KARTKI MAZURSKIE

LUTY 2005 R., Rok VI Nr 2 (23)
Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie

 

KS. KRZYSZTOF CELESTYN MRONGOWIUSZ
19 lipca 1764 - 3 czerwca 1855

W tym roku, 3 czerwca, minie 150 lat od śmierci Krzysztofa Celestyna Mrongowiusza (1764-1855), pochodzącego z Mazur uczonego pastora i pisarza religijnego, tłumacza dzieł filozoficznych, leksykografa i autora podręczników do nauki języka polskiego. Mimo licznych prac mu poświęconych, o życiu Mrongowiusza i jego związkach z Mazurami niewiele zachowało się przekazów.

Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie na lutowym zebraniu Zarządu podjęło m.in. uchwałę, by właśnie w tym roku przybliżyć mieszkańcom postać i dzieło wybitnego Mazura i zachęcić innych do włączenia się w obchody poświęcone 150 rocznicy jego śmierci. Z tego względu warto przypomnieć, co pisano o Mrongowiuszu w roku jego śmierci. Nic nie wskazuje na to, by wiadomość o jego zgonie została odnotowana w polskiej prasie. Jego odejście - po długim i pracowitym życiu - zostało tu jakby niezauważone. Natomiast w numerze 23 tygodnika "Evangelisches Gemeindeblatt", wychodzącego w Królewcu, z dnia 9 czerwca 1855 r. na stronie 102 zamieszczono skromną notatkę:
"Zgony. Dnia 3 bm. zmarł w 91 roku życia senior naszego ewangelickiego duchowieństwa, Krzysztof Celestyn Mrongowiusz, kaznodzieja przy kościele św. Anny w Gdańsku po 57 latach urzędowania. Polska literatura zawdzięcza mu bardzo wiele. Toteż niezawodnie dużo osób przyjmie z wdzięcznością wspomnienie przez rzeczoznawcę nakreślone."

Niestety, mimo tej zachęty nie znalazł się żaden rzeczoznawca, poczuwający się do tego, by napisać do tego niemieckiego pisma kościelnego o tym, jak wiele Mrongowiuszowi zawdzięcza polska literatura. Dopiero parę miesięcy później w "Evangelisches Gemeindeblatt" (nr 39 z 29 września 1855 r.) ukazał się tekst pt. "Nekrolog", a jego autor podpisał się: "Glomp, proboszcz w Marwałdzie". O autorze tego wspomnienia nikt nic nie wiedział. Nie podawano nawet jego imienia. Według informacji przekazanych mi przez dr. hab. Grzegorza Jasińskiego, olsztyńskiego historyka zajmującego się Kościołem ewangelickim na Mazurach w XIX wieku, Michael Gottlieb Glomp urodził 1 marca 1813 roku w Ostrowitem koło Brodnicy. Po ukończeniu Collegium Friedericianum, w latach 1834-1839 studiował w Królewcu teologię. W latach 1845-1847 był rektorem szkoły w Księżym Lasku na Mazurach. 7 stycznia 1847 roku został ordynowany na proboszcza w Marwałdzie w powiecie ostródzkim, mając pod opieką filiały w Glaznotach i Dylewie. W Marwałdzie pełnił swą służbę duszpasterską do 15 września 1873 roku. Potem został powołany na proboszcza w Kalinowie, gdzie w 1883 roku przeszedł na emeryturę, po 42 latach pracy jako duchowny. U kresu życia, w 1883 roku, Michael Gottlieb Glomp za zasługi dla Kościoła i szkoły został wyróżniony Orderem Orła Czerwonego IV klasy.

Artykuł proboszcza w Marwałdzie długo nie był znany polskim badaczom. Jako pierwsza zwróciła na niego uwagę Emilia Sukertowa Biedrawina, znana popularyzatorka dziejów mazurskich. W 1950 roku pod kryptonimem "BIS" zamieściła w "Strażnicy Ewangelicznej" (1950 nr 15) artykuł : "Ks. Glomb z Marwałdu o Mrongowiuszu", w którym, powołując się na materiał źródłowy, dość swobodnie jednak przytoczyła dane zawarte w niemieckim tygodniku kościelnym. Między innymi uznała, że autor nekrologu "Glomp, proboszcz w Marwałdzie", nazywał się zapewne Glomb (od słowa: Głąb) i rozpropagowała tę formę nazwiska. Znalazły się tam i inne pomyłki, wynikające pewnie z pośpiechu. Późniejsi badacze, jak choćby Wiesław Bieńkowski, autor monografii "Krzysztof Celestyn Mrongowiusz 1764-1855. W służbie umiłowanego języka" (Wydanie II, rozszerzone i poprawione. Olsztyn 1983), nie sięgali do oryginału, ale poprzestawali na odwołaniu się do publikacji z 1950 roku. Tymczasem wspomnienie Michaela G. Glompa, proboszcza w Marwałdzie, napisane w roku śmierci Krzysztofa Celestyna Mrongowiusza, wydaje się na tyle ważne, by je przytoczyć w tłumaczeniu:

Nekrolog
Skoro do tej pory nie zalazł się nikt, kto by - jak wyrażono życzenie w numerze 23 pisma - piórem znawcy postawił pomnik zmarłemu 3 czerwca tego roku seniorowi ewangelickiego duchowieństwa tej prowincji, Krzysztofowi Celestynowi Mrongowiuszowi, to niech niżej podpisanemu dane będzie z szacunku przynajmniej niektóre cegiełki do niego dostarczyć, zwłaszcza że okolice stron rodzinnych Zmarłego ten obowiązek nań nakładają.

Aczkolwiek nasz Mrongowiusz urodził się w Olsztynku (19 lipca 1764 r.), to wspomnienia z jego dzieciństwa związane są ściśle z Marwałdem, gdzie jego ojciec został w 1768 roku powołany na proboszcza, pozostając tu aż do końca życia w 1800 roku. Był jedynym synem - obok dwu starszych sióstr, które w tych okolicach powychodziły za mąż. Między parafią a rodziną proboszcza nawiązały się zażyłe stosunki, które między innymi znalazły swój zewnętrzny wyraz w tym, że plebania w życiu towarzyskim nie gardziła również ubogimi chatami i przez osobisty udział podnosiła rangę świąt rodzinnych; w tutejszej księdze chrztów można łatwo znaleźć panią pastorową i łatwo obie córki u biednych i bogatych, zanotowane jako matki chrzestne. Z ostatniego źródła można wnosić, że Mrongowiusz już w 1784 roku był studiosus theologiae i pozostał nim po roku 1788. Wobec tego, że w wiadomościach o Collegium Friedericianum z 1790 roku, w składzie osobowym nauczycieli w tym zakładzie został on przytoczony jako studiosus, jest prawdopodobne, że uczęszczał do Albertyny ponad 6 lat. Pamięć o tym, przez działalność Kanta na uniwersytecie w tymże czasie, uczcił Mrongowiusz w swoje 90. urodziny przez wydanie po polsku filozoficznej rozprawy Kanta o religii i moralności, w przedmowie zaś wypowiedział się na temat genezy tego dziełka, mianowicie że powstało ono z notatek niektórych słuchaczy Kanta, którzy spisywali z posłuchu jego ustne wykłady o tej materii i objaśnienia. - W 1798 roku Mrongowiusz, wedle danych Prezbiterologii: dotychczas rektor w Królewcu - otrzymał wokację jako kaznodzieja w kościele św. Anny w Gdańsku, gdzie w swojej nieprzerwanej działalności był czynny aż do końca życia, przez 57 lat w służbie kościoła, szkoły, nauki.

O tym okresie, jak dalece jego literacka działalność jest publicznie już ukazana, chcę teraz podać nici łączące go z rodzinnym krajem i moją osobistą - przed paru laty zawartą - z nim znajomość i od tego czasu stałą wymianę korespondencji, która daje mi materiał do zaprezentowania w zarysie pewnych szczegółów.

Swoją pisarską karierę rozpoczął Mongowiusz wraz z opublikowaniem polskich kazań pod tytułem "Rocznik kazań Chrześciańskich", wydanych w 1802 roku nakładem własnym. Tom ten zadedykował dawnemu patronowi tutejszego kościoła, kanclerzowi grafowi v. Finkenstein, jako widomy znak wdzięczności za dobrodziejstwa okazane jemu i jego rodzicom. Ów szlachetny graf osobiście zajął się wdową w podeszłym wieku i ofiarował jej wdowie mieszkanie wraz z ogrodem, a jednocześnie założył fundację przy tutejszym probostwie, która jeszcze dotąd istnieje jako pomnik szczodrobliwości. Ta okoliczność i wspomnienia z młodości były też powodem, że Mrongowiusz ze szczególną miłością przylgnął do Marwałdu aż do śmierci swej matki (1804 r.), gdy prawie co roku przybywał, a potem powracał tutaj coraz rzadziej, ale w swej sędziwości jeszcze raz przedsięwziął niełatwą podróż, aby ogarnąć wzrokiem przestrzenie tutejszego kościoła i pamięć utrwalić. W roku 1843 parafia miała to szczęście, że otrzymała od niego w darze piękne organy o wartości 400 talarów. Kiedy przybywał do swoich stron rodzinnych, dbał o to, by zgromadzić towarzyszy swojej młodości i serdeczne z nimi rozmowy zachowywać w pamięci, czego ślady pozostały w jego książkach lub w innych darach.

Gdy powraca się teraz na grunt pisarskiej działalności Mrongowiusza, to znajduje się jako owoce wytrwałych, wytężonych studiów językowych nad literaturą polską i sąsiednimi jego gramatyczne i leksykograficzne dzieła; wymagały one jego sił przez trzy dziesięciolecia. W roku 1821 ukazała się najpierw jego polska gramatyka, w 1822 roku słownik niemiecko-polski, a w 1835 roku słownik polsko-niemiecki; wszystkie trzy dzieła były ujęte na różne sposoby i utrwaliły jego sławę jako doskonałego językoznawcy, doprowadziły go również do przyjacielskich związków z wysoko postawionymi mężami polskiej narodowości, np. marszałkiem polnym księciem Adamem Czartoryskim, hrabią Edwardem Raczyńskim, arcybiskupem Duninem.

Pełen radosnego przekonania, że Bóg błogosławi jego prace, mówił on o tym w przedmowie do drugiego wydania słownika niemiecko-polskiego: "Teraz wznoszę moje ręce ku Bogu i dziękuję mu pokornie, że on mnie w sędziwym wieku umocnił i pozwolił także to wydanie przeżywać." - Również miał te zasługi, że wzbogacił polską literaturę przez przekłady Ksenofonta "Anabasis", Teofrasta "Charaktery", Epikteta "Enchiridion", Cebesa, po części opatrując je uczonymi przypisami. Dla prac leksykograficznych znalazł Księgarnię Unzerów jako wydawcę, inne prace musiał najczęściej wydawać własnym nakładem i to było przyczyną niedostatków w dotarciu do szerszej publiczności oraz skarg na daremne trudy i koszty.

Jednak dzielny jego duch nie pozwolił mu rdzewieć; obrócił swoje dary znowu ku służbie Kościołowi przez wydanie polskiej Postylli kościelnej i domowej z dodatkiem kazań pogrzebowych. Ten zbiór kazań jest w większości przełożony z niemieckiego oryginału i choć ze względu na naszych ewangelickich Polaków, nieco wysoko trzymana dykcja jest trudno przystępna, to wśród ludu dosyć dobrze się upowszechnia. Po tym zamknął wydanie nowego prusko-polskiego śpiewnika, którego wartość, zwłaszcza ze względu na dokonane przez Mrongowiusza przekłady nowych pieśni kościelnych i przyjęcie starszych klasycznych opracowań Psalmów i innych pieśni, jest wysoko oceniana. Tu można znaleźć po raz pierwszy w języku polskim niektóre Gellerta pieśni ku zbudowaniu i śpiewy Klopstocka, których w Kancjonale Pruskim, naszym pospolitym śpiewniku, daremnie szukamy, jak np. pieśni: "Kiedy ja, o Stwórco, twoją moc", "Ach zostań z Twoją łaską", "Na Golgotę duszo spiesz", "Jak będzie mi wtedy, ach wtedy", "Jest jeszcze pokój istniejący", oraz szlachetnie utrzymane przekłady starych pieśni, np. pieśni porannej: "Obudź się moje serce i śpiewaj" księcia Bogusława Radziwiłła. - Później postarał się o nowe, oczyszczone z archaizmów i latynizmów, wydanie kazań pogrzebowych Dambrowskiego wraz z przydatkiem innych mów pogrzebowych. Jeszcze w roku 1851 wydał katechizm pod tytułem "Nauka Chrześciańska" - do którego to opracowania opartego na "Heillehre" Drentella - zachęcał go zmarły w Ostródzie kaznodzieja G. Gizewiusz, wielki wielbiciel literatury polskiej, który zasłużył się wydaniem polsko-pruskiego "Przyjaciela Dzieci" i polskimi pieśniami dla szkoły i domu; do tej edycji podczas odwiedzin u niego w 1850 roku niżej podpisany również go nakłaniał, ponieważ my, z wyjątkiem starych katechizmów, w naszych czasach żadnego katechizmu w znośnej polszczyźnie nie posiadamy. Z tym dziełkiem, dla którego sprzedaży w tutejszej okolicy i na Mazurach czyniłem starania, związana jest wieloletnia wymiana korespondencji, w której jaśnieje nie tylko jako polski badacz językowy, ale nade wszystko jako mąż pełen prawdziwej bojaźni Bożej i braterskiej miłości. "Bóg najlitościwszy (tak pisał) pozwolił mi jeszcze zakończenie chrześcijańskiej "Heillehre" Drentella przeżyć" . - A w późniejszym liście: "Po dojrzałym namyśle obliczyłem, aby ten cały nakład jako legat dla marwałdzkiej kasy wdów po pastorach podarować, skąd roczne odsetki powinny być przeznaczone dla wdowy po duszpasterzu". I tak ta projektowana fundacja została założona w ubiegłym roku z kapitałem fundacji 100 talarów, który w połowie pochodzi ze sprzedaży książek, a w połowie z subwencji fundatora w gotówce - ostatni pomnik szacunku, idącego do domu Ojca, dla ukochanych stron rodzinnych. Z tego dzieła zostało jeszcze 150 egzemplarzy, składowanych po części tu, a po części u braci w urzędzie na Mazurach. Dochód ze sprzedaży powinien być przeznaczony na fundację dla sierot, a wraz z tym idzie jednocześnie prośba, aby dobre dzieło, przez przyjaźnie zwiększająca się sprzedaż książki, przyczyniało się do tej pomocy; nadaje się ona, jako budująca lektura, dla ojców rodzin, dla nauczycieli szkolnych, a i duchowny może, spogladając na zawartość, zaczerpnąć stąd poprawną znajomość polskich wyrazów dla dogmatycznych i etycznych pojęć.

Ostatnim dziełem naszego Mrongowiusza, którym osobiście też teologom polskiego języka chciał uczynić przysługę, jest już wyżej wymieniona praca: "Rozprawa filozoficzna" Kanta, która w Polsce - jak pisał tu w swoim ostatnim piśmie pod datą 16 sierpnia ubr. - tak wielki znalazła aplauz, że Warszawa zamówiła od razu 400 egzemplarzy; przedmowę przy tym zakończył słowami: " Spodziewając się łaskawego przyjęcia, żegnam się z wesołym sercem i dziękuję Boskiej Opatrzności, że mi w dziewięćdziesiątym roku życia dała doczekać końca druku."

W 10. niedzielę po Trinitatis tutejsza parafia modliła się za Dobroczyńcę, który odszedł na święte miejsce i we wspólnotowej modlitwie błagała, by również wobec niego można było zastosować słowa z Ewangelii wg Łukasza (2, 29-30): "Teraz puszczasz sługę swego, Panie! według słowa twego, w pokoju; Gdyż oczy moje oglądały zbawienie twoje."

G l o m p
proboszcz w Marwałdzie

MARWAŁD DZISIAJ

Marwałd to niewielka wieś w gminie Dąbrówno. Jest w niej barokowy kościół, zbudowany przed 1694 rokiem, postawiony na fundamencie kościelnych murów gotyckich z XV wieku. Był on przebudowywany w 1876 i w 1905 roku. Jest to budowla halowa z frontową wieżą. Po roku 1945 nie był użytkowany. Teraz należy do parafii katolickiej, którą utworzono tu w 1972 roku. We wsi jest szkoła podstawowa i filia gminnej biblioteki publicznej. Poza tym w Marwałdzie znajduje się jeden z czterech w województwie warmińsko-mazurskim ośrodków "Monaru" - Dom Odzyskanych dla Życia "Markot".

Niektórzy jeszcze napomykają, że przed wojną przez Marwałd i sąsiednie Dąbrówno biegła linia kolei wąskotorowej z podostródzkiego Samborowa do Turzy Wielkiej. W 1945 roku tory rozebrano, a zniszczone miasteczko Dąbrówno, położone nad pięknymi jeziorami Duża i Mała Dąbrowa, utraciło prawa miejskie.

Nie tylko w Marwałdzie, ale w całej gminie Dąbrówno, trudno dziś znaleźć jakikolwiek ślad wskazujący na to, że w dziejach tych okolic przetrwała lub ożywia jej dawną historię pamięć o Krzysztofie Celestynie Mrongowiuszu.

Wygląda na to, że Olsztynek jako miejsce urodzenia Mrongowiusza, z otwartym dla zwiedzających "Domem Mrongowiusza", to wszystko, na co nas stać. Co prawda, z okazji dwóchsetlecia urodzin gdańskiego kaznodziei, nie tylko w rodzinnym Olsztynku odbyła się sesja naukowa. Jej uczestnicy pojechali w 1964 roku także do Marwałdu: zorganizowali tam okolicznościową wieczornicą dla mieszkańców. To było jednak tak dawno.

MTE W INTERNECIE

Od początku tego roku Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie ma swe strony w Internecie: http://diec.mazurska.luteranie.pl/pl/mte.html.
Można tu przeczytać poszerzone informacje o wydawnictwach MTE, jak i kolejne numery biuletynu "Kartki Mazurskie". Stało się to możliwe dzięki zaangażowaniu ks. Sebastiana Mendroka (jeszcze niedawno wikariusza w Olsztynie, a obecnie wikariusza w Kłodzku), który w ten sposób podtrzymuje swoje związki z naszym regionem.
Za dotychczasowy wkład pracy Zarząd MTE składa ks. Sebastianowi Mendrokowi serdeczne podziękowanie.


KARTKI MAZURSKIE, Luty 2005, Nr 2 (23) Rok VI, Red.E.K, Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego. Adres: 10 - 026 Olsztyn, ul. Stare Miasto 1 tel. + 48 89 527-22-45 Konto: PKO BP S.A. 46 1020 3541 0000 5002 0011 3522


Powrót do poprzedniej strony
Wydrukuj strone

(c) 2005 - Diecezja Mazurska KEA w RP - diec.mazurska@luteranie.pl