KARTKI MAZURSKIE

2011 Lipiec - Sierpień Nr 7/8 (95 i 96) Rok XII
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

Potomkowie Mazurów na Syberii

Odejście proboszcza

Jeden z parafian

List z Orzyn koło Szczytna

 

Potomkowie Mazurów na Syberii

Pisano tego lata sporo o Mazurach i ich potomkach. Dziwiłem się, skąd to zainteresowanie. Ale sam byłem ciekaw, co o mazurskich przodkach wiedzą w dalekich stronach. O tym, że Mazurzy wyjeżdżali pod koniec XIX wieku na różne kontynenty,wiedziałem ze starych czasopism. Była tam jednak mowa o pojedynczych rodzinach albo o kolonistach. Te informacje nie miały dalszego ciągu. O czym więcej wiadomo, to o ewangelikach na Wołyniu. Tam ks. Edmund Schultz napisał o nejdorfianach, że to oni sami nazywają się holendrami. Nie byli nimi jednak. Nadbużańscy olędrzy wzięli się od określenia Hauland (hauen = ciąć, Land = ziemia), bo dla założenia osady musieli wycinać lasy i krzewy. W ciągu wieków zmieniały się ich nazwiska. Poszerzeniu języka polskiego sprzyjało polskie otoczenie.

Koloniści ci byli najczęściej ewangelikami. Tam, gdzie osiadali, organizowali parafię ewangelicką, ale zanim ona powstała (co trwało nieraz nawet kilkanaście lat), nabożeństwa odprawiali sami lub wyznaczony przez nich kantor prowadził tzw. czytane nabożeństwa (z postylli, wydanego zbioru kazań). W I połowie XIX wieku w niektórych parafiach ewangelickich ich członkowie zaczęli organizować dodatkowe nabożeństwa w mieszkaniach prywatnych lub domach modlitwy. Ich organizatorzy wywodzili się najczęściej z kręgów pietystycznych.

Na Mazurach o Mazurach cicho. Ale tego lata powstał hałas. To przez przyjezdnych, przez gości. Tego lata przodkowie Mazurów, o których mało kto słyszał, pojawili się na krótko w naszym regionie. Sięgnąłem po dostępne materiały, zarówno z dawnych czasopism, jak i artykułów w internecie, aby mieć jakieś rozeznanie w temacie. Czytałem również miejscową prasę, w której o Mazurach od lat nie pisano, ale teraz ogólnie informowano o potomkach Mazurów, którzy jako zespół "Syberyjski Krakowiaczek" przybyli w gościnę z Abakanu na Syberii.

Byli na Mazurach i Warmii, poznawali kulturę regionu, a także zabytki ludowe i gotyckie zamki. Do Polski jechali sześć dni,przebyli sześć tysięcy kilometrów, spędzili 120 godzin w pociągach. Tak daleko od Polski jest południowa Syberia. A druga sprawa, to fakt, że goście, mieszkańcy obszaru, który nazywa się Republiką Chakasji, polubili polską kulturę ludową. Dzięki niej niektórzy już po raz kolejny trafili do Polski, poznają polskie tańce i pieśni, występują na festiwalach.

Pewniejsza jest świadomość, że ich przodkowie, dobrowolni osadnicy lub zesłańcy, mówili kiedyś po polsku i że pochodzili z tych stron, które oni, wnukowie lub prawnukowie, mogą teraz oglądać. Również język polski, którego znajomość pod koniec XX wieku była szczątkowa, dzięki spotkaniom i możliwościom, jakie daje Szkoła Polonijna w Abakanie, staje się mową coraz bliższą. Bliżsi są ich nieznani przodkowie A choć minęło wiele dziesięcioleci, coraz więcej osób pamięta o polskich korzeniach. Mimo to Syberia to ich kraj; nie chcą jej opuścić.

Samo ożywienie, że na Syberii słychać polski głos, zaczęło się dopiero w latach dziewięćdziesiątych zeszłego wieku. Wcześniej nie uznawano jakichkolwiek różnic. Komunistyczne represje sprawiły, że że nowi mieszkańcy, którzy znaleźli się na Syberii, nie mogli kultywować swojej kultury ani języka. Zamierało tępione życie religijne. Wszystko to sprawiło, że rodzice nie rozmawiali z dziećmi po polsku, uważali, że w tej rzadko zaludnionej głuszy język polski się nie przyda. Nawet młodzi, którzy pamiętali o swych przodkach, lub napomykali o ich pochodzeniu, byli stopowani przez sowieckich urzędników. Ci pytali o znajomość języka polskiego. Prawie nikt z nich nie znał. Byli więc zapisywani jako Rosjanie.

Ożywienie przyniosły zmiany polityczne pod koniec XX wieku. Wśród ludności autochtonicznej, ale także wśród mniejszości, budziła się tożsamość narodowa. Wolno, ale na Syberii poczęły rozwijać się także różne formy życia polonijnego. Są zorganizowani, jeźdżą na festiwale, uczą się języka polskiego, studiują. Do ich organizacji "Polonia" należy grupa inteligentów. W większości są to ludzie młodzi. Piszą prace naukowe, m.in. dotyczące dziejów Polaków na Syberii. Jak w poprzednich latach, również w tym roku najpierw byli na światowym festiwalu zespołów polonijnych w Rzeszowie, a potem zwiedzili kraj przodków i nasz region, z którym, według przekazów domowych, mieli styczność ich przodkowie. Większość członków zespołu (dotyczy to osób starszych) nie mówi po polsku. Tancerze z "Syberyjskiego Krakowiaka" przyjeżdżając do Polski, która wielkością przypomina Chakasję, są zdumieni, jak wiele ludzi może zamieszkiwać na porównywalnej do ich kraju powierzchni. W Polsce 38 mln ludzi, w ich kraju - 650 tys.osób.

Młodsi, którzy do Polski przyjechali w sierpniu, należą do "Syberyjskiego Krakowiaczka". Język polski jest im bliższy. W "Syberyjskim Krakowiaczku" występują potomkowie Mazurów, którzy ponad 100 lat temu osiedlili się na dalekiej Syberii. Syberia powszechnie kojarzy się Polakom ze zsyłkami. Tymczasem okazuje się, że ponad połowę współczesnej Polonii syberyjskiej (liczącej ok. 40 tysięcy osób) stanowią potomkowie dobrowolnych osadników z przełomu XIX i XX w. Organizacja zrzesza potomków przymusowych i dobrowolnych osadników z początków XX w., którzy przybyli na tereny Południowej Syberii, w odróżnieniu od innych części Syberii, gdzie dominowali zesłańcy. W związku z tym Polakom z tego regionu udało się lepiej zachować swoją polskość i język, czemu przykładem najlepiej służą rozwijające się obecnie polskie wioski Znamienka i Aleksandrówka, zamieszkałe przez Mazurów. Deportacje organizowała władza sowiecka. O nieznanym epizodzie mazurskiej emigracji pisze dr Sergiusz Leończyk, który od lat zbiera materiały, wspomnienia, stare zdjęcia dotyczące polskiej diaspory na Syberii. Na razie to, co zebrane, nie układa się w całość. Sto kilkadziesiąt lat minęło. Teraz powoli ludzie szukają sami własnej tożsamości.

Polacy są bardzo liczną grupą w 170-tysiecznym Abakanie, największym mieście republiki. A pod samym miastem jest jeszcze bardzo oryginalna wieś Znamienka, gdzie żyją potomkowie Polaków, którzy przywędrowali tu w XIX w. z Mazur. To o tej wiosce dr Sergiusz Leończyk mówi: I żeby było jeszcze egzotyczniej, nie są katolikami, ale są baptystamii, a język polski przetrwał wśród nich dzięki Biblii po polsku. Byli ewangelikami, pietystami, także gromadkarzami. Gdy zabrakło pastorów, ich rolę pełnili świeccy kaznodzieje. Dzięki ewangelickim drukom, kancjonałom i postyllom, które ukazywały się w Królewcu, polski język ksiąg religijnych stał się językiem sakralnym. Te książki przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie. Nawet ci, którzy nie znali już języka polskiego, korzystali z rosyjskiej transkrypcji i rozumieli, czego czytany fragment dotyczy. Obecnie z wolna wraca też język polski na Syberię. Są tam nauczyciele, którzy studia kończyli w Polsce. Niektórzy unikają trudnych warunków i położonych w głuszy wiosek. Zdarza się jednak, że nauczyciele języka polskiego wybierają pracę w głębokiej irkuckiej tajdze. Tak po studiach polonistycznych w Gdańsku do swej wioski Wierszyna wróciła Ludmiła Figura-Żentas. Także w Znamience, wiosce zamieszkałej przez potomków Mazurów, języka polskiego uczy Olga Szuszenaciewa, która stąd pochodzi (jest w "Polonii" prezesem oddziału "Mazury" w Znamience) i ciągle doskonali metodykę nauczania, zarówno na kursach w Polsce, jak i w Abakanie.

Goście z Polski, którzy rzadko trafiają na Syberię, odwiedzając wsie Znamienkę i Aleksandrówkę, od razu mogą porozmawiać w ojczystym języku i cieszą się z tego, że tak daleko od Polski Polacy mówią po polsku, na co mieszkańcy odpowiadają: "My nie mówimy po polsku, ale my gadamy po mazursku, bo jesteśmy Mazurami!"

Syberyjska organizacja "Polonia", założona w 1993 roku, zrzesza ponad 615 członków i jest największą w Republice Chakasji, a prawdopodobnie i w Federacji Rosyjskiej. Prezes "Polonii" Sergiusz Leończyk, który zaczynał działalność jako student wyższej szkoły pedagogicznej, obronił na uniwersytecie w Szczecinie w roku 2004 pracę doktorską o Polakach na południu guberni Jenisejskiej w XIX - XX wieku. Organizacja, której przewodzi, posiada 4 terenowe oddziały: w Abakanie, Znamience, Abazie (oddział oficjalnie jeszcze niezarejestrowany) i Sajanogorsku. W dosyć szybkim czasie doszło do zorganizowania Szkoły Polonijnej w Abakanie z 4 etatami dla nauczycieli języka polskiego (etaty finansowane przez Miejski Wydział Edukacji i Ministerstwo Edukacji i Nauki Chakasji), gdzie liczba uczniów stanowi 120, w Znamience - 1,5 etatu i 60 uczniów, a w Sajanogorsku - na razie bez etatu.

Teraz Szkoła Polonijna w Abakanie ma swoją oficjalną stronę internetową. Od 1999 do 2007 r. dwunastu absolwentów zdało egzaminy wstępne na studia wyższe w Polsce i obecnie studiują (trzy osoby już ukończyły studia, dwie z nich piszą prace doktorskie). Organizacja "Polonia" aktywnie bierze udział w życiu kulturalnym Republiki. Nie angażuje się jednak w życie polityczne i nigdy nie popierała żadnych partii ani kandydatów partyjnych na stanowiska deputowanych.

Wraz z innymi organizacjami polonijnymi wchodzi w skład Kongresu Polonii w Rosji. Na czym polega praca "Polonii" na obszarze Syberii? W wywiadzie dla polskiego czasopisma, "Dobry Znak" (2008), zajmującego się życiem Polaków i Polonii na świecie, Sergiusz Leończyk mówił: "Głównym celem Kongresu Polonii w Rosji jest praca nad odrodzeniem języka polskiego i tradycji katolickiej oraz protestanckiej (potomkowie Polaków z Mazur). Realizuje się to m.in. poprzez zakładanie szkół polonijnych, zespołów folklorystycznych, inicjatywy kulturalne."

(EK)

 

Odejście proboszcza

Nocą 18 lipca 2011 r. odszedł do Pana śp. ks. prof. dr hab. Alfred Tschirschnitz - długoletni proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Szczytnie oraz naukowiec w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Zmarł w szpitalu w Szczytnie, po kilkumiesięcznej chorobie nowotworowej. Przeżył 63 lata.

Uroczystości pogrzebowe śp. ks. A. Tschirschnitza rozpoczęły się w kościele ewangelickim w Szczytnie21 lipca 2011 r. Druga część pogrzebu odbyła się na cmentarzu w Szczytnie.

Ks. Alfred Tschirschnitz urodził się 10 marca 1948 r. w Warszawie. W latach 1967-1972 studiował w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Z dniem ordynacji, 3 grudnia 1972, został wikariuszem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Ostródzie. W marcu 1973 zawarł związek małżeński z Beatą z d. Ryba. Z ich małżeństwa urodziło się czworo dzieci. W latach 1982-84 obsługiwał także parafię w Elblągu i stację kaznodziejską w Mikołajkach Pomorskich.

W styczniu 1984 r., po zdaniu II egzaminu kościelnego "pro ministerio", został mianowany administratorem PE-A w Ostródzie, gdzie w listopadzie tego roku Zgromadzenie Parafialne wybrało go na stanowisko proboszcza.

W kwietniu 1991 r. Ks. Alfred Tschirschnitz został wybrany na proboszcza Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Szczytnie. Urząd ten piastował przez 20 lat, aż do śmierci.

W latach 1992 - 1997 był członkiem Rady Diecezjalnej Diecezji Mazurskiej.

Ks. prof. dr hab. Alfred Tschirschnitz był także wieloletnim wykładowcą Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej i kierownikiem Katedry Starego Testamentu. Jest autorem książek - Dzieje ludów biblijnych i Kult Baala i Aszery w tekstach Starego Testamentu. Studium historyczno-teologiczne oraz szeregu publikacji w "Roczniku Teologicznym" ChAT.

Ponadto ks. A. Tschirschnitz dokonał tłumaczenia na język polski Księgi Psalmów oraz innych ksiąg Starego Testamentu. Pozostawił żonę, trzy córki, syna i dwoje wnucząt. (BIK)

 

Jeden z parafian

Ś.P. Tadeusz Paradowski był mężem Joanny Paradowskiej. Zmarł 22 lipca 2011 r. w wieku 87 lat. 25 lipca odbyło się nabożeństwo żałobne w ewangelickim kościele Chrystusa Zbawiciela. Potem odprowadzono Ciało na cmentarz komunalny przy ul. Poprzecznej. Tadeusz Paradowski, pochodzący z Mławy, po wojnie był związany z Olsztynem. Tu się ożenił. Często widać ich było na nabożeństwie. Żona bardzo dbała o męża, w ostatnim miesiącach już schorowanego. Jej świadectwo życia zostało zamieszczone w "Kartkach Mazurskich" pt. "Nikomu nic w życiu więcej nie trzeba, tylko trochę miłości i dobroci". To numer kwietniowy biuletynu, czwarty, z 2009 r. O swych doświadczeniach żona Tadeusza tak mówiła: "Ja nigdy jednego dnia - w ciągu tych 61 lat małżeństwa, nie byłam nieszczęśliwą. Zawsze byłam szczęśliwą. U nas z Tadeuszem życie układało się bardzo dobrze. A jeżeli chodzi o majątek, to jest to przebrzmiała melodia. I nie chcemy, i nie zwracają. I tylko tak mówiłam o tym Ostrowiu i tamtejszych krajobrazach, bo to była moja młodość.

My mamy to, co nam potrzeba. I nie potrzebujemy niczego więcej. Mamy w Olsztynie siostrę Fredzię, mamy Waldka, siostrzeńca, który nam pomaga. I Bożenka dzwoni do nas bez przerwy. I chcemy tylko, by Pan Bóg nas nadal otaczał i chronił, jak dotąd. Zwycięża miłość i dobroć, i nic więcej. Nikomu nic w życiu więcej nie trzeba, tylko trochę miłości i dobroci."

 

List z Orzyn koło Szczytna

 

"W swoich ostatnich 'Kartkach mazurskich' zawarł Pan kilka refleksji nt. realizacji programów nauczania w zakresie tematyki regionalnej - napisał mi miłośnik historii i przyrody regionu pan Wiesław Domalewski, z którym od roku prowadzę ożywioną korespondencję. - Spostrzeżenia raczej trafne, i dlatego - smutne. W odniesieniu do powyższego napiszę o pewnym wydarzeniu. Tak się złożyło, że w połowie lipca w sąsiednim Targowie nocowała 25-osobowa grupa harcerek z Płocka. Wieczór spędzały u sołtysa i z mojej inicjatywy zrobiliśmy dziewczynom inscenizację przybycia Prusów z ich kapłanem (krywe, kriwe). Rzecz działa się w nocy w blaskach pochodni. Zrobiliśmy wrażenie... A później w świetle ogniska opowiadaliśmy o dawnych mieszkańcach tych ziem (sołtys Radosław Dąbrowski w czerwcu tego roku ukończył w Olsztynie kurs przewodników PTTK). Dziewczyny miały emocje plus wiadomości, może coś zostanie w pamięci?

Kolejne zadanie i perspektywa, to Europejskie Dni Dziedzictwa 2011. Sołtys Targowa zgłosił wieś do udziału w tej inicjatywie. Program dosyć bogaty, a jednym z jego elementów będzie inscenizacja 'A byli tu Prusowie', gdzie jako Nieformalna Grupa Teatralna 'Domalesia' (od naszego nazwiska) mamy 'coś' rodzinnie zaprezentować."


KARTKI MAZURSKIE, 2011 Lipiec/Sierpień Nr 7/8 (95/96) Rok XII Red. E.K.
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego.
Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1,
tel. + 48 89 527-22-45
Konto: PKO BP II/0 Olsztyn 93 1020 3541 0000 5002 0091 1180
http://www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/mte.html
http://www.mtew.prv.pl


Powrót do poprzedniej strony
Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie
Wydrukuj stronę

(c) 2011.09.02 - Diecezja Mazurska KEA w RP - olsztyn@luteranie.pl