KARTKI MAZURSKIE

2011 Maj Nr 5 (93) Rok XII
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

Profesor Andrzej Sakson z nagrodą Krasickiego

"Od Kłajpedy do Olsztyna"

Śp. Władysław Wiliński

Mazurskie serce

O kompetentną wiedzę o ewangelikach

 

Profesor Andrzej Sakson z nagrodą Krasickiego

Tegoroczną nagrodę im. Biskupa Ignacego Krasickiego otrzymał prof. Andrzej Sakson, socjolog, znawca dziejów ludu mazurskiego. Uroczystość odbyła się 9 maja w Sali Kopernikowskiej zamku olsztyńskiego.

Andrzej Sakson urodził się w Elblągu. Po studiach socjologicznych w Poznaniu zamieszkał w Olsztynie, w latach 1977-1985 pracował naukowo w Akademii Rolniczo-Technicznej. W 1985 roku rozpoczął pracę w Instytucie Zachodnim w Poznaniu, którym kierował od 2004 roku do marca 2011 roku.

Jest autorem licznych publikacji, członkiem wielu rad naukowych i redakcyjnych, stowarzyszeń. Był jako jedyny nie-Mazur współzałożycielem w 1980 roku Mazurskiego Zrzeszenia Kulturalnego. Od początku współpracuje z Mazurskim Towarzystwem Ewangelickim i bierze udział w sesjach towarzystwa, a w książkach wydanych przez MTE znajdują się jego referaty naukowe. Oprócz pracy w Instytucie Zachodnim, wykłada w Instytucie Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Do najbardziej głośnych pozycji w dorobku Andrzeja Saksona należy praca "Mazurzy - społeczność pogranicza". Napisana została w Olsztynie, ale wydana już w Poznaniu, w 1990 roku. Zdaniem Wiktora Marka Leyka, członka jury, udokumentowanymi badaniami wśród ostatnich żyjących w zwartej społeczności Mazurów, Andrzej Sakson wkroczył na drogę, która dostarczyła mu wiele solidnego materiału badawczego i osiągnięć.

"Od Kłajpedy do Olsztyna"

Właśnie w maju ukazała się nowa książka prof. Andrzeja Saksona. Nosi ona tytuł "Od Kłajpedy do Olsztyna", z podtytułem, który wyjaśnia zawartość: "Współcześni mieszkańcy byłych Prus Wschodnich: Kraj Kłajpedzki, Obwód Kaliningradzki, Warmia i Mazury". Książka, licząca 828 stron, ukazała się nakładem Instytutu Zachodniego w Poznaniu.

W dorobku Saksona jest to pozycja szczególna, stanowiąca niejako poszerzenie i podsumowanie ważnego kręgu badawczego, jakim były wcześniejsze badania dotyczące Warmii i Mazur, czyli polskiej części byłych Prus Wschodnich. Obecnie badania naukowe objęły także współczesnych mieszkańców Kraju Kłajpedzkiego i Obwodu Kaliningradzkiego. O tym jak książkę Andrzeja Saksona potraktowali inni naukowcy, świadczą zamieszczone na okładce zdania z recenzji wydawniczych.

Prof. Hubert Orłowski m.in. napisał: "Tom Od < Kłajpedy do Olsztyna > rozumiem jako wielką narrację o kulturowo peryferyjnym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, o jego konwulsjach w procesie budowania zrębów tożsamościowych (regionalnych, narodowych): od historycznego zarania po dzień dzisiejszy. Jest to zarazem zadziwiająco bogaty zasobnik encyklopedycznej wiedzy o demograficznych, etnologicznych, kulturowych i społeczno-politycznych wymiarach wszystkich wymienionych procesów. Tymczasem prof. Wojciech Łukowski m.in. zauważył: "Jest to przedsięwzięcie niezwykle ambitne, żeby nie użyć określenia monumentalne. Taka porównawcza refleksja jest czymś wyjątkowym, wymagającym ogromnej erudycji, dyscypliny badawczej, zmierzenia się ze źródłami o różnorakiej jakości i proweniencji."

Książka zasługuje na wnikliwą lekturę. Pobieżne czytanie tu nie wystarcza. Z podjętą problematyką trzeba się oswoić. Zwłaszcza na uwagę zasługują rozdziały traktujące o rzeczywistości po roku 1945, gdy w podzielonych częściach byłych Prus Wschodnich następowała wymiana ludnościowa. Ubywało starych mieszkańców, nowi poddani zostali trudnemu procesowi wrastania w okresie realnego socjalizmu.

Po roku 1990 następowały kolejne zmiany, które Andrzej Sakson uczynił przedmiotem swych badań. Jak się wydaje, najwięcej nowego wnoszą rozdziały końcowe. Na badanych obszarach można znaleźć wiele wspólnego. Z tego względu na uwagę zasługuje rozdział "Społeczeństwo postmigracyjne w procesie transformacji" oraz rozdział ostatni, ujmujący "nowe tożsamości w świetle badań własnych".

 

Śp. Władysław Wiliński

 

We wtorek 3 maja 2011 r. zginął w wypadku motocyklowym śp. Władysław Wiliński (24.10.1951 - 03.05.2011), członek Synodu Kościoła Ewangelicko Augsburskiego w RP i członek zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców Ewangelickich. Śp. Władysław Wiliński prowadził od 1992 r. w Mrągowie "Zakład Metalowy Władysław Wiliński", zajmujący się produkcją wyrobów metalowych i kowalstwem artystycznym. Jego dziełem jest m.in. metalowe ogrodzenie wokół ewangelickiego kościoła Chrystusa Zbawiciela w Olsztynie.

Zmarły został uhonorowany Statuetką Mrongowiusza (nr 21) za upowszechnianie kultury, mecenat nad imprezami muzycznymi, promocje dziedzictwa regionalnego i promocję Mrągowa. Był organizatorem wystaw artystycznych oraz koncertów jazzowych.

Jednym z bardziej doniosłych wydarzeń kulturalnych, w które zaangażowany był osobiście, stało się otwarcie w Mrągowie "Galerii Wiliński". Jest to miejsce nawiązujące do tradycji rzemiosła, sztuki kowalskiej, historii Mrągowa - zaprojektowane i wykonane przez Zakład Metalowy Władysława Wilińskiego. W Galerii znalazły miejsce eksponaty odrestaurowane i kolekcjonowane przez Zmarłego. Zbiory uzupełniają wystawa "Mrągowo na starej widokówce" i organizowane w Galerii koncerty jazzowe.

Galeria obok Muzeum w Mrągowie stała się w krajobrazie Mrągowa atrakcyjnym punktem turystycznym, chętnie odwiedzanym przez młodzież szkolną, turystów krajowych i zagranicznych.

Śp. Władysław Wiliński był osobą silnie związaną z mrągowską kulturą. Pozostawił żonę i dwie córki z rodzinami. Pogrzeb odbył się w sobotę 7 maja w Mrągowie

 

Mazurskie serce

To było trzydzieści lat temu. W Tygodniku "Solidarność" (1981 nr 33) opublikowałem wówczas duży szkic pt. "Dlaczego Mazurzy stracili serce". Punktem wyjścia była refleksja Melchiora Wańkowicza z jego przedwojennej książki "Na tropach Smętka". Wańkowicz napisał tam, że ze świadomością u Mazurów różnie bywało, ale jedno było stałe: Mazurzy mieli serce do tej ziemi. Od mazurskiej ziemi nie można było ich oderwać. Tak było przed wojną. W szkicu, który napisałem o czasach PRL-u, podawałem przykłady, dlaczego coraz mniej jest Mazurów i dlaczego stracili serce.

Teraz do tego szkicu nawiązał w rozmowie ze mną znajomy miłośnik Mazur. Chciał się dowiedzieć, jak ja po trzech dziesiątkach lat oceniam tytułowe pytanie. Czy jest lepiej, czy gorzej? Wydaje mi się, że jest inaczej. Nie spieszę się zatem z oceną. Wtedy, trzydzieści lat temu, byłem bardziej zdecydowany, bardziej radykalny. Wiedziałem, że jest źle. Ale jednocześnie, stawiając sprawy na ostrzu noża, byłem jakby większym optymistą. Okazało się, że niebawem nastał stan wojenny. Nie było już Tygodnika "Solidarność". Po jakimś czasie redakcja miesięcznika "Więź" zwróciła się do mnie o to, by kontynuować problematykę mazurską. Wysłałem tam artykuł "Cisza na Mazurach". W zapowiedzi kolejnego numeru ten tytuł jeszcze się pojawił na okładce. Później jednak, w kolejnych numerach, nie było już żadnego śladu, że jakikolwiek artykuł o Mazurach miał się ukazać.

Trzydzieści lat to szmat czasu. Nadzieje i oczekiwania były na miarę zrywu, który potem, po wprowadzeniu stanu wojennego, został stłumiony. I choć teraz, ponad dwadzieścia lat żyjemy w demokratycznym państwie, to przecież procesy społeczne, które zaszły wcześniej, nie zatrzymały się. Mało tego, w wolnej Polsce przez długi czas z lekceważeniem, a w każdym razie bez wsparcia, patrzono na grupy etniczne. W polityce bowiem zachwalano od początku zasadę parytetu. Interesowano się mniejszościami narodowymi, które za granicami naszego kraju miały większość. Uważano bowiem, że w ten sposób potraktowani będą Polacy, którzy za granicami stanowią mniejszość. Nie zwracano jednak uwagi na grupy etniczne, żyjące wewnątrz kraju i nie mające za granicą żadnego wsparcia.

Jedną z tych grup jest resztka wspólnoty mazurskiej. Niestety, okres transformacji ustrojowej nie przyniósł ożywienia i umocnienia. Wprost przeciwnie - coraz mniej wiemy o Mazurach. Każdy, kto cokolwiek słyszał o tej krainie lasów i jezior, wraz z innymi powtarza: Mazury - cud natury. Skoro natura była tak łaskawa, to warto pamiętać o tym, że samorządowcy, w sporej mierze, są przeciwko temu, by w regionie utworzyć Mazurski Park Narodowy. Czy są zatem za naturą? Czy w ten sposób chcą zachować dziedzictwo natury? Są małe organizacje, które występują przeciwko niszczeniu krajobrazu geograficznego i kulturowego. Na razie jednak nie one mają decydujący głos.

Ktoś zapytał mnie, jakie książki trzeba znać, aby mieć orientację o Mazurach? Pytanie zaskakujące. Może te, które ja przeczytałem? Zastanawiałem się nad tym: "Nowo wydany Kancjonał Pruski", gwara mazurska, świadomość losu, poezja ludowa, religijna, wzorowana na pieśniach z kancjonału; dziedzictwo ewangelickie, po którym niewiele zostało. Mazurów nie ma jako grupy etnicznej. Kiedyś doszedłem do wniosku, że grupy etniczne nie przemijają całkowicie, jeśli współczesność czerpie wzory z jej tradycji. Ważny jest zwłaszcza folklor muzyczny. Dawniej były zespoły ludowe, które śpiewały pieśni warmińskie lub mazurskie. Obecnie tego, co mazurskie, jest mniej. Wiedza o tym, jak bogaty materiał opublikowano, nie dociera nawet do miłośników muzyki.

Parę lat temu pisałem o tomie "Pieśni ludu znad górnej Drwęcy", zebranych przez ks. Gustawa Gizewiusza w Ostródzie i okolicach. To było prawie 170 lat temu, gdy ewangelicki duchowny, redaktor i folklorysta zajmował się kulturą mazurskiego ludu. Tyle pieśni Gizewiusz zebrał. Niektórzy uważają, że po wojnie, czyli po 1945 roku, nie było Mazurów, ani nie było pieśni. Z wielkim opóźnieniem - w latach, gdy pieśni mazurskiej już zgoła nie słychać - ukazał się ogromny, pięcioczęściowy tom "Warmia i Mazury" z serii "Pieśń i Muzyka Ludowa", wydany w 2002 roku przez Instytut Sztuki PAN. Autorami opracowania zbiorów są nieżyjący już badacze: Barbara Krzyżaniak i Aleksander Pawlak. Z panią Barbarą Krzyżaniak, która z grupą olsztyńskich folklorystów jeździła po regionie i zajmowała się m.in. opisem obyczajów mazurskich, wymieniałem nawet korespondencję. M.in. dowiadywałem się od niej, jakie kłopoty mieli autorzy z akceptacją i wydaniem pięcioczęściowego tomu. Tymczasem w Olsztynie tom "Warmia i Mazury" z serii "Pieśń i Muzyka Ludowa" jakby w ogóle nie istniał.

Nikt nie korzysta z otrzymanego bogactwa. A przecież, w nawiązaniu do istniejących zasobów, można wprowadzić nowe aranżacje utworów ludowych. Można stworzyć nowe kompozycje, nawiązujące do zapomnianej tradycji. To by świadczyło o tym, że próbuje się nawiązać do wzorów mazurskich. Być może takie próby trwają. O nich jednak jest głucho.

Podobnie jest z książkami. Trudno zaprezentować gotowy zestaw. Kogo interesuje region i jego przeszłość, ten znajdzie odpowiednie publikacje. Nie ma gotowego zestawu lektur. Mnie interesują wszystkie książki dotyczące Mazur. Innych - interesować nie muszą. Na pewno wśród tych książek, które warto przeczytać, powinna się znaleźć książka Maxa Toeppena "Historia Mazur". Szukając dalej, mógłbym dorzucić "Muzeum Ziemi Ojczystej" Siegrieda Lenza, albo jego mazurskie humoreski o Sulejkach, a także widowiska opracowane przez Karola Małłka.

Kultura jest jakby mniej ważna. Obserwujemy jednak nowe zjawisko, świadczące o potrzebie zakorzenienia. Ciekawe wydają się pisma wydawane w miastach powiatowych, w zasadzie roczniki. Współcześni mieszkańcy mają okazję zapoznać się z lokalną historią. Takie roczniki ukazują się m.in. w Szczytnie, Piszu, Węgorzewie, Giżycku, a ostatnio w Ostródzie. Są też gminne zapisy historii lub wydarzeń, które przetoczyły się przez spokojne dziś miejscowości. Ostatnio miałem okazję zapoznać się z "Zapiskami Zalewskimi", wydawanymi w Zalewie.

Jeżeli chodzi o publikacje, to sporo jest takich, które dotyczą Mazur. Gorzej jest z ich dostępnością. Nasze Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie nie należało nigdy i nie należy nadal do stowarzyszeń, które cieszą się większym wsparciem. MTE żyje swoim rytmem. Jeśli jednak otworzymy strony stowarzyszenia, to przecież znajdziemy tam materiały, gdzie indziej niedostępne. Tak jest nie tylko z opracowywanym przeze mnie "Małym Słownikiem Gwary Mazurskiej", ale także z przysłowiami mazurskimi , ze świadectwami mazurskiego życia, z pewnymi drobiazgami, wydobytymi z dziejów regionu, z utworami zapomnianych poetów ludowych, z opracowaną przez bp. Rudolfa Bażanowskiego historią parafii, które były przed wojną i po wojnie.

Niestety, ta mazurskość, która po 1945 roku była jeszcze obecna, już trzydzieści lat temu należała do przeszłości. To wtedy w Tygodniku "Solidarność" napisałem szkic "Dlaczego Mazurzy stracili serce". W 1981 roku wydawało się, że choć społeczność mazurska się rozpadła, to do ocalenia jest jeszcze kultura mazurska. Doprawdy, trudno mi powiedzieć, co zostało. Wbrew mojemu pesymizmowi, spotykam ludzi, i to przeważnie młodych, którzy prowadzą badania, żywotnie interesują się mazurskim krajobrazem kulturowym. Nie chcą się godzić na to, że ich miejsce urodzenia czy zamieszkania niewiele znaczy.

E.K.

O kompetentną wiedzę o ewangelikach

W "Zwiastunie Ewangelickim" nr 10 (na 29 maja 2011 r.) ks. Jan Badura poświęcił swój stały felieton książkom Erwina Kruka i ich mazurskim odniesieniom. M.in. napisał: "Chyba nikt współcześnie nie opisuje lepiej dziejów tej krainy jak właśnie urodzony w Dobrzyniu koło Nidzicy pisarz - Erwin Kruk. Jego warsztat literacki, talent poetycki oraz gruntowna wiedza dotycząca przeszłości regionu pozwalają śledzić dokładnie dziedzictwo kościoła ewangelickiego. Stanowią też nieocenioną promocję bezstronnej edukacji w zakresie historii ewangelicyzmu, jego roli w przeszłości i współczesności. Tak się wydaje, że otoczeniu brakuje na co dzień kompetentnej wiedzy o ewangelikach w naszym kraju."


KARTKI MAZURSKIE, 2011 Maj Nr 5 (93) Rok XII Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie
Wydrukuj stronę

(c) 2011.06.09 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl