gwarancję rzetelności pracy daje nazwisko autora - dr Jarosław Kłaczkow, sam będąc ewangelikiem, jest historykiem od dawna zajmującym się dziejami Kościoła ewangelickiego w Polsce XX wieku.

E. Kruk

Nowości z archiwum
"Wroga robota" ks. R. Mrowca

Dzięki ogromnej pracy, jaką wykonał w ostatnich latach ks. bp Rudolf Bażanowski, archiwum Diecezji Mazurskiej zostało uporządkowane, a materiały archiwalne znalazły sie na płytach CD i DVD. Zwierzchnik diecezji pożyczył mi te płyty. Mogłem sam stwierdzić, ileż materiału się na nich mieści! Oczywiście, wszystkiego jeszcze nie zdołałem przejrzeć. Są tam powojenne dzieje parafii. Są sprawy personalne, konferencje księży, wizytacje. Mało tego, mogłem się przekonać także, jak wielkie znaczenie dla władz kościelnych - nie tylko diecezjalnych, ale i Naczelnej Rady Kościoła -miały wydziały do spraw wyznań, istniejące do 1990 roku. W sprawozdaniu ze spotkania w siedzibie WRN w Olsztynie z 1975 roku mogłem przeczytać, że ówczesny senior diecezji wychwalał olsztyńskiego dyrektora Wydziału do Spraw Wyznań, mówiąc: "Potrafi być twardy, ale w razie potrzeby podać rękę i podnieść. Jest dla nas ojcem i nie jest to frazes."

Jakkolwiek wypisałem sobie różnorakie przykłady zachowań z różnych lat, uznałem jednak, że na razie lepiej przypomnieć tych księży, którzy zachowywali dystans do władzy i za swą postawę ponosili konsekwencje. A działo się to w bardzo trudnym okresie. Oto na stronie Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w dziale "Z archiwum Diecezji Mazurskiej"zamieszczona jest korespondencja między duchownymi z lat walki z Kościołem. Bardzo nękany był wówczas ks. Rudolf Mrowiec, proboszcz parafii w Giżycku. To nękanie nie kończyło się jedynie wezwaniem księdza na rozmowy i przekonywaniem go, że robi "wrogą robotę". Nękanie miało zawsze swój dalszy ciąg.

Oto jeden z pierwszych listów ks. Rudolfa Mrowca do ks. seniora Edmunda Friszkego, dotyczący tych kwestii. Napisany został 3 grudnia 1953 roku.

"Donoszę - pisał proboszcz parafii w Giżycku - że wezwany do stawienia się, byłem 1 XII w Prezydium u referenta powiatowego ob. Pocełujko. Zarzucał mi, że chór giżycki śpiewa na nabożeństwach po niemiecku. To oczywiście nie jest prawdą, chodziło mu jednak, że pieśni zborowe ludzie, którzy śpiewają zwyczajnie w chórze, śpiewają po polsku ze śpiewników niemieckich. [...] Dalszy zarzut brzmiał, że nie zachowuję się po obywatelsku, bo w kazaniach jakoby nigdy nie nawiązuję do spraw politycznych; że w ogóle w tej sprawie nic nie czynię ani za, ani przeciw. Powiedziałem, że ambona nie jest trybuną polityczną." W swym liście duchowny przytaczał też inne przykłady, w tym groźby wobec duchownego.

W liście przytaczał ks. Mrowiec także inne przykłady, w tym groźby wobec duchownego. Po tym wszystkim duchowny giżycki stwierdził: "[...] Stwierdzam, że przez taką moralną presję służba kościelna wymaga dużego samozaparcia."

Dwa tygodnie później ks. Mrowiec znów był wezwany do urzędu w Giżycku. Dnia 16 grudnia 1953 roku, tuż po powrocie z wezwania do Prezydium PRN, napisał kolejny list do ks. seniora Edmunda Friszkego, referując przebieg zdarzeń i wymuszonej wizyty. Poinformował, że nie było przewodniczącego, rozmawiał więc z wiceprzewodniczącym, który "miał pisemko z zarzutami urzędującego od kilku miesięcy referenta wyznaniowego". Jak napisał ks. Mrowiec w liście: "Pocełujko wezwał mnie do wypowiedzenia się na temat mojej 'wrogiej roboty'." Do wiceprzewodniczącego ksiądz nie miał większej pretensji. Od nękania był bowiem referent. Wyraźnie ks. Mrowiec to podkreślił: "Ważniejsze było, co w trakcie rozmowy ob. Pocełujko mówił. Chce, bym złożył u swoich władz kościelnych podanie o przeniesienie mnie w inne miejsce z uzasadnieniem, że nie czuję się tutaj dobrze zdrowotnie, na przykład. Mówił, że ja się tu nie nadaję."

W liście do Seniora podzielił się również refleksją na temat warunków, w jakiej odbywa się jego praca duszpasterska: "Stwierdzam, że nawet przestrzegając całkowicie zasady lojalności wobec Państwa, w trudnej pracy nie ma się nie tylko poparcia, lecz nie ma się bynajmniej spokoju, będąc wciąż pod moralną dokuczliwą presją. Trudno bowiem złożyć wszystko na karb półanalfabetyzmu pracownika z referatu wyznaniowego."

Jak się miało okazać, wiosną 1954 r. ks. Rudolf Mrowiec został wyrzucony z diecezji mazurskiej. W żadnej innej też nie znalazł zatrudnienia. Do grudnia tamtego roku był bez pracy. Z dokumentów archiwalnych diecezji mazurskiej, które zachowały się po dziś dzień, możemy wysnuć następujący bieg zdarzeń. Oprócz ks. Rudolfa Mrowca, który naraził się władzom zdecydowaną postawą duchownego, nękanie ze strony władz państwowych objęło też ks. diakona Henryka Jarzombskiego, będącego na praktyce w Nawiadach i Pieckach. Oto dnia 24 marca 1954 roku z inicjatywy Wydziału ds. Wyznań skierowano pismo do Naczelnej Rady Kościoła, a podpisał je przewodniczący Prezydium WRN Juliusz Malewski. Oto treść tego pisma: "Prezydium WRN w Olsztynie zgodnie z Dekretem z dnia 9 lutego 1953 r. Nr 10 poz. 32, oraz zgodnie z zarządzeniem wykonawczym o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych Monitor Polski Nr A - 43 z dnia 13 maja 1953 r. poz. 522, zarządza niezwłoczne zdjęcie z duchownych stanowisk kościelnych księży: Rudolfa Mrowca i Jarzębskiego [właściwe nazwisko: Jarzombski - EK] Henryka oraz przeniesienie ich na placówki poza teren woj. Olsztyńskiego".

W przypadku księdza diakona Henryka Jarzombskiego, który na Mazurach odbywał drugi rok praktykę, łatwiej było o przeniesienie. Ks. Bp Karol Kotula, w imieniu Prezydium Naczelnej Rady Kościoła, skierował pismo do ks. diakona H. Jarzombskiego, w którym m.in. czytamy: "Prez. NRK zwalnia niniejszym księdza ze stanowiska p.o. administratora parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Nawiadach i Pieckach z dniem 30 kwietnia 1954 r. i mianuje równocześnie p.o. administratora Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Czarnymlesie [...] zgodnie z pismem Prez. WRN z dnia 24.III. 1954 r. Nr wZ/43/54 i w porozumieniu i za zgodą Urzędu do Spraw Wyznań w Warszawie."

Ksiądz diakon tam znalazł zatrudnienie. W przypadku ks. Rudolfa Mrowca nie było żadnych propozycji, aby objął administrację parafii w jakiejkolwiek innej diecezji. W archiwaliach zachowało się "Zobowiązanie" z dnia 15 kwietnia 1954 roku. Ks. Rudolf Mrowiec zobowiązał się przekazać wskazanemu następcy wszystkie agendy, zarówno z parafii w Giżycku, jak i ze zborów w Sterławkach Wielkich, Miłkach, Rydzewie, Węgorzewie, Pozezdrzu i w Baniach Mazurskich. Jak się wydaje, o napisanie zobowiązania zabiegała Naczelna Rada Kościoła. Mając zaś dokument, mogła okazywać go władzom państwowym, jako potwierdzenie, że wykonuje ich polecenia.

Być może jawna działalność nie budzi takiego zainteresowania, jak tajna współpraca. Ale jeśli chce się popatrzeć na uwikłanie władz kościelnych i ich nadmierną spolegliwość wobec funkcjonujących struktur państwowych, to nieodparcie nasuwa się wrażenie, że nie tylko władza komunistycznego państwa chciała decydować o tym, co dzieje się w Kościele Ewangelicko-Augsburskim, ale że niektórzy duchowni, stosownie do hierarchii kościelnej, bardzo z władzą chcieli się zaprzyjaźnić i często uważali ją za prawdziwą ostoję.
[ek]

 

 


KARTKI MAZURSKIE, 2010 Grudzień Nr 10 (88) Rok XI Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie
Wydrukuj stronę

(c) 2011.01.07 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl