Mazurskie życiorysy
TOBIASZ STULLICH



Tobiasz Stullich wyróżniał się wśród grona ponad dwustu chłopskich wierszopisarzy z Mazur, którzy w drugiej połowie XIX wieku drukowali swe utwory na łamach ewangelickich gazet i kalendarzy. Debiutował w tym samym czasie, co Michał Kajka. W przeciwieństwie jednak do Kajki, którego talent rozwinął się dopiero w XX wieku, Tobiasz Stullich od razu wzbudził uznanie poważnym tonem moralnym i sposobem wierszowania, wzorowanym na na starych pieśniach religijnych. Jego utwory chętnie drukował Marcin Gerss na łamach "Gazety Leckiej" i w kolejnych rocznikach "Kalendarza Królewsko-Pruskiego ewangelickiego". Prawie w tym samym czasie, co w Lecu (dzisiejszym Giżycku), pieśni Stullicha, jego korespondencje i rymowane odpowiedzi na zagadki drukowały "Nowiny Szląskie", które od roku 1884 ukazywały się w Międzyborzu i Wrocławiu, a w roku 1886 - ze względu na dużą poczytalność tego czasopisma na Mazurach - zmieniły swoją nazwę na "Nowiny".
On sam swoje korespondencje, rozwiązania zagadek oraz wiersze i poematy, mające najczęściej charakter pieśni religijnych, odwołujących się do konkretnych melodii z kancjonału, podpisywał: "Stullich, wójt" "gospodarz Tobiasz Stullich ze Stacz na Mazurach" oraz - najczęściej i najdłużej - "Tobiasz Stullich, wójt i członek rady kościelnej w Staczach". W Staczach Tobiasz Stullich przyszedł na świat i tu mieszkał aż do śmierci. Ta wieś nie miała nigdy kościoła, ale wchodziła w skład parafii ewangelickiej w Pisanicy. Tam był Tobiasz Stullich członkiem rady kościelnej. A że obok utworów i swego nazwiska wymieniał też wieś rodzinną? Pewnie dlatego, że chciał ją rozsławić. Żył tu przecież jak u Pana Boga za piecem. Piękny krajobraz, nawet po stu latach, niewiele się zmienił. Biegnie tu teraz turystyczny szlak pieszy z Ełku i prowadzi prze Stacze i Ramoty, a potem wiedzie nad jeziorem Nieciecz aż do Pisanicy.
W tym, co Tobiasz Stullich pisał, wyrażała się jego pobożność, ale też spokój ducha, radość z pór roku i z urody mazurskiej przyrody, z udanego życia rodzinnego. Jak obliczyłem, pochylając się nad czasopismami i kalendarzami z XIX wieku, w których pojawiało się jego nazwisko, opublikował ponad 40 pieśni i poematów. Na początku XX wieku jego utwory wierszowane ukazywały się jeszcze w "Mazurze" wydawanym w Szczytnie. Przedrukowywano je także w okresie międzywojennym, jak choćby w "Kalendarzu dla Mazurów", redagowanym przez Emilię Sukertową-Biedrawinę. Nawet ci, którzy zajmowali się po wojnie piśmiennictwem mazurskim, nie potrafili dokładnie określić, kiedy Tobiasz Stullich się urodził i kiedy zmarł.
Poszerzone informacje o Tobiaszu Stullichu zawierają jedynie książki Tadeusza Orackiego "Rozmówiłbym kamień..." (Warszawa 1976, s. 225-227) oraz "Słownik biograficzny Warmii, Mazur i Powiśla XIX i XX wieku (do 1945 roku)" (Warszawa 1983, s. 300). W biogramie Stullicha Tadeusz Oracki napisał: "Stullich Tobiasz (ur. ok. 1850 na Mazurach - zm. ok. 1918 w Staczach, pow. Ełk), ludowy poeta mazurski. [...] Jako poeta debiutował w 1884 w wyd. M. Gerssa; od 1886 wiele drukował w "Nowinach Śląskich", a od 1906 współpracował z "Mazurem" szczycieńskim. Pisał liczne wiersze obyczajowe, relig., okolicznościowe, tłumaczył i przerabiał różne teksty z polskich wydawnictw ewang. dla Mazurów. Był jednym z pierwszych, obok M. Kajki, piewców przyrody mazurskiej."
Jak widać, zarówno datę urodzenia jak i datę śmierci poety, badacz opatrzył słowem "około". Istotnie, do dokładności daleko. Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że niedawno dotarłem do stron internetowych, na których zawarte zostały dane genealogiczne rodziny Stullichów. Być może, potomkowie nie wiedzą nawet, że Tobiasz Stullich był mazurskim poetą ludowym, piszącym po polsku. Podają wszelako uściślone dane, przytaczając podstawowe informacje z życia.
Otóż Tobiasz Stullich urodził się 20 lutego 1841 roku w Staczach w powiecie ełckim, we wsi należącej do parafii ewangelickiej w Pisanicy. Jego rodzicami byli Andrzej Stullich i Regina z domu Czybulka. Tobiasz Stullich, który całe życie przeżył w rodzinnej wsi, był ożeniony z Charlottą Kieragga z pobliskiej wsi Stożne. Prowadził gospodarstwo w Staczach, a potem był także "wójtem i członkiem rady kościelnej". Zmarł 14 lipca 1908 roku w Staczach. Jego żona dożyła w tej wsi 80 lat i zmarła 8 kwietnia 1925 roku.
Synem był Fryderyk Stullich, urodzony 21 marca 1875 r. w Staczach. Gdy ojciec zmarł, przejął rodzinne gospodarstwo i prowadził je do 1945 roku. Lecz gdy wschodnie okolice Mazur zostały włączone do województwa białostockiego, podobnie jak inni Mazurzy musiał opuścić rodzinną wieś. Nie opuścił jednak Mazur. Po wojnie zamieszkał w mazurskim Giżycku. Nikt nie wiedział, że jest synem mazurskiego poety, który pod koniec XIX wieku cieszył się pewną sławą. Zbyt odległe to były czasy. Fryderyk Stullich zmarł 17 czerwca 1958 roku w Giżycku. Po śmierci męża, wdowa po nim, Anna (ur. 20 stycznia 1882 w Stożnem), wyjechała wraz z innymi członkami rodziny do Niemiec i zmarła w Hamburgu 7 marca 1964 roku.
Tobiasz Stullich jest poetą zapomnianym, podobnie jak wielu innych mazurskich poetów ludowych, choćby Jan Luśtych [Lustig] czy bracia Jan i Samuel Donderowie. Czyżby działo się tak dlatego, że wiódł żywot spokojny, związany z jedną miejscowością na wschodzie Mazur? Raczej powodem jest to, że ludowa kultura mazurska, w XIX wieku bogatsza niż w innych regionach, w dwudziestym wieku straciła swój stan posiadania. Potem nie stało dla niej pamięci, ani zainteresowania. Piśmiennictwem zajmowały się pojedyncze osoby. Teraz również o Tobiaszu Stullichu wiadomo tylko tyle, ile śladów da się odczytać z jego utworów, które opublikował. Poza nimi jakby nie istniał. Lecz gdy czyta się jego wiersze, to widać wyraźnie, w jaki sposób żył, jakim wartościom hołdował i jak bardzo ukochał miejsce swego urodzenia i urodę mazurskiej przyrody. W wierszu "Pieśń na lato" ("Nowiny" 1888 nr 28) Tobiasz Stullich tak wyrażał tę radość:

Jak wdzięczny, radosny jest świat koło nas.
Jagódki jak śliczne, zieleni się las.
A olsza w potoku przegląda się k'nam,
Ocienia rybeczki, co pluszczą się tam.

Murawa zielenią jak zdobi ten świat
Perłami jak kryształ osrebrzon wszech kwiat.
Jagoda się barwi, uśmiechu ma znak.
I kłosy rzenieją, rozkwita już mak.

Tam w lasku brzozowym jak miły ten szum.
Tam w krzaku zielonym tkwi malinów tłum.
A pszczółki brzęczące zbierają tam miód,
A ptastwo wesołe używa swych gód.

Jak śliczny, wspaniały jest każdy dziś dzień.
W słonecznym upale domek daje cień.
Dziateczki radośnie okrążają mię.
Za wsze te rozkosze Boże, wielbię Cię.

Szczególnie wiosna była tematem wielu jego utworów. Chwalił w pieśniach tę porę roku. Wiosna jednak była też okresem prac polowych. Zakończenie ich zasługiwało na osobną pieśń. Podstawą i zachętą do układania pieśni był dla niego "Nowo wydany Kancjonał Pruski". Można powiedzieć, że znał ten kancjonał na pamięć; z niego czerpał inspiracje, a polszczyzna zawartych tam pieśni, połączona z troską o klarowność przekazu, stanowiła dla niego wzór. Duża część jego twórczości to pieśni religijne związane z obchodami roku liturgicznego. Podczas ich lektury daje się zauważyć, że jakkolwiek opublikował wiele utworów na ten sam temat, to prawie w każdym z nich zawarł osobisty stosunek, ukazujący sposób przeżywania wiary i wynikające stąd przesłanie. Oto fragment utworu "Na zakończenie siewu" ("Nowiny" 1890 nr 20), którą Tobiasz Stullich ułożył na wzór kancjonałowej pieśni: "O święty Jezu, cóżeś Ty":

"Błogosław Boże uprawionej roli,
Skrapiaj ją deszczem z dobrej Twojej woli.
Daj w nią nasieniu wsianemu wygodę,
Dobrą pogodę.

Ubraniaj gradu, wielkiej nawałności.
Daj z prac rąk naszych dosyć nam żywności,
Bym czasu żniwa radośnie zbierali,
W gumna dostali.

Ach, jak wielmożnie sprawiłeś to Boże,
Iż ziemia wraca nam wysiane zboże,
Że tylko wiernie przyglądając roli,
Żyjem z Twej woli.

Bowiem nie w naszej to zależy mocy,
Iż we dnie grzeje, rosą skrapia w nocy,
A już to rośnie słoma i kłos rodzi,
Chleb nam przywodzi."

Po raz pierwszy nazwisko Stullicha pojawiło się w styczniu 1884 roku na łamach "Gazety Leckiej" Marcina Gerssa. W korespondencji, do której dołączył wiersz poświęcony Janowi Jenczi, (GL 1884 nr 8), napisał: "W Markowskich pod Oleckiem umarł dnia 10 lutego t.r. sławny człowiek Jenczo, którego sławę pan będzie doskonalej mógł zalecić, gdyż ja tylko z dala o nim słyszałem. Syn jego jest od pierwszego lutego u nas za dozorcę nad rybołówstwem, bardzo porządny człowiek. Pojechał na pogrzeb ojca swego 14 lutego. - - -

Ci, co drugich nauczają,
Jako słońce lśnić się mają,
Z aniołami żyć w radości,
Z Bogiem w wiecznej społeczności.

A którzy się usiłują
I się o to doczynkują,
Aby wielu w tej miłości
Przyszło do sprawiedliwości;

Ci za stół Boży zasiędą
I jak gwiazdy świecić będą.
Za swe prace, bez wątpienia,
Dojdą wiecznego zbawienia.
- Stullich, wójt".

W tym samym roku, w lipcu, zabrał głos na łamach "Gazety Leckiej" w sprawie kościoła w Pisanicy (GL nr 32/1884). Jak napisał w korespondencji, na żądanie całej parafii pisanickiej postawił wniosek, aby przez zamówienie portretów uczcić pamięć zmarłych plebanów, księży: Maletiusa i Profeta. Superintendent Maletius pełnił urząd proboszcza w Pisanicy przez 40 lat. Jego następca, ks. Profet, był tylko 5 lat, ale, jak pisał Stullich, "niemało dziatek ochrzcił i nauczał i poświęcał. Był tęgim mówcą." Rada kościelna poparła wniosek i wyasygnowała 100 grzywien. Proboszcz Schulz złożył zamówienie w Królewcu, a po przywiezieniu portretów zawiesił w kościele w Pisanicy. "Na odsłonienie i poświęcenie tych obrazów była uroczystość dnia 19 maja t.r. tak na niemieckim, jak i na polskim nabożeństwie." - dodał Stullich, ukazując w ten sposób, że w latach osiemdziesiątych XIX wieku parafia była dwujęzyczna.
W 1885 roku, oprócz "Gazety Leckiej", utwory Stullicha poczęły się pojawiać w "Nowinach Szląskich", mających podtytuł: “tygodnik dla ludności ewangelickiej". Aż trudno uwierzyć, ilu autorów z Mazur zasilało łamy tego pisma! Jakkolwiek tego nie badano, wydaje się, że w jego propagowaniu, a także w pozyskiwaniu autorów i czytelników, duży był wpływ Jana Karola Sembrzyckiego, drukującego artykuły pod pseudonimem Jan Oleckowski. "Nowiny Szląskie" (potem "Nowiny") stanowiły konkurencję dla wydawnictw Marcina Gerssa. Nie ma jednak śladu, aby było to powodem polemiki, jak to miało miejsce później, gdy J. K. Sembrzycki zaczął wydawać "Mazura" w Ostródzie, a po jego upadku "Mazura Wschodniopruskiego" w Tylży.
Tobiasz Stullich opublikował w "Nowinach" ponad 15 wierszy. Były to pieśni religijne, zawsze z zaznaczeniem, na jaką śpiewać ją nutę. Bodaj pierwszym utworem, który ukazał się w piśmie wydawanym przez Antoniego Bederskiego we Wrocławiu (a współtworzonym przez ks. Jerzego Badurę i Alfonsa Parczewskiego), był utwór: "Pieśń na święta żniwne według psalmu 10go", na nutę "Tobie nieśmiertelny Panie" ("Nowiny Szląskie" 1885 nr 40). Również później znaczna część utworów Stullicha ma charakter religijny i jak pieśni nabożne, które stanowiły dlań wzór, autor dążył do tego, by nie zatraciły one walorów kompozycyjnych. Modlitewny charakter widoczny jest też w jego pieśniach, pisanych jako psalmy dziękczynne z okazji zasiewów, a także z okazji żniw. Od wzoru pieśni nie stronił Stullich również wówczas, gdy pisał wiersze na dzień urodzin cesarza Wilhelma I. W tym bogatym dziale pieśni okolicznościowych szczególne miejsce zajmowała osoba redaktora Marcina Gerssa, któremu poświęcił kilka dłuższych poematów. W utworze "Na dzień urodzin dnia 23. października 1887 wydawcy Kalendarza Leckiego i Gazety Leckiej Pana M. Gerssa w Lecu" (GL 1887 nr 43) tak między innymi pisał:

Niechaj dzień urodzin jego
W końcu października,
Dwudziestego i trzeciego,
Z myśli nam nie znika.
Tam my chcemy błogosławić
I prosić zań Boga,
By go raczył wciąż nabawić
Zdrowiem, bronił wroga.
Aby jeszcze długie lata
Mógł nauczać ludzi,
By go nie brał z tego świata,
Niech się dla nas trudzi.

Tobiasz Stullich napisał kilka wierszy świadczących o głębokim odczuciu przyrody mazurskiej. Szczególnie wiosna była dla poety wdzięcznym tematem. Badacz piśmiennictwa Tadeusz Oracki, który jako jedyny zwrócił szczególniejszą uwagę na twórczość tego ludowego poety mazurskiego, prezentując w książce dokonania Tobiasza Stullicha, zacytował cały wiersz o wiośnie:

Wiosna powraca z rozkosznym widokiem,
Odtwarzać ziemię stwarzającym krokiem,
Jak anioł z nieba radość nam gotuje,
Pola i łąki zdobi i maluje.

Witajże gościu, z miłym twoim darem,
Już długo zima była nam ciężarem.
Ona jak tyran więzi nas w pokojach,
My lubim bujać jako pszczoły w rojach.

Wiosno kochana, na rozkosznym tronie,
Ty masz kwitnące kwiaty w twoim łonie.
Nie masz stworzenia nad cię piękniejszego,
W twojej piękności tobie podobnego.

Podkreślił przy tym, że wiosna oraz lato, to szczególnie ulubione tematy Stullicha. Każdego roku na święto żniw opracowywał Stullich kolejną pieśń dziękczynną. Zaznaczał przy tym, czy żniwa były mizerne, czy dały plon obfity. W wierszach zatem, które opublikował Tobiasz Stullich, chwali on każdą porę roku.
Jeden z najpiękniejszych wierszy Tobiasza Stullicha to utwór "Jesień", zamieszczony w "Gazecie Leckiej" w 1888 roku (nr 42).

Już lato mknie,
Dni krócą się,
A z nimi radość znika.
I pozbył kwiat
Swych cudnych szat
I ucichł szum strumyka.

I w cieniu drzew
Słowika śpiew
Znikł i już nie słyszany.
I trawa schnie,
Bo zimno tchnie
Na łąki i na łany.

Przyśpieszcieć ten
Wasz długi sen,
Wy kwiaty, zioła i krzewy!
A po tem śnie
Wzbudzicie się
I wkoło zabrzmią zaś śpiewy.

Pochwalmyż go,
Co sprawił to
I dary swymi dziwi.
W swej łasce chciał,
By człowiek miał
Co zawsze go szczęśliwi.

Przypominając zapomnianą postać mazurskiego poety ludowego, "wójta i członka rady kościelnej w Staczach", trudno pominąć liczne cytaty z jego utworów. Przecież dopiero fragmenty jego wierszy dają nam wyobrażenie, że dążenie do klarowności języka i jego poprawności, posługiwanie się licznymi porównaniami i przenośniami, troska o różnorodność formy i tematyki - wszystko to wyróżnia poezję Tobiasza Stullicha i pozwala ich autora zaliczyć do czołówki piszących chłopów-Mazurów w drugiej połowie XIX wieku.

Erwin Kruk

 

 


Powrót do poprzedniej strony
Wydrukuj strone

(c) 2006 - Diecezja Mazurska KEA w RP - diec.mazurska@luteranie.pl