KARTKI MAZURSKIE

2011 Kwiecień Nr 4 (92) Rok XII
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

Młodzi duchowni

Z życia diakon Ireny Heintze

Narodowy Spis Powszechny
Czy ujawni się coś mazurskiego?

Młodzi duchowni

Czytałem w "Zwiastunie" o młodych duchownych. Są nadzieją dla społeczności ewangelickiej. Nie wiadomo dokładnie, dokąd zostaną posłani, ale już od czasów praktyki trwają przymiarki, gdzie byliby potrzebni. Spośród czterech nowych duchownych, którzy po praktyce zostali ordynowani w Święto Epifanii w 2011 roku, dwóch, jak przedtem, pozostało w Diecezji Mazurskiej. Są to księża Dawid Robert Banach i Łukasz Piotr Gaś, którzy już w miesiącach praktyki podjęli studia doktoranckie na ChAT.

Ks. Łukasz Piotr Gaś pochodzi z rodziny pastorskiej. Urodzony w Szczecinie (1984), zamieszkał potem z rodzicami w Warszawie. Studia teologiczne ukończył pracą magisterską "Szabat w teologii ewangelickiej ze szczególnym uwzględnieniem myśli Jürgena Moltmanna"; Jest na studiach doktoranckich ChAT.

Praktykę duszpasterską odbywał w parafii Olsztyn, opiekując się filiałem w Olsztynku. Miał też nabożeństwa w Olsztynie. Teraz wspomaga parafię Ostróda, gdzie zabrakło stałego duchownego.

Drugi młody duchowny, ks. Dawid Robert Banach, pochodzi z Nidzicy, w której urodził się w 1985 roku. Świadomy jest swych mazurskich wielorakich korzeni. Do mazurskich tradycji sięgnął pisząc pracę magisterską: "Znamiona pobożności i obyczajowości przedstawicieli ruchu gromadkarskiego na terenie Mazur i Pruskiej Litwy w latach 1800- 1945"; obecnie jako doktorant ChA przygotowuje się do pracy pod roboczym tytułem: "Dzieje ewangelicyzmu na Suwalszczyźnie".

Fragment jego pracy magisterskiej ukazał się w "Kartkach Mazurskich". Ubiegłego lata organizował w Sorkwitach obóz dla młodzieży. Jak potwierdził, chce te prace kontynuować. Jego zainteresowania - to Prusy Wschodnie i Mazury, życie religijne tego regionu. Praktykę odbywał w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Suwałkach. Po ordynacji nadal tam pracuje - jako wikariusz.

Z życia diakon Ireny Heintze

Po wojnie, przez kilkanaście miesięcy, była opiekunką dwóch parafii mazurskich. Tamten czas jest już bardzo odległy. Ewangelików, którzy mieszkali w tych wioskach, od dziesięcioleci już nie ma. Ona zmarła teraz, w sędziwym wieku, 7 kwietnia 2011 roku w domu opieki "Tabita" w Konstancinie-Jeziornie. Miała 98 lat.

Irena Heintze, z domu Gollerówna, urodziła się 23 lutego 1913 r. w Warszawie. W 1933 r. ukończyła gimnazjum ewangelickie im. Królowej Anny Wazówny w Warszawie. Była jedną z dwóch kobiet, które przed II wojną światową ukończyły studia teologiczne, przełamując ówczesną tradycję, według której teologami byli wyłącznie mężczyźni.

Podczas studiów i po ich ukończeniu pracowała jako opiekunka przedszkola ewangelickiego przy warszawskiej parafii; prowadziła także lekcje religii dla dzieci i młodzieży w szkołach podstawowych i średnich.

Rok 1939 przerwał rozpoczętą pracę. Po wojnie, do roku 1947, Irena Gollerówna pracowała w Biurze Konsystorza w Warszawie. Decyzją Konsystorza została w marcu 1947 r. oddelegowana do pracy parafialnej na Mazurach (Biesal, Mańki, Languty), gdzie pracowała jako katechetka, pełniąc jednocześnie takie funkcje duszpasterskie, jak prowadzenie nabożeństw, chrztów, pogrzebów.

Niewiele zostało dokumentów z tamtego czasu. Wskazują jednak na obecność mgr Gollerówny w Olsztynie i okolicach. O jej obecności na Mazurach informował ks. sen. Edmund Friszke w piśmie do Konsystorza z dnia 8 stycznia 1948 r. Wymieniając bowiem pomocników kościelnych, w parafii Mańki w pow. ostródzkim, senior wyszczególnił filiał w Biesalu, gdzie posługę kościelną pełniła "p. Kand. Teol. Irena Gollerówna". Służyła ona pomocą środowisku ewangelickiemu w Biesalu już wcześniej, przynajmniej od 1947 r.

W materiałach archiwalnych Diecezji Mazurskiej zachowała się prośba sen. Friszkego o urlop 5-6 tygodni. Urlop planował od 5 lipca 1947 r. Pod jego nieobecność w parafii olsztyńskiej, jak wyjaśniał w piśmie do Konsystorza, "nabożeństwa będą odprawiać księża szwedzcy przy pomocy tłomaczki p. Ireny Gollerówny".

Jak długo ta absolwentka teologii przebywała na Mazurach i kiedy przeniosła się do Warszawy - dokładną datę trudno podać. Było to na pewno w roku 1948. Odtąd była pracownikiem konsystorskim. Zajmowała się wydawnictwami i prasą. W 1961 r. - już jako Irena Heintze - została redaktorem naczelnym czasopisma "Zwiastun", które powstało w miejsce dotychczasowej "Strażnicy Ewangelicznej".

 

Narodowy Spis Powszechny
Czy ujawni się coś mazurskiego?

 

Rozpoczynający się właśnie spis powszechny jest pierwszym od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Spisu dokonuje się w celu uzyskania informacji m.in. o liczbie ludności, strukturze demograficzno-społecznej i zawodowej, a także o społeczno-ekonomicznej charakterystyce gospodarstw domowych i rodzin oraz o ich zasobach i warunkach mieszkaniowych.

Poprzedni spis był wstrzemięźliwy. Właściwie zniechęcano do uwzględniania regionalnych tożsamości. Obecnie nastąpiła zmiana. Ci, którzy korzystają z internetu, mogą sami wypełnić ankietę. I pytań jest więcej. I szerszy jest ich zakres. Nic dziwnego, że początek spisu, czyli początek kwietnia, powiązany został z sytuacją na Śląsku, a zwłaszcza z działalnością Ruchu Autonomii Śląska i śląskością. Ta awantura pogłębiła zainteresowanie Narodowym Spisem Powszechnym. Zwróciła uwagę na to, że można uwzględniać swoje związki z taką czy inną wspólnotą regionalną. Często też, jak tego doświadczyłem wypełniając formularz w internecie, że oprócz związku z mazurskością mogłem zaznaczyć swój związek z Kościołem ewangelicko-augsburskim. Niedawno znajomy zapytał mnie, czy w spisie zaznaczyłem swoją mazurskość, a gdy potwierdziłem, odrzekł, że będzie nas przynajmniej dwóch. Oczywiście, był to żart. Ale wcale nie żartobliwe jest przypomnienie poprzedniego spisu. Jak przytoczyła te dane wicemarszałek województwa Urszula Pasławska, pochodząca z rodziny mazurskiej, w poprzednim spisie do narodowości mazurskiej przyznało się jedynie 25 mieszkańców regionu, do warmińskiej - nikt (nie była zresztą wyszczególniona, podobnie jak teraz) , gdy do amerykańskiej aż 36. Znacznie zaniżona została również prawdziwa liczebność mniejszości ukraińskiej. A przecież, jak skomentowała, nasz region jest najbardziej zróżnicowanym etnicznie w Polsce, co jest ogromną wartością dodaną. Wspieranie mniejszości stanowi również istotny zapis w strategii naszego województwa. Dlatego Urszula Pasławska wystosowała przed paroma tygodniami apel, by osoby czujące się Warmiakami czy Mazurami, nie zapomniały o tym przy wypełnianiu ankiet, zwłaszcza przy pytaniu 14 b: "Czy odczuwa Pan/Pani przynależność także do innej grupy etnicznej?"

Ożywienie, jakie spowodował spis powszechny, zaznaczyło się również wśród moich korespondentów, z którymi wymieniam emaile. Jeden z nich, pan Michał A. Z. badający swe związki rodzinne z obszarem Mazur napisał mi jakby na marginesie swych historycznych zainteresowań: "Szanowny Panie, trwa spis powszechny. Ankieta obejmuje w szczególności pytania o narodowość oraz o ewentualny związek z inną narodowością lub wspólnotą etniczną. Zaskoczyło i ucieszyło mnie, że wśród tych ostatnich GUS umieścił "narodowość" (?) mazurską. Właśnie zakończyłem wypełnianie formularza. Z niekłamaną radością obok narodowości polskiej zadeklarowałem związek ze wspólnotą mazurską :)

Moja rodzina opuściła Stare Prusy w połowie lat 70-tych XIX wieku i dość szybko wtopiła się w społeczność północnego Mazowsza. Nie dzieliła trudnych i skomplikowanych losów Mazurów w XX wieku. Mimo to mam zaszczyt uważać się za Mazura!"

Odpisałem mojemu korespondentowi, że spis powszechny rozbudził zainteresowania tym, czym wcześniej mało kto się zajmował. Dodałem, że jeżeli chodzi o Mazury, to mało kto poczuwał się do wspólnoty z regionem. Być może, że teraz to zainteresowanie wzrośnie (nie tylko mniejszość niemiecka). Ludzie mogą wybrać lub dopisać tożsamość także regionalną. Co prawda, dane, które spis odsłania, a mianowicie "narodowość mazurska", jest rodzajem nadinterpretacji. Ale zaznaczenie bliskich związków ze wspólnotą mazurską, będzie sprzyjać emocjonalnej lub intelektualnej więzi ludzi, którzy wybiorą te tożsamości. Może przy okazji wzrośnie też zainteresowanie Mazurami?"

Pan Michał Z., (którego nazwiska nie podaję tylko dlatego, że nie pytałem go o zgodę) odpisał mi ze zrozumieniem:

"Przyznam, że umieszczenie w ankiecie "narodowości mazurskiej" również mi wydało się nadinterpretacją. Wydaje się jednak, że autorom zależało na uwzględnieniu nie tylko narodowości, ale również wspólnot etnicznych, które wyróżnia pewien stopień odrębności historycznej, kulturalnej czy językowej. Zważywszy na klimat polityczny ostatnich lat, szczególnie najświeższe ksenofobiczne wypowiedzi niektórych polityków, postrzegam to jako jasny promyczek światła. Promyk ważny nie tylko dla tych 5 tysięcy Mazurów, którzy pozostali w swojej "zimnej ojczyźnie" i takich sentymentalnych wariatów jak ja, ale może przede wszystkim dla Mazur.

Ludzie, którzy w tej chwili zamieszkują Warmię i Mazury to w większości,< ludzie bezdomni>, bez tożsamości i prawdziwego domu. Ich również skądś wypędzono, pozbawiono tożsamości (Łemkowie, Kresowiacy, itp.). Może z upływem lat wreszcie wytworzy się w nich poczucie związku z tym miejscem, w którym teraz mieszkają. Pamiętam rozmowę z pewną starszą panią mieszkającą w jednej z miejscowości na jeziorem Luterskim koło Lidzbarka Warmińskiego. To był okres studiów i razem z moim przyjacielem włóczyliśmy się trochę po Warmii w poszukiwaniu <korzeni>. Zatrzymaliśmy się u niej i rozbiliśmy namiot w ogrodzie. Tego dnia wędrowaliśmy trochę pieszo po okolicy. Po drodze widzieliśmy całą masę opuszczonych i zniszczonych zagród. Zaczęliśmy więc wypytywać naszą gospodynię o przyczyny tego stanu rzeczy. Okazało się, że trafiliśmy na dobrze poinformowaną osobę. Gospodyni jako młoda dziewczyna została wywieziona <na roboty> i trafiła właśnie w te okolice. Pamiętała więc cały okres wojny i pierwsze lata po <wyzwoleniu>. Opowiadała nam o szabrownikach przyjeżdżających z centralnej Polski, o repatriantach, którzy legalnie lub nielegalnie zajmowali gospodarstwa, o wyganianiu dotychczasowych gospodarzy, o zmuszaniu ich do pracy za kawałek chleba i dach nad głową w ich własnym gospodarstwie, itp. itd.

Opowieść była dla nas szokiem. To był rok 1993 lub 1994. Wiele lat po wojnie, a okolica wyglądała tak jakby czas się zatrzymał.

Okazałe niegdyś zabudowania gospodarstw wydawały się nie remontowane od lat. Nie widać było również jakichś nowych budynków. Tak jakby ludzie, którzy tu osiedli mieli świadomość tymczasowości. Jakby mieli świadomość, że <to nie ich>. Takie trochę kradzione... Czy można w takich warunkach mówić o lokalnej społeczności, tożsamości, budowaniu więzi z regionem, itp?

Przeorane przez wojnę i komunizm więzi społeczne trzeba chyba po prostu tworzyć zupełnie od nowa. Ludzie mieszkają na Mazurach, ale nie ma lokalnej społeczności."

 

 


KARTKI MAZURSKIE, 2011 Kwiecień Nr 4 (92) Rok XII Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie
Wydrukuj stronę

(c) 2011.04.28 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl